Ratownictwo medyczne łączy siły
Samodzielna Kolumna Transportu Sanitarnego i Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Gdańsku zostaną połączone - zadecydował Sejmik Województwa Pomorskiego. Sęk w tym, że pogotowie jest na plusie, a kolumna transportu - na minusie.
Dla Gdańska za późno
Dorota Dygaszewicz, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Gdańsku ubolewa, że uchwałę o połączeniu pogotowia z Kolumną Transportu Sanitarnego podjęto tak późno. Przypomina, że o taką decyzję zabiegała - bezskutecznie - już w grudniu 2000 r. Ponieważ wówczas nie doszło do połączenia, w lutym 2001 r. gdańskie pogotowie postanowiło zakupić własne ambulanse. Obecnie dysponuje 8 nowoczesnymi, spełniającymi wszelkie standardy europejskie karetkami reanimacyjnymi. ?Dlatego teraz, kiedy mamy własny tabor, połączenie z kolumną transportu sanitarnego nie jest nam potrzebne. Nie skorzystamy nawet na karetkach, bo dysponuje ona starymi, nie spełniającymi standardów samochodami. Liczymy się też z tym, że będziemy musieli pokryć straty SKTS" - wyjaśnia D. Dygaszewicz.
Mimo to twierdzi, że postara się wykonać uchwałę sejmiku, chociaż technicznie będzie to trudne. W dokumencie nie określono bowiem ścisłych terminów, nie wyznaczono też osoby odpowiedzialnej za całą operację.
Protest związkowców
Przeciwko decyzji sejmiku wojewódzkiego zaprotestowały cztery związki zawodowe, działające w gdańskim pogotowiu. Związkowcy nie mają wątpliwości, że przyłączenie zadłużonej SKTS poważnie odbije się na obecnie bardzo dobrej kondycji finansowej ich firmy. Gdańskie pogotowie ubiegłym roku osiągnęło zysk ok. 1 mln zł.
?Wszyscy pracownicy naszej stacji pogotowia poniosą konsekwencje tej uchwały. Kolumna transportu sanitarnego jest poważnie zadłużona i dysponuje przestarzałym sprzętem. Niepokoi nas fakt, że dyrekcja SKTS nie chce współpracować z naszą dyrekcją, a w ciągu miesiąca od podjęcia decyzji o połączeniu, przekazała zaledwie jedną karetkę. Obawiamy się, że przedłużająca się w nieskończoność operacja połączenia spowoduje niekontrolowane narastane długów, które przecież trzeba będzie spłacić" - twierdzi Krzysztof Słupczyński z Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników Pogotowia.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Szarkowska