Potrzebna rewolucja w ochronie praw pacjentów chorych przewlekle
Potrzebna rewolucja w ochronie praw pacjentów chorych przewlekle
Rozmowa z Ewą Czeszejko-Sochacką, posłanką na Sejm RP, działaczką społeczną i kulturalną.
Została pani niejako rzecznikiem w Sejmie osób chorujących na stwardnienie rozsiane. Jakiej poprawy możemy się spodziewać w leczeniu tych chorych w najbliższym czasie?
Problem polega na tym, że obecnie stosuje się szereg kryteriów dostępu do programów lekowych, ale te kryteria są często tworzone w sposób niemający wiele wspólnego z sytuacją chorych. Żeby mieli oni rzeczywisty dostęp do leków, trzeba dokonać pewnych zmian w sposobie myślenia o potrzebach pacjenta oraz w podejściu do procedur przez Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia. Jako posłanka wystąpiłam z interpelacjami do ministra zdrowia mającymi na celu zmianę obecnego stanu rzeczy.
Jakie problemy wskazuje pani jako najważniejsze dla osób z postępującymi, przewlekłymi schorzeniami?
Konstytucja RP gwarantuje wszystkim obywatelom prawo do leczenia, nie ma pacjentów gorszych i lepszych. Chorzy na stwardnienie rozsiane są dokładnie w tej samej sytuacji, jak na przykład chorzy na szpiczaka mnogiego. Liczne grupy chorych mają te same cele i zgłaszają te same problemy. Jest to na przykład kwestia nierówności w dostępie do leczenia, braku ciągłości przy stosowaniu terapii, migracji pacjentów cierpiących na postępujące, przewlekłe choroby — muszą oni niejednokrotnie jeździć po leki do odległych miast, nie mogą kontynuować rozpoczętego leczenia w miejscu zamieszkania.
Kolejny problem to brak komunikacji między Narodowym Funduszem Zdrowia i szpitalami, a pacjent sam musi być swoim rzecznikiem, nikt go nie wspiera. Rzecznik praw pacjenta to dobrze funkcjonująca instytucja, ale pacjenci z chorobami przewlekłymi nie mają żadnego wsparcia. Sami, bez potrzebnych informacji muszą skupić się na tym, gdzie można dostać lek. Ostatnim naszym postulatem jest edukacja pacjentów w zakresie ich własnych praw. Te postulaty zostały już przedstawione, a ich wdrożenie pomoże nie tylko chorym na stwardnienie rozsiane, ale też osobom z innymi chorobami.
Jak państwo może pomóc tym osobom w walce z chorobą?
Przede wszystkim konieczna jest zmiana kryteriów włączania pacjentów do programów lekowych. Prof. Krzysztof Selmaj, wybitny specjalista w dziedzinie stwardnienia rozsianego, stwierdził, że tylko 15 proc. pacjentów ma teraz dostęp do leczenia nowoczesnymi lekami drugiego rzutu. Dlaczego? Bo pozostałe osoby nie spełniają kryteriów włączenia do programów lekowych.
Wystąpiłam więc do Ministerstwa Zdrowia w sprawie ponownego rozpatrzenia kryteriów włączania do programów leczenia stwardnienia rozsianego. Podczas spotkania w Ministerstwie Zdrowia, z udziałem specjalistów z zakresu neurologii, pan minister Igor Radziewicz-Winnicki podszedł do problemu z ogromnym zrozumieniem. Ustalono wspólnie, że konieczna będzie zmiana kryteriów zgodności ze wskazaniami rejestracyjnymi leków drugoliniowych. Zostały one w tej chwili zmodyfikowane i wysłane do Ministerstwa Zdrowia. Czekamy na odpowiedź w tej sprawie. Kluczowe jest dla nas, aby te kryteria zostały skonsultowane ze środowiskami pacjenckimi, stowarzyszeniami chorych na stwardnienie rozsiane. Proponowałam wraz z prof. Adamem Stępniem, aby te kryteria zostały z czasem całkowicie zniesione, a decydentem w zakresie terapii był lekarz specjalista prowadzący pacjenta. Rozumiemy jednak, że nie da się tego wprowadzić z dnia na dzień. Dlatego chcemy zacząć od zmiany kryteriów włączenia do programów lekowych, by z czasem dążyć do ich całkowitego zniesienia.
Jakie zmiany są najpilniejsze do wprowadzenia?
