Preferencyjne kredyty dla lekarzy to niewypał
Kredyty dla lekarzy i pielęgniarek z dopłatami z budżetu państwa do oprocentowania miały być ważnym narzędziem wspierającym proces restrukturyzacji publicznej ochrony zdrowia. Program zakończył się fiaskiem. Tylko 221 osób skorzystało z systemowej pomocy dla pracowników restrukturyzowanych SP ZOZ-ów.
Ustawowy termin graniczny już na wstępie zamknął drogę do kredytu lekarzom, którzy odeszli z publicznej służby zdrowia przed 2000 rokiem. Wkrótce ujawniły się także inne mankamenty ustawy.
Urzędnicy na bakier z realiami
Zdaniem pracowników BGK, konstruując zapisy ustawy o preferencyjnych kredytach, resort zdrowia wykazał się dużą nieznajomością realiów w ochronie zdrowia.
Zgodnie z interpretacją przekazaną przez Ministerstwo Zdrowia bankowi, w momencie rozwiązania umowy o pracę potencjalny kredytobiorca nie mógł prowadzić żadnej indywidualnej działalności medycznej. ?To był wymóg nierealny. Nie moglibyśmy udzielić kredytu np. lekarzowi, który przed rozwiązaniem umowy z SP ZOZ-em pracował w pogotowiu? - mówi Bożena Wład, zastępca dyrektora Departamentu Programów Celowych Banku Gospodarstwa Krajowego.
Oto inny paradoks ustawy. ?Wśród dokumentów, jakie miał przedstawić lekarz, który zamierzał otworzyć niepubliczny zakład opieki zdrowotnej, był wymieniony wpis do rejestru NZOZ-ów. Żeby go uzyskać, musiał mieć potwierdzenie odbioru gotowej przychodni. Od lekarza, który chce wziąć kredyt na adaptację pomieszczeń pod przyszły zakład wymaga się więc dokumentu, którego nie może dostarczyć, mimo że precyzuje to ustawa? - uważa B. Wład. Nieoficjalnie wiadomo, że radcowie prawni banku musieli się mocno nagłowić, w jaki sposób zinterpretować przepisy, by takim osobom w ogóle kredyt mógł być udzielony.
Absolutnie ?nie?
Liczne problemy wynikały z zapisu mówiącego o tym, że rozwiązanie umowy o pracę musiało nastąpić z przyczyn leżących po stronie pracodawcy. ?Wielu lekarzy w publicznych ZOZ-ach ma umowę na czas określony. Gdy się kończyła, w ramach restrukturyzacji pracodawca jej nie przedłużał. Lekarz chciał kontynuować działalność w formie czy to niepublicznego ZOZ-u, czy prywatnej praktyki, chciał doposażyć gabinet, ale ministerstwo mówiło: nie, bo w ustawie jest mowa o rozwiązaniu umowy o pracę, a nie o jej wygaśnięciu? - zauważa B. Wład.
Renata Andrzejewska z oddziału BGK we Wrocławiu opowiada, że z żalem musiała odmówić udzielenia kredytu osobom, które dogadały się z dyrekcją ZOZ-u i zgodziły się na rozwiązanie umowy o pracę na zasadzie porozumienia stron albo wręcz - rozumiejąc trudną sytuację zakładu same złożyły wypowiedzenia. ?Absolutnie bank nie mógł udzielić kredytu w takiej sytuacji. Ustawa mówi jednoznacznie: przyczyna utraty pracy musi leżeć po stronie pracodawcy, a to można rozumieć tylko jako wskutek wypowiedzenia umowy o pracę lub rozwiązania ZOZ-u. Te osoby odsyłaliśmy z kwitkiem? - mówi R. Andrzejewska.
Mogło być inaczej
O tym, że mogło być inaczej i program osłonowych kredytów mógł pobudzić przedsiębiorczość lekarzy, świadczy przykład dwóch lekarek z Białegostoku. Walentyna Gołoburda i Małgorzata Tomaszewska pracowały w miejskim ZOZ-ie. Jesienią 2003 roku został on zlikwidowany. Lekarki już wcześniej wiedziały, że muszą sobie same zorganizować nowe miejsce pracy, a na budynek, w którym dotychczas funkcjonowała przychodnia, nie będą mogły liczyć, ponieważ kupiła go prywatna spółka. Zdecydowały się na rejestrację NZOZ-u ?Puls?. ?Znalazłyśmy w okolicy budynek w stanie surowym, w którym inny lekarz zamierzał otworzyć przychodnię, ale inwestycję przerwał. Zgodził się na dzierżawę budynku z ulgą na trzy lata, pod warunkiem, że budynek wykończymy. Zaczęłyśmy więc gorączkowo poszukiwać kredytu. Chodziłyśmy po różnych bankach, ale proponowano nam takie warunki, że nie mogłyśmy się zdecydować. Kredyt był zbyt drogi? - opowiada Małgorzata Tomaszewska, współwłaścicielka NZOZ-u ?Puls?.
