Rezydentury, czyli ministerialne science-fiction
Albo praca za darmo, albo nie wiadomo jak długie czekanie na rezydenturę - przed takim wyborem stanie wielu lekarzy, którzy chcą otworzyć specjalizację.; Powoli staje się jasne, że budżetu państwa nie stać na finansowanie kształcenia specjalistów. W 2004 roku minister zdrowia znalazł pieniądze na 700 nowych rezydentur. Tylko dzięki silnej presji parlamentarzystów rozpoczęto postępowanie kwalifikacyjne w sesji zimowej, ale do podziału jest jedynie 400 etatów rezydenckich.
Podczas prac nad ustawą budżetową na 2004 rok posłowie Komisji Zdrowia zażądali przesunięcia z innych pozycji 15 mln zł na dodatkowe 760 rezydentur, ale w Komisji Finansów Publicznych wniosek upadł. Tymczasem co roku akademie medyczne opuszcza ponad 2 tys. absolwentów uczelni medycznych, do tego trzeba doliczyć kilkaset osób kończących studia w systemie odpłatnym. I z roku na rok rośnie liczba młodych lekarzy, którzy nie zdołali otworzyć specjalizacji.
Patrz i ucz się!
Natalia Orzechowska odbyła staż, a w postępowaniu kwalifikacyjnym w grudniu 2003 roku chciała ubiegać się o etat rezydencki na otorynolaryngologię, ale spotkało ją rozczarowanie: minister zdrowia interesującej ją rezydentury nie przyznał w całym kraju, a w jej rodzimym województwie warmińsko-mazurskim spośród 24 miejsc etatowych nie ma ani jednego ze specjalizacji zabiegowych. ?Są jedynie miejsca z interny, medycyny rodzinnej i ratunkowej oraz pojedyncze etaty z innych dziedzin medycyny. Podobna sytuacja jest w całym kraju. Moi koledzy są załamani. Niektórzy zrezygnowali z tego, co chcieliby robić i zdają na to, co jest. Ja zamierzam czekać, bo może za pół roku, może za rok, pojawi się rezydentura, na którą liczę" - mówi lek. med. N. Orzechowska. W Olsztynie w obu szpitalach nie ma żadnych szans na etat. Z jej roku tylko jedna osoba dostała pracę etatową w Toruniu z możliwością robienia specjalizacji z medycyny pracy.
Żeby nie siedzieć bezczynnie w domu, Natalia Orzechowska zdecydowała się na wolontariat. Codziennie na cztery godziny przychodzi do Szpitala Wojewódzkiego na laryngologię oraz na trzy godziny na chirurgię do Szpitala Miejskiego w Olsztynie. Przygląda się zabiegom, uczestniczy w zmianie opatrunków. Zapewnia, że bardzo dużo korzysta. ?Największą korzyścią jest możliwość zadawania pytań, na które lekarze bardzo chętnie odpowiadają" - mówi N. Orzechowska.
W Szpitalu Wojewódzkim w Olsztynie wolontariat jest dopiero w trakcie wdrażania. Na razie zdecydowało się na niego dwoje młodych lekarzy. Mogą codziennie przychodzić do szpitala na wybrany przez siebie oddział. Szpital nie podpisuje z nimi umów cywilnoprawnych. Wymaga się od nich tylko podania zaakceptowanego przez dyrekcję i ordynatora wybranego oddziału oraz aktualnych badań lekarskich. Zakres działań, do których będą uprawnieni wolontariusze jest jednak niewielki, dużo mniejszy niż w przypadku rezydentów z ukierunkowaną specjalizacją.
?W przypadku wolontariuszy to będą na początek prace podstawowe: pomoc przy zbieraniu wywiadu i uzupełnianiu dokumentacji, rozmowy z pacjentami, którym takiego wsparcia teraz brakuje, ale do zabiegów na pewno taki lekarz nie będzie dopuszczany" - mówi lek. med. Jolanta Citko, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Wojewódzkiego w Olsztynie. Placówka ma jedną korzyść: więcej białego personelu do dyspozycji pacjenta. ?Będzie się im przyglądał ordynator, być może okaże się, że wśród wolontariuszy jest skarb - lekarz chętny do pracy, zdolny i z dużą wiedzą; może z czasem będzie przez nas przyjęty do pracy. Pod warunkiem, że znajdą się pieniądze na nowe etaty. W obecnej sytuacji szpital nie planuje nowych przyjęć" - mówi J. Citko.
Wolontariusze, czyli tania siła robocza
Coraz częściej słyszy się głosy, że wolontariat, jeśli ma być realną alternatywą dla rezydentur i dawać lekarzom coś więcej niż tylko możliwość wypełniania papierów, wymaga dodatkowych uregulowań. Choć są podstawy formalnoprawne do realizowania w tym trybie specjalizacji, w rzeczywistości nie jest to takie proste. Zawarcie umowy cywilnoprawnej z lekarzem, który chce pracować za darmo, nie rozwiązuje bowiem problemu jego odpowiedzialności zawodowej. ?Lekarze, którzy w formie wolontariatu chcieliby otworzyć specjalizację, musieliby sami pokrywać swoje ubezpieczenie. Protestujemy przeciwko wolontariatowi, bo nie jest to chyba normalne, żeby człowiek pracował za darmo i jeszcze sam do tego dopłacał" - mówi lek. med. Klaudiusz Komor, przewodniczący Zespołu ds. Młodych Lekarzy przy Naczelnej Radzie Lekarskiej.
