Przypudrowany szacunek (Ostrzej, ale bez skalpela Marek Stankiewicz)

opublikowano: 18-05-2016, 00:00

Kodeks Etyki Lekarskiej (KEL) wymaga od lekarzy, aby okazywali sobie wzajemny szacunek. Tymczasem szacunek ma aż 130 synonimów. Poważanie, cześć, uznanie, uwielbienie, poszanowanie, respekt — to tylko pierwsze z brzegu. Każdemu z nich można przypisać odrębne znaczenie w konkretnej sytuacji.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Lekarz nie powinien wypowiadać niekorzystnej oceny działalności zawodowej innego lekarza lub dyskredytować go w jakikolwiek sposób wobec chorego i jego otoczenia, a także wobec personelu asystującego lub publicznie. Wszelkie uwagi o dostrzeżonych błędach w postępowaniu innego lekarza powinien przede wszystkim przekazać zainteresowanemu. Polscy twórcy Kodeksu Etyki Lekarskiej postarali się, aby szacunek po prostu zadekretować. Tyle tylko, że zamiast imperatywnego „nie wolno”, zdecydowali się na łagodniejsze „nie powinien”. A to już nie to samo.

Te oczywiste zasady są słuszne, zrozumiałe, akceptowane i stanowią etyczny drogowskaz dla dziesiątków tysięcy praktykujących lekarzy. Czasem jednak stosunki między nimi są dalekie od tych wzniosłych tez. Ileż to razy jesteśmy świadkami gorszących scen podjazdowej walki o stanowiska, o pacjentów, a czasem naprawdę nie wiadomo o co. Puszczają wodze fantazji, kiedy sięga się po takie chamskie odzywki: „a co to za drewniana rączka zostawiła pani taką pamiątkę?”, komentując na obchodzie lekarskim wygląd blizny pooperacyjnej u młodej pacjentki. Skargi pacjentów na lekarzy często są inspirowane przez innych lekarzy, a w niektórych doniesieniach aż roi się od terminologii, o której zwykły zjadacz chleba nie ma zielonego pojęcia. Anonimy i oszczercze plotki rozpowszechniane nawet przez nielicznych lekarzy zatruwają atmosferę szpitala na lata. Co gorsza, często środowisko nie ma w sobie tyle siły i odwagi, aby skutecznie pozbyć się „czarnej owcy”, a przynajmniej ją zdemaskować.

Być może takt i delikatność mają w medycynie mniejsze znaczenie niż kompetencja, rzetelność i doświadczenie. Ale można powiedzieć, że są one bramą spolegliwości lekarza, która jest z pewnością jedną z cnót lekarskich. Przecież spolegliwy to ktoś troskliwy, opiekuńczy, godny zaufania. Chociaż duża część naszych rodaków pojmuje to słowo zupełnie inaczej; że „spolegliwy” to ktoś uległy, potulny, taki, który we wszystkim ustępuje. Szkoda, że to drugie znaczenie, bliższe konformizmowi, uzyskało w naszym języku status wyrażenia poprawnego.

W art. 53 KEL czytamy: „doświadczeni lekarze winni służyć radą i pomocą młodszym kolegom, zwłaszcza w trudnych przypadkach klinicznych”. Generalnie nie jest z tym źle. Harmonijna współpraca jest fundamentem sukcesu i łaknie jej przede wszystkim pacjent. W młodym wieku przeważają zwykle ideały społeczne, popisywanie się swoją odwagą, często brakiem pokory. Rywalizacja pokoleniowa w medycynie była, jest i pozostanie. Nie wszyscy mogą być kardiologami inwazyjnymi, a nie każdy, niestety, chce być pediatrą. Zaczyna nam doskwierać luka pokoleniowa, która powstała w wyniku zmniejszenia liczby przyjęć na studia medyczne niedługo po transformacji ustrojowej.

Pospolite patologie nie omijają najzacniejszych nawet murów szpitalnych. Mobbing, który dzisiaj niszczy medycynę, mieści w sobie nie tylko niesprawiedliwe traktowanie czy złośliwą plotkę w miejscu pracy. W wielu powiatowych szpitalach przejawia się w tyranizowaniu czy też nękaniu Bogu ducha winnego lekarza, wziętego na celownik przez lokalną koterię. 

Lekarze często mylą mobbing z dyskryminacją, ale nie potrafią wskazać żadnego kryterium dyskryminacyjnego. Tymczasem pracodawcy, dla świętego spokoju, miesiącami dumają nad wyborem działań, jakie powinni zastosować, zamiast zrealizować ustawowy obowiązek przeciwdziałania wszelkim formom dyskryminacji.

Jeszcze bardziej odrażające są zaloty starszych panów ordynatorów wobec młodych rezydentek. Pokrzywdzone lekarki z Lublina wspominają tę „naukę” jako prawdziwą gehennę. Ich koszmar trwał blisko trzy lata, zanim jedna z nich zdecydowała się wreszcie opowiedzieć o wszystkim dyrekcji szpitala. Długoletni ordynator natychmiast wyleciał z pracy. Soczystych szczegółów starczyłoby nawet na kolejny serial telewizyjny. 

Poprawne stosunki miedzy lekarzami nie służą tylko im samym. W europejskich zbiorach zasad deontologii lekarskiej czytamy m.in., że „obowiązujące lekarzy reguły koleżeństwa są ustanowione w interesie pacjentów i mają zapobiec sytuacji, w której pacjenci stają się ofiarami nieuczciwej konkurencji między lekarzami”. Zadaniem rzetelnej krytyki, niestosującej niedozwolonych wybiegów, jest wzbogacanie wiedzy i świadomości, a nie wymierzanie sprawiedliwości. Krytyka nie musi przecież angażować osób trzecich, a o tym właśnie często zapominają dzisiejsi wychowawcy naszych lekarzy. 

Uczeń od swego mistrza czerpie nie tylko wiedzę, lecz cały sposób traktowania chorych — mawiał jeszcze w XIX wieku legendarny ojciec polskiej szkoły filozofii medycyny dr Władysław Biegański. Co więcej, tę zewnętrzną otoczkę sztuki medycznej student chłonie nawet łatwiej niż wiedzę. Stąd też wartość nauczyciela powinno mierzyć się nie tylko wiedzą i zasługami, ale również jego moralnym wnętrzem.

[email protected]

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.