Postulujemy, aby pacjent, u którego choroba się rozwija, mógł automatycznie przejść na leczenie nowoczesnymi lekami drugoliniowymi. Kontynuacja nieefektywnej terapii jest bowiem bardzo kosztowna i często nie przynosi korzyści choremu. Nie chodzi więc o wydanie więcej pieniędzy ze strony ministerstwa, ale o przesunięcia kosztów.
Ponadto konieczne jest zniesienie limitów wiekowych. Na przykład leczenie w szpiczaku mnogim jest refundowane po 65. roku życia, podczas gdy chorują na niego ludzie również w wieku 40 lat. W leczeniu SM limit został już obniżony dla jednej z terapii z 16 do 14 lat, ale są też przypadki zachorowań w młodszym wieku. Ponieważ wiedza na temat choroby ciągle się poszerza, niesłuszne jest stosowanie wobec wszystkich chorych jednego stałego kryterium.
Trzecim postulatem jest zmiana kryterium konieczności przejścia leczenia lekami pierwszego rzutu przed włączeniem innych form terapii. Najłatwiej dostępna dla chorych jest refundowana terapia interferonem. Problemem jest fakt, że wykazano, iż u chorych z ostrym przebiegiem choroby nie należy stosować interferonów, ale od razu zastosować leczenie drugiego rzutu. W Polsce przepisy zobowiązują do przejścia terapii interferonem i uzyskania pewnego rozpoznania choroby. Tymczasem w Wielkiej Brytanii do leczenia lekami drugiego rzutu włączane są coraz młodsze osoby, nawet dzieci. Już wprowadzenie tych zmian sprawi, że leczenie będzie bardziej dostępne dla chorych.
Problemem dla chorych jest podtrzymanie braku refundacji dla fumaranu dimetylu — substancji bardzo skutecznej w leczeniu niektórych postaci SM. Z jakimi kosztami muszą się w tej chwili liczyć osoby decydujące się na terapię fumaranem bez refundacji?
Mówimy tutaj o kwotach rzędu 50-60 tysięcy zł rocznie (bez refundacji). Co istotne, jeśli chory będzie brał preparat przez rok, a potem nastąpi przerwa — objawy choroby mogą powrócić bądź nasilić się. Może pojawią się wkrótce nowe preparaty, a koszty terapii spadną, ale nigdy nie będzie to jednorazowe leczenie. Dodatkowo stosowanie innych preparatów, np. famprydyny, to koszt ponad tysiąc złotych miesięcznie. Leki pierwszego rzutu również kosztują kilka tysięcy złotych miesięcznie, dlatego to lekarze specjaliści, a nie kryteria włączania do poszczególnych programów powinni rozstrzygać, z jakiej terapii pacjent odniesie największą korzyść.
Octan glatirameru jest w tej chwili dostępny dla chorych, ale należy go przyjmować w zastrzykach, co jest uciążliwe dla pacjentów. Ponadto konieczne jest przechowywanie leku w lodówce. Fumaran dimetylu jest lekiem skutecznym, a jego formą przyjmowania są tabletki. Po co więc dawać starsze leki, jeśli dostępne są nowsze, wywołujące mniej skutków ubocznych i dające dobry efekt. Będę walczyła o refundację fumaranu dimetylu, ponieważ dostępność tego preparatu dla pacjentów jest po prostu niezbędna.
Jak przedstawia się refundacja tego leku w innych krajach Unii i na świecie?
Fumaran dimetylu został dopuszczony do obrotu na terenie Unii Europejskiej 30 stycznia 2014 r. Od tego czasu stał się on lekiem refundowanym m.in. na Węgrzech, Słowacji czy w Słowenii.
W Wielkiej Brytanii fumaran jest refundowany w sposób zróżnicowany: lek wydany na receptę państwowej służby zdrowia (NHS) jest bezpłatny w Szkocji, Walii oraz Irlandii Północnej. W Anglii pacjent zobowiązany jest uiścić opłatę za wystawienie recepty, istnieje jednak możliwość zwolnienia go z tej opłaty. Lek jest dopuszczony przez NHS na terenie całej Wielkiej Brytanii od listopada 2014 r., po uzyskaniu rekomendacji National Institute for Health and Care Excellence (NICE).
W Niemczech każda osoba posiadająca państwowe ubezpieczenie zdrowotne jest uprawniona do niemal całkowitego zwrotu kosztów leczenia. Istnieje pozytywna i negatywna lista leków refundowanych. Na liście negatywnej znajdują się leki o małej lub kontrowersyjnej skuteczności i mogą być one refundowane jedynie w indywidualnych, szczególnie uzasadnionych przypadkach. Pozostałe leki, których skuteczność została uznana i które zostały dopuszczone do obrotu, są refundowane. Należy do nich także fumaran dimetylu.