Z tego samego powodu także dyrektorzy szpitali nie odnoszą się z entuzjazmem do wolontariatu. W SP ZOZ ?Zagórze" w Sosnowcu jest siedmiu wolontariuszy, ale większość z nich stanowią lekarze etatowi związani z placówkami ambulatoryjnymi po pierwszym stopniu specjalizacji, którzy chcą za darmo podnosić swoje kwalifikacje. Szpital zawiera z nimi umowy cywilnoprawne, dzięki temu zyskuje pożądaną - bo bezpłatną - siłę roboczą. Jednak dyrektor Marek Stępniak zaznacza, że do tematu wolontariatu należy podchodzić bardzo ostrożnie. ?To jest odpowiedzialność cywilna samego lekarza, jak również instytucji. Musi być bardzo dobry nadzór merytoryczny ze strony kierownictwa oddziału, a z drugiej strony bardzo dobra umowa, minimalizująca skutki działalności tego lekarza, ponieważ z uwagi na charakter jego zatrudnienia, związek między nim a pracodawcą jest dosyć luźny" - mówi Marek Stępniak.
Specjalizacja na etacie
W tym zakładzie, w ciągu dwóch lat, odkąd są tu wolontariusze, zatrudniono tylko jedną osobę, która na rzecz tego szpitala pracowała za darmo. Przyczyna taka sama, jak gdzie indziej: szpital nie ma etatów. Z roku na rok ochrona zdrowia, przeżywająca proces restrukturyzacji zatrudnienia, ma ich coraz mniej do zaoferowania dla młodych lekarzy. Natomiast minister zdrowia jest hojny w przyznawaniu miejsc specjalizacyjnych ?z etatu", bo nie obciążają one budżetu państwa. ?Znam dane z interny z województwa śląskiego, gdzie w obecnym postępowaniu kwalifikacyjnym jest 69 miejsc, ale w trybie rezydenckim tylko 7. Chętnych na rezydentury jest ok. 50 osób. Natomiast na miejsce z etatu jest mniej zainteresowanych niż miejsc, bo młodzi lekarze nie mają szans na zatrudnienie etatowe. Te miejsca specjalizacyjne pozostaną nie obsadzone" - mówi K. Komor. Podobna sytuacja jest w całym kraju.
Z powodów finansowych rezydentura powoli przestaje być podstawowym trybem otwierania specjalizacji. Coraz głośniej mówi się o konieczności szukania jakiegoś nowego systemowego rozwiązania. Zdaniem niektórych, problem mogłyby rozwiązać etaty sponsorowane. Na ten pomysł wpadli już dwa lata temu działacze z Zespołu ds. Młodych Lekarzy przy NRL. Idea zyskuje coraz większe poparcie wśród dyrektorów szpitali, którzy zaczynają się obawiać, że z powodu bariery ekonomicznej ich placówkom już niedługo może grozić pokoleniowa luka. ?Ciągłość pokoleń niestety już została przerwana - uważa Marek Stępniak. - W tej chwili pokolenie lekarzy specjalistów jest już dobrze po czterdziestce, a tych szkolących się albo chcących się szkolić nie ma, albo są to pojedyncze osoby. Jest bariera ekonomiczna, z powodu której za jakiś czas może być problem ze specjalistami". Jego zdaniem, jakimś rozwiązaniem mogłyby być etaty sponsorowane: ktoś refundowałby koszty zatrudniania młodego lekarza, np. w formie darowizny dla szpitala. Nie wiadomo jednak, czy takie rozwiązanie byłoby zgodne z kodeksem pracy. ?Rozumiem, że taka ?sponsorowana" umowa o pracę byłaby na czas określony. Możemy dyskutować, czy ten pomysł jest dobry od strony moralnej, uważam jednak, że każde rozwiązanie, które daje pracę młodemu człowiekowi po studiach jest dobre" - podkreśla M. Stępniak.
Sponsor pilnie poszukiwany
Jednak zrealizowanie tego pomysłu wymaga znalezienia sponsorów. Dyrektor Marek Stępniak podaje przykład wielospecjalistycznych placówek medycznych na ląsku, które były niegdyś sponsorowane przez kopalnie. Samorządowcy z Zespołu ds. Młodych Lekarzy liczyli na podobny sponsoring ze strony prywatnych firm, ale nie znaleźli żadnego chętnego do przekazania darowizny dla szpitala na cel edukacyjny w zamian za odpis podatkowy.
Instytucje, którym ze względu na statutową działalność powinien być bliski los młodych lekarzy, też nie wykazują inicjatywy. Fundacja na Rzecz Wspierania Rozwoju Polskiej Farmacji i Medycyny, powołana przez Polpharmę, finansuje tylko projekty badawcze i przyznaje stypendia jedynie pracownikom naukowym co najmniej ze stopniem doktora, i nie ma innych planów na najbliższą przyszłość. Fundacja Wspierania Polskiej Nauki i Medycyny, powołana przez firmę Novartis, swoją akcję stypendialną ogranicza także do pracowników naukowych. A co z przyszłością zawodową młodych lekarzy? Podczas ich ostatniej konferencji, która odbyła się 29 listopada 2003 r. w Olsztynie, sami zainteresowani znaleźli tylko jedno - realne ich zdaniem - rozwiązanie: migrację za pracą do Unii Europejskiej. W opinii młodych adeptów zawodu, w niektórych krajach UE jest taki deficyt lekarzy, że są one gotowe zatrudniać niespecjalistów i umożliwić im dalsze kształcenie.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska