Prywatne przychodnie szukają kadr w publicznych placówkach

Beata Lisowska
opublikowano: 08-12-2003, 00:00

Czterech z siedmiu lekarzy oddziału ortopedii Szpitala Miejskiego w Rzeszowie odchodzi z pracy. Dyrekcja postawiła im ultimatum: praca w szpitalu albo w niepublicznej przychodni. Problemu pewnie by nie było, gdyby zakaz konkurencji był zapisany w umowach o pracę.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Lekarze dokonali wyboru: ordynator Oddziału Ortopedii lek. med. Jan Gotkowski (25 lat pracy) odchodzi z własnej woli z końcem roku, jego zastępca lek. med. Rajmund Cieślicki (21 lat stażu) oraz dwóch lekarzy bez specjalizacji odejdą 31 stycznia 2004 roku. Cała czwórka, zatrudniona na umowę o pracę w Szpitalu Miejskim, dorabiała sobie w niepublicznej przychodni. ?Od początku, odkąd zostałem dyrektorem moje stanowisko jest niezmienne: nie można pracować jednocześnie w publicznym i niepublicznym zakładzie opieki zdrowotnej ze względu na różnicę interesów" - zapewnia dr n. med. Leszek Czerwiński, dyrektor Zakładu Opieki Zdrowotnej nr 1 w Rzeszowie. Jego zdaniem, oprócz konfliktu interesów, liczy się kwestia lojalności w stosunku do wieloletniego pracodawcy, u którego robiło się specjalizację, który pokrywa wszystkie koszty związane z etatem.
Konflikt interesów
Lekarze nie zgadzają się z interpretacją dyrektora i nie widzą konfliktu interesu w świadczeniu usług dla dwóch podmiotów, dla których płatnikiem jest Narodowy Fundusz Zdrowia. ?Konkurencją byłoby działanie na szkodę zakładu, ale oddział, na którym pracuję, jako jedyny przynosił zyski w ZOZ-ie, wszystkie pozostałe są na minusie. Jednocześnie mam w NZOZ-ie prywatny gabinet i wykonuję usługi ortopedyczne, wszystkie, które umiem robić. W obu tych miejscach wykonuję pracę dobrze, więc gdzie jest ta konkurencja" - pyta lek. med. Rajmund Cieślicki, zastępca ordynatora Oddziału Ortopedii. Szpital Miejski był jego pierwszym i jedynym dotąd etatowym miejscem pracy. W jego umowie o pracę, podpisanej przed laty bezterminowo, nie było zapisu o zakazie świadczenia pracy dla konkurencji. Podobnego zakazu nie mieli też pozostali lekarze, bo nikt nie renegocjował ich umów o pracę.
?Gdyby mieli w umowach zakaz konkurencji, zwolniłbym ich dyscyplinarnie. Wtedy, gdy ich zatrudniano, w ogóle nie było tego problemu. W tej chwili każdy pracownik, którego przyjmuję, podpisuje się pod zakazem konkurencji" - mówi Leszek Czerwiński.
Konkurencja podkupuje
Problem podkupywania pracowników publicznej służby zdrowia przez niepubliczne ZOZ-y jest na Podkarpaciu coraz większy i nie dotyczy tylko lekarzy. Razem z chirurgami odejdzie ze Szpitala Miejskiego instrumentariuszka odpowiedzialna za ruch w bloku operacyjnym, która także wybrała niepublicznego pracodawcę. Konflikt dotyczy również innych siedmiu pielęgniarek tego szpitala, dorabiających w prywatnych placówkach. Im dyrekcja ZOZ-u zaproponowała nowe umowy, w które wpisany jest zakaz konkurencji. Jeśli je podpiszą, mogą zostać na etatach w szpitalu, jeśli nie - muszą odejść. Pielęgniarki jeszcze nie podjęły decyzji.
Wszystko wskazuje na to, że dokonany przez lekarzy wybór może im nie wyjść na dobre. Dwaj z nich nie są jeszcze specjalistami, a w niepublicznym ZOZ-ie bez akredytacji nie będą mogli się specjalizować. Ortopeda z wieloletnim doświadczeniem, R. Cieślicki na razie nie wie, jaka będzie jego zawodowa przyszłość. ?Będę wykonywał wolny zawód. A o pacjentów się nie martwię, zawsze pójdą za szanowanym lekarzem" - mówi.
?Nie ma niezastąpionych, nawet szanowanych lekarzy. Mam bardzo dużo chętnych kandydatów do zatrudnienia. Nie chciałbym robić trzęsienia ziemi na Podkarpaciu, ale już zgłosiły się do mnie dwa pełne zespoły ortopedów, którzy chcą ze mną pracować od lutego" - odpowiada dyrektor szpitala.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.