To z naszej gazety lekarki dowiedziały się o programie preferencyjnych kredytów i z egzemplarzem Pulsu Medycyny w ręku udały się do Banku Gospodarstwa Krajowego. ?Spełniałyśmy wszystkie warunki, zaczynałyśmy własną działalność. Kredyt był zdecydowanie preferencyjny. Jesteśmy bardzo z niego zadowolone, na takich warunkach jesteśmy w stanie go spłacić. Jego uzyskanie nie było łatwe, bo bank dopiero otworzył swoją filię w Białymstoku, a urzędnicy nie byli dobrze zorientowani. Musiałyśmy ich uświadomić, że taka możliwość istnieje. Najgorsza była papierkowa robota? - wspomina druga inwestorka, Walentyna Gołoburda.
Załatwianie formalności trwało długo, ale się opłacało. Obie lekarki pożyczyły od banku w sumie 110 tys. zł, spłacają kredyt po równo. ?Oprócz wykończenia budynku, kupiłyśmy za te pieniądze cały sprzęt, bo nie miałyśmy nic, a wyposażenie dawnego ZOZ-u było tak stare, że nie nadawało się nawet do wzięcia w dzierżawę? - opowiada Małgorzata Tomaszewska.
Współwłaścicielki ?Pulsu?, po spłaceniu 80 proc. kapitału i odsetek chcą się starać o umorzenie pozostałych 20 proc. Spełniają warunki: NZOZ zatrudnia dwóch lekarzy, pielęgniarkę i rejestratorkę.
Adam Bratos z oddziału BGK w Białymstoku potwierdza, że lekarze, którym udało się wziąć taki kredyt, są zadowoleni z tego produktu.
?W tym roku udzieliliśmy kredytu kilku osobom, które znały go już wcześniej. Pożyczyły od nas pieniądze rok czy dwa lata temu, a teraz wystąpiły o drugi kredyt, bo nie wykorzystały jeszcze całego przysługującego im limitu, a pojawiły się nowe potrzeby zgodne z ustawą? - mówi Adam Bratos.
Dla kogo ta pożyczka?
Baza klientów, którzy mogliby spełniać ustawowe wymogi powoli się jednak wyczerpuje.
?Nowych kredytów już prawie nie ma. Lekarze, którzy się ostatnio o nie dowiadywali już nie spełniają warunków ustawowych. Mieliśmy klientkę, młodą lekarkę, która stwierdziła, że to chyba produkt dla emerytów. Ona zaczęła niedawno pracę i dla niej daty zapisane w ustawie to odległa przeszłość? - dodaje Adam Bratos.
Jednak temat kredytów jeszcze się dla resortu zdrowia nie kończy. Ministerstwo musi zarezerwować w budżecie na kolejne lata pieniądze na dopłaty do oprocentowania tych pożyczek, które już zostały lekarzom udzielone. Może warto pomyśleć przy okazji nad zmianą formuły pomocy resortu zdrowia dla usamodzielniających się lekarzy. Przecież proces restrukturyzacji ochrony zdrowia ledwo się zaczął...
Kredyt w statystykach
Bank Gospodarstwa Krajowego od 2002 roku do końca pierwszego kwartału 2005 roku udzielił zaledwie 221 preferencyjnych kredytów na kwotę 11,5 mln zł. rednia kwota kredytu wyniosła 58 tys. zł. Przedmiotem kredytowania były najczęściej: adaptacja lokalu i zakup środka transportu.
W ustawie budżetowej na 2005 rok na dopłaty do kredytów resort zdrowia zarezerwował kwotę 1,8 mln zł. Już wiadomo, że nie zostanie w całości wykorzystana. Do końca pierwszego kwartału na dopłaty wydano z budżetu zdrowia zaledwie 150 tys. zł, a od początku obowiązywania programu preferencyjnych kredytów - ok. 817 tys. zł.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska