Restrukturyzacja dolnośląskich szpitali stoi pod wielkim znakiem zapytania
Likwidację 5 tys. łóżek zaproponował Zarząd Dolnośląskiego Urzędu Marszałkowskiego jako antidotum na tragiczną sytuację szpitali na Dolnym ląsku. Zarządzający ZOZ-ami mają do 15 września br. przygotować programy restrukturyzacyjne.
Likwidować łóżka, nie szpitale
W tej sytuacji szpitale liczyły na zapowiadany przez Urząd Marszałkowski program naprawczy, który od nazwiska dolnośląskiego wicemarszałka zyskał nazwę ,planu Czesława Drąga". Po półrocznych pracach zarząd przedstawił radnym sejmiku wojewódzkiego dwustronicowe ,Założenia i kierunki restrukturyzacji służby zdrowia na terenie Dolnego ląska". Istota pomysłu kryje się jednak w dołączonych do tego tekstu tabelkach, które zawierają plan redukcji łóżek: najwięcej - prawie o 3 tys. w okręgu wrocławskim i blisko tysiąc w okręgu jeleniogórskim. W sumie dolnośląskie szpitale czeka zlikwidowanie niemal 5 tysięcy spośród ponad 14 tysięcy łóżek.
,System ochrony zdrowia na Dolnym ląsku, mimo że nie było żadnej epidemii ani wojny, zanotował w ciągu trzech lat gwałtowny wzrost liczby udzielanych świadczeń szpitalnych, w niektórych jednostkach nawet o 100 proc. Podstawowym założeniem, które przyjęliśmy jest więc zmniejszenie liczby świadczeń" - mówi Igor Wolniakowski, dyrektor Wydziału Zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim. Urząd Marszałkowski przyjął jednak jeszcze jedno założenie, podyktowane - jak się można domyślać - zbliżającymi się wyborami samorządowymi: mimo że Dolny ląsk jest regionem o jednym z największych w kraju zagęszczeniu zakładów opieki zdrowotnej, żaden ze szpitali nie zostanie zlikwidowany ani połączony z inną jednostką.
W konsekwencji zamiast dublujących się w powiatach szpitali, likwidowane będą łóżka. W tym celu posłużono się wskaźnikiem zapisanym w Narodowym Programie Ochrony Zdrowia, który mówi o 35 łóżkach krótkoterminowych na 10 tys. mieszkańców. Przy ustalaniu ,zbędnych" łóżek specjalistycznych Urząd Marszałkowski zastosował własną metodologię. Łóżka specjalistyczne zostały policzone w odniesieniu do populacji okręgu odpowiadającego dawnemu województwu, natomiast łóżka wysokospecjalistyczne - w odniesieniu do populacji obecnego województwa. ,To opracowanie jest na pewnym poziomie uogólnienia. Chodzi o uniknięcie sytuacji, gdy wszyscy zaczną się kłócić o szczegóły. Istotny jest pewien ogólny zarys sytuacji, a nie sprowadzanie jej do konkretnego łóżka w oddziale X w szpitalu Y" - zastrzega Igor Wolniakowski.
Zmniejszenie liczby świadczeń przez redukcję łóżek musi rozegrać się na poziomie systemu - twierdzi Zarząd Urzędu Marszałkowskiego. ,Patrzymy na Dolny ląsk jak na system. Działania muszą być skoordynowane z kasą chorych, innymi organami założycielskimi oraz ze wszystkimi zarządzającymi jednostkami na Dolnym ląsku. Nie dziwię się specjalnie staroście, którego czekają wybory i który często jako organ założycielski jest największym pracodawcą w powiecie, że będzie chciał bronić każdego łóżka jak niepodległości, ale musimy mu wytłumaczyć, że jeśli tego nie zrobi, jego szpital z powodu zbyt niskiego poziomu finansowania będzie się dalej pogrążał" - mówi Igor Wolniakowski.
Bez entuzjazmu...
W pierwszych reakcjach dyrektorów szpitali podległych Urzędowi Marszałkowskiemu trudno się doszukać entuzjazmu. Dyrektorzy, którzy z kasy chorych dostali wypowiedzenia umów na niektórych oddziałach (zgodnie z wytycznymi z tabelek), protestują już teraz. Można się spodziewać, że już wkrótce rozegra się batalia o łóżka. Największe kontrowersje budzi redukcja łóżek kardiologicznych w okręgach wrocławskim i wałbrzyskim. Urząd Marszałkowski twierdzi, że część oddziałów powiatowych uzyskało status kardiologicznych, mimo że de facto pełnią funkcje interny. Te łóżka kardiologiczne tylko za nazwę dostają wyższą stawkę. Kasa chorych, kierując się wytycznymi z tabelki, wypowiedziała umowy na łóżka kardiologiczne także placówkom, które mają kardiologię z prawdziwego zdarzenia. ,W naszym szpitalu wykonywane są koronarografie i koronaroplastyki, mamy zaplecze kardiochirurgiczne. Mamy bardzo dużo pacjentów i nie wyobrażamy sobie redukcji łóżek kardiologicznych. Będziemy się odwoływać" - zapowiada prof. Wojciech Witkiewicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu.
...i radykalnych cięć
Podstawowym problemem dyrektorów szpitali, od których oczekuje się szybkiego i racjonalnego programu restrukturyzacji łóżek w ich szpitalach, jest w tej chwili nieznajomość zasad finansowania w przyszłym roku. Dyrektorzy, nauczeni doświadczeniem, nie chcą robić żadnych radykalnych ruchów, dopóki nie poznają stawek proponowanych przez kasę chorych.
,Dwa i pół roku temu stworzyliśmy oddział dla przewlekle chorych, który miał określoną stawkę, ale cztery miesiące później stawka spadła o 60 proc. Dopóki nie znam zasad finansowania, nie wiem, czy mi się opłaca oddać pod kuratelę Akademii Medycznej oddział ortopedyczny, czy przekształcić go w oddział opieki paliatywnej, czy może w ogóle zlikwidować" - mówi Jan Socha, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala im. J. Babińskiego we Wrocławiu. Na pytania dyrektora Sochy urzędnicy kasy chorych nie chcą na razie udzielać odpowiedzi. ,Czekamy na decyzje z Ministerstwa Zdrowia" - powiedziała Małogorzata Sadowy-Piątek, rzecznik prasowy Dolnośląskiej Regionalnej Kasy Chorych.
Zawieszeni w próżni
Jednak ustawa o Narodowym Funduszu Zdrowia trafi do Sejmu najwcześniej we wrześniu, a projekt rozporządzeń wykonawczych do niej, w których minister zdrowia ma ustalić ujednolicone zasady kontraktowania świadczeń, nawet jeszcze nie powstał.
Zarządzających szpitalami interesuje, kto da im pieniądze na odprawy dla osób, którzy stracą pracę w wyniku restrukturyzacji. Dyrektor I. Wolniakowski odpowiada: ,W tej jedynej sprawie liczymy na pomoc budżetu państwa". Ale z powodu dziury budżetowej ubiegłoroczna szybka ścieżka z programu restrukturyzacji została wstrzymana.
Zmniejszenie liczby świadczeń ma poprawić wyniki finansowe szpitali, a to jest niezbędne do przeprowadzenia kolejnego kroku - sekurytyzacji długów. Na razie wszyscy stoją w miejscu.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska