Robot i jego rodzina

Monika Wysocka
opublikowano: 25-06-2008, 00:00

W pierwszym numerze Pulsu Medycyny pisaliśmy o prototypie robota do wspomagania operacji serca, jaki powstawał wtedy - w 2000 roku - w Pracowni Biocybernetyki Instytutu Protez Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu. Po ośmiu latach rozmawiamy z dr. n. med. Zbigniewem Nawratem, kierownikiem tej pracowni.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Proszę przypomnieć, czym zajmowali się państwo osiem lat temu?

- Można powiedzieć, że startowaliśmy w tym samym czasie: kiedy państwo wydawali pierwsze numery swojej gazety, my pracowaliśmy nad absolutną nowością - robotem chirurgicznym. Zaczęło się od opracowania i wdrożenia do praktyki klinicznej takich materiałów, jak protezy zastawek serca (dzisiaj działa u nas profesjonalny bank tkanek, dostarczający m.in. homografty zastawkowe, przechowywane w stanie głębokiego mrożenia) oraz od wprowadzenia mechanicznego systemu wspomagania krążenia krwi. Wykorzystując modelowanie komputerowe i fizyczne zaczęliśmy też doradzać chirurgom, jak optymalnie wykonywać niektóre zabiegi. Aż nadszedł moment wprowadzania narzędzi, którymi chirurg mógłby operować. Oczywiście chodziło o technologię umożliwiającą precyzyjne wykonanie operacji przy mniejszym urazie ciała pacjenta, czyli metodą miniinwazyjną.

Pierwsze "dziecko" zespołu to Robin Heart.

- Robin Heart powstał w 2000 roku. Dzisiaj mamy już rodzinę robotów, złożoną z kilku modeli i prototypów. Zademonstrowany w ubiegłym roku Robin Heart Vision, czyli sterowane przez chirurga ramię do pozycjonowania toru endoskopowego podczas np. operacji laparoskopowych, ma być pierwszym, który trafi na salę operacyjną. Zastępuje pracę jednego z asystentów, którego zadaniem było do tej pory nadążanie za pracą narzędzi w polu operacyjnym.
Tor wizyjny to rodzaj lunety, dzięki której przez nieinwazyjne otwory w ciele pacjenta można oglądać na ekranie, co robi chirurg. Robin jest sterowany albo za pomocą pedałów, albo głosem, albo małym dżojstikiem i stanowi jeden z trzech-czterech elementów tworzących całość. Pozostałe to ramiona chirurgiczne, które operują, tną, szyją. Może być sterowany z konsoli zarządzającej pełnym robotem. Nasza oryginalna, ergonomiczna konsola nosi nazwę Robin Heart Shell. W tym roku chcemy przeprowadzić eksperymenty na zwierzętach, w przyszłym - uruchomić etap kliniczny. Robin Heart, o ile wiem, jest do tej pory jedynym konkurentem amerykańskiego robota Da Vinci.

Ale w Zabrzu pracujecie nie tylko nad robotami.

- Naszym absolutnym hitem jest wirtualna sala operacyjna. Dwa lata temu jako pierwsi w kraju wprowadziliśmy wirtualną rzeczywistość do procesu edukacji i planowania operacji. Po założeniu specjalnych okularów widać przestrzennie salę operacyjną, pacjenta, można przestawiać przedmioty, zaplanować operację, czyli np. zorientować się, jak ustawić robota, by po zrobieniu otworu w konkretnym miejscu na ciele pacjenta móc swobodnie poruszać robotem. Pomysł wziął się z potrzeby zwiększenia możliwości współpracy i po dyskusji z lekarzami - zależało nam na tym, aby dowiedzieć się, czy to, co robimy będzie przydatne do operacji.

W jaki sposób konfrontuje pan swoje pomysły z lekarzami?

- Organizujemy dwie duże konferencje w roku: Roboty medyczne (w grudniu) i konferencję BioMedTech Silesia (w marcu), podczas których pokazujemy nasze roboty, prototypy, modele i wspólnie dyskutujemy nad nimi (szczegóły na stronie www.frk.pl). Prowadzimy też warsztaty chirurgiczne, w trakcie których można trenować przeprowadzanie operacji. Oprócz stanowisk fizycznych, dostępna jest nasza wirtualna sala operacyjna, na której także można przetestować proponowane przez nas rozwiązania, również będące w trakcie projektowania. Opracowujemy też rozszerzony program edukacyjny, który służyłby trenowaniu i przygotowywaniu się do operacji nie tylko z użyciem robotów, ale do pracy z typowymi narzędziami wykorzystywanymi w operacjach endoskopowych. Chodzi o to, by chirurg mógł dobrać sobie sprzęt, który mu najbardziej odpowiada: robota, urządzenia półautomatyczne lub też klasyczne narzędzia laparoskopowe.

Jak na te propozycje reagują chirurdzy?

- Kibicują nam. Wzbudziliśmy pewne nadzieje i z niecierpliwością oczekują na moment, gdy będą mogli skorzystać z nowych możliwości w praktyce. Naszymi projektami interesują się także koledzy z zagranicy - jest u nas właśnie studentka z Rzymu, która zabierze do swojej kliniki nasz projekt wirtualnej sali operacyjnej i będzie stosować go do edukacji chirurgów. Mamy nadzieję, że kiedyś kupią od nas także robota. Jeśli zaczniemy go produkować...

A zaczniecie?

- Tak, mam nadzieję, że już niedługo. Trzy lata temu dzięki funduszom unijnym stworzyliśmy zakład Robin Heart Serwis. Trwają rozmowy, by przeistoczyć go w dużą firmę komercyjną, by to, co teraz robimy metodami naukowymi, robić profesjonalnie, a prototypy i modele zamienić na funkcjonalne urządzenia, które będzie można wprowadzić do sali operacyjnej.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.