We Francji wysokość refundacji leków zależy od skuteczności leku, jego działań niepożądanych, długości leczenia oraz rodzaju choroby. Fumaran dimetylu został zakwalifikowany do drugiej grupy, a więc jest objęty refundacją w wysokości 65 proc.
Koszty SM obejmują nie tylko koszty leczenia, ale też — szczególnie w przypadku braku odpowiedniej terapii — wydatki na renty czy leczenie powikłań związanych z niesprawnością. Jakie są szacunkowe dane na temat kosztów tej opieki ponoszonych przez państwo? Czy nowe terapie mogą zredukować te wydatki i w jakim stopniu?
Oczywiście. Koszty tej terapii są kilkukrotnie niższe niż wszystkie świadczenia wynikające z niesprawności osób. Osoby chore, które zbyt długo czekają na rozpoczęcie terapii, są zmuszone do porzucenia pracy i przejścia na rentę. Typowe dla stwardnienia rozsianego zaostrzenie objawów skutkuje długimi zwolnieniami. W 2012 r. przeciętna absencja przekroczyła 46 dni na osobę. Rocznie utracona produktywność spowodowana SM dochodzi do 4446 lat. W zależności od przyjętego podejścia do wartości kapitału ludzkiego oznacza to od 184 mln zł do 188 mln zł kosztów pośrednich. Po dodaniu wydatków ZUS na udzielane świadczenia, stwardnienie rozsiane generuje w Polsce ponad 444 mln zł kosztów pośrednich. W przypadku schorzeń układu nerwowego to właśnie koszty pośrednie dominują w całkowitych wydatkach związanych z chorobą.
Tymczasem przy wdrożeniu intensywnego leczenia te osoby są w stanie pracować, rozwijać się. Trzeba pamiętać, że stwardnienie rozsiane dotyka głównie osoby młode, często zdolne i wykształcone. W interesie państwa nie jest więc płacenie rent i świadczeń, ale leczenie objawów choroby. Obecnie dostępne leki nie umożliwiają wyleczenia z SM. Ale nawet Konstytucja RP mówi, że mamy prawo do leczenia — nie wyleczenia, ale właśnie leczenia każdej choroby, również nieuleczalnej. Nie można wiec stosować nieadekwatnego kryterium wyleczenia, jako celu terapii.
Czy słuszny w kontekście tych liczb jest argument, że Polski „nie stać” na tego typu terapię?
Częsty jest niestety argument, że trzeba „zabrać” jednym chorym, żeby dać drugim. Tymczasem podnoszony przez nas cel to przesunięcie środków. W dopiero co przyjętej przez parlament ustawie o zdrowiu publicznym, przygotowanej przez panią wiceminister Beatę Małecką-Liberę, w tworzeniu której to ustawy jako członek podkomisji poselskiej uczestniczyłam, nacisk położony jest na choroby przewlekłe, a nie — jak dawniej — na zakaźne.
Czasy się zmieniły i inne zadania wyznaczają zakres zdrowia publicznego, jak promocja zdrowia, profilaktyka, analiza efektywności świadczeń opieki zdrowotnej, edukacja zdrowotna, inspirowanie i prowadzenie badań naukowych oraz ograniczanie nierówności zdrowotnych wynikających z uwarunkowań społeczno-ekonomicznych. Ta niedawno przyjęta ustawa odzwierciedla właśnie to nowe podejście do zdrowia: najpierw zapobieganie, a potem utrzymywanie chorego w jak najlepszej kondycji. Musimy zmienić nasze nastawienie i nie odmawiać refundacji leku dlatego, że nie uleczy, ale zamiast wydawać pieniądze na refundację wózków inwalidzkich i renty, zapewnić fundusze na rehabilitację i leczenie.
Leczenie chorób przewlekłych, w tym stwardnienia rozsianego, to nie tylko leki. Jak jeszcze można pomóc chorym, aby jak najdłużej utrzymać ich sprawność?
