Przewlekła niewydolność żylna mało znana

Marta Koton-Czarnecka
opublikowano: 28-05-2008, 00:00

W farmakologicznym leczeniu przewlekłej niewydolności żylnej preparatami o udowodnionej skuteczności klinicznej są jedynie leki flebotropowe. "Leki te zmniejszają obrzęki, uszczelniają ściany żył, działają przeciwzapalnie. Natomiast leki o działaniu miejscowym mają ograniczoną skuteczność, co wynika z tego, że nie penetrują do układu żylnego. Efektywność tych sprzedawanych bez recepty specyfików nie została potwierdzona randomizowanymi badaniami klinicznymi" - twierdzi prof. dr hab. med. Walerian Staszkiewicz, kierownik Kliniki Chirurgii Naczyniowej i Angiologii CMKP w Warszawie, prezes Polskiego Towarzystwa Flebologicznego.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Choć na choroby żył cierpi w Polsce 50 proc. kobiet i 40 proc. mężczyzn, to społeczna wiedza Polaków na temat przewlekłej choroby żylnej jest niewielka. Jak wynika z raportu zrealizowanego w kwietniu 2008 r. przez Instytut ARC Rynek i Opinia, o istnieniu takiej choroby słyszała niespełna połowa respondentów, a tylko niecałe 40 proc. wiedziało, na czym ona polega i z jakim objawami należy ją skojarzyć. "Najmniej Polaków kojarzy przewlekłą chorobę żylną z niegojącymi się owrzodzeniami, które są przecież najbardziej dotkliwym powikłaniem tej choroby" - mówi prof. dr hab. med. Wojciech Noszczyk z Kliniki Chirurgii Naczyń UM w Warszawie, naukowy koordynator kampanii edukacyjno-diagnostycznej "Servier w trosce o żyły". Żylne owrzodzenia podudzi dotyczą 2-2,5 proc. dorosłego społeczeństwa i często dotykają ludzi czynnych zawodowo.
"Moim zdaniem, świadomość Polaków jest nawet gorsza niż wykazało to badanie, a dowodzą tego chociażby moje obserwacje prowadzone wśród studentów" - uważa prof. Wojciech Noszczyk.
Specjaliści podkreślają ogromne znaczenie profilaktyki, polegającej przede wszystkim na zdrowym stylu życia. W leczeniu przewlekłej choroby żylnej zwracają uwagę na konieczność podejścia interdyscyplinarnego. "Na świecie flebologią zajmują się oprócz chirurgów naczyniowych, także interniści, lekarze rodzinni i dermatolodzy. W naszym kraju udział dermatologów w leczeniu chorób żylnych pozostaje niewielki" - zauważa profesor Staszkiewicz.
Dużą rolę w walce z chorobami żył mają do odegrania także ginekolodzy i endokrynolodzy. Obrzęki powstające w okresie przedmenstruacyjnym powodują bowiem przeciążenie układu żylnego, a przedostające się wtedy poza naczynia elementy krwi powodują powstanie stanów zapalnych. "Takie powtarzające się stany zapalne są bardzo niekorzystne dla układu żylnego, dlatego obrzęków przedmenstruacyjnych nie wolno bagatelizować i trzeba je leczyć. Należy też podkreślić, że nie ma leczenia chorób żył bez leczenia nadwagi i otyłości - mówi prof. Walerian Staszkiewicz. - Niestety, edukacja lekarzy pierwszego kontaktu w zakresie przewlekłej choroby żylnej jest w Polsce ciągle na dość niskim poziomie. Działania edukacyjne prowadzone przez Polskie Towarzystwo Flebologiczne nie zastąpią systemu, który zapewniałby lekarzom dostęp do nowoczesnej wiedzy".

Zwiększone ryzyko zachorowania


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marta Koton-Czarnecka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.