Niedawno została przegłosowana ustawa o zawodzie fizjoterapeuty, choć spotkało się to, niestety, z oporem niektórych środowisk. Tymczasem sukces leczenia pacjenta zależy zarówno od lekarstw, jak i fizjoterapii. W takich chorobach, jak schorzenia neurologiczne powinien być przede wszystkim łatwiejszy dostęp do usług fizjoterapeuty. Ponadto prawo gwarantuje chorym leczenie i konieczne jest, aby był to proces stały. Rehabilitacja, według rozporządzenia ministra zdrowia i w zakresie zapewnionym przez NFZ, obejmuje czas: w warunkach ambulatoryjnych do 10 dni, w warunkach domowych do 80 dni w roku, a w warunkach ośrodka do 30 dni zabiegów. Katalog ten chyba nie był konsultowany z organizacjami pacjenckimi. Jeżeli osoba chora na stwardnienie rozsiane jest poddawana w specjalnym ośrodku zabiegom rehabilitacyjnym przez miesiąc — daje to znakomite efekty. Jednak po wyjściu z ośrodka, bez stałej rehabilitacji sprawność cofa się i chory wraca do punktu wyjścia.
Jakie projekty edukacyjne mogą pomóc chorym jak najlepiej zadbać o swoje zdrowie?
Naszym priorytetowym projektem jest obecnie system informatyczny. W krajach skandynawskich czy w Szwajcarii chorzy mają zapewnioną kompleksową opiekę, ponieważ lekarz jest zawsze w stanie stwierdzić, w jakim są stanie, jakie biorą leki. Chory może odnaleźć w systemie informacje, gdzie może znaleźć program związany z leczeniem danego stanu chorobowego.
U nas chory ma zgromadzone dane tylko w swoim ośrodku. Jeśli trafi w inne miejsce — nikt nie ma wglądu do jego badań, danych. A w przypadku pogorszenia stanu osoby z SM karetka wiezie go do najbliższego szpitala, nie do miejsca, w którym jest leczony. Powoduje to na przykład powtórzenie całej serii badań, które były już wykonane. A to są niepotrzebne koszty. Nowy system e-zdrowia może zapewniać chorym dostępność e-recept. Dzięki temu — jak w Danii czy Szwecji — chory może podać w aptece swój numer PESEL i otrzymać receptę na leki, bez konieczności czekania 3 tygodni na wizytę i stania w kolejkach. Cały proces trwał dość długo, ale Ustawa o systemie informacji w ochronie zdrowia została przez Sejm zatwierdzona i rząd będzie się musiał wywiązać z realizacji tego zadania.
Ewa Czeszejko--Sochacka — dziennikarka, krytyk filmowy, wieloletnia mecenaska i animatorka kultury. Założycielka Fundacji Promocja Talentu, współfundatorka Fundacji Mini-Arts. Wielokrotnie nagradzana za działalność charytatywną oraz promocję polskich talentów.
Brak refundacji dla nowoczesnego leku to nieakceptowanie postępu w medycynie
Prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie:
Stale dokonuje się postęp w medycynie i zawsze będą pojawiały się nowe leki. Przykładem takiego leku jest fumaran dimetylu. Jest to lek, który wypełnia pewną lukę, jeżeli chodzi o rynek leczenia stwardnienia rozsianego. Decyzja o braku refundacji tego leku jest odbierana jako brak akceptacji na ten postęp. Pacjenci mają coraz większe oczekiwania, jeśli chodzi o możliwości terapii. SM to choroba bardzo niejednorodna, o różnym przebiegu klinicznym i dlatego musimy dostosowywać leczenie do różnych faz choroby oraz indywidualnych potrzeb pacjentów. Brak refundacji dla terapii fumaranem dimetylu oznacza, że potrzeb dużej grupy pacjentów nie możemy w pełni zaspokoić.
Lek wykazał już skuteczność w klasycznej, rzutowo-remisyjnej postaci choroby. W szczególności jest on wysoce skuteczny u osób ze świeżo rozpoznaną chorobą. Jego grupą docelową są osoby młode, aktywne zawodowo i życiowo. Lek wykazuje pewną wyższość w stosunku do leków uznawanych już za standardowe. Ponadto łatwa do podawania forma doustna i stosunkowo niewielkie działania niepożądane sprawiają, że poziom akceptacji, a tym samym przestrzegania zaleceń lekarskich przez pacjentów jest bardzo wysoki. Dzięki temu skuteczność leczenia będzie większa. Takie problemy pojawiają się w przypadku terapii iniekcyjnych. Leki te działałyby dużo lepiej, gdyby pacjenci bardziej akceptowali tę formę ich podania. W przypadku leków doustnych jest to dużo prostsze.
Fumaran dimetylu jest w większości krajów europejskich zarejestrowany i refundowany ze wskazaniem w leczeniu postaci rzutowo-remisyjnych i u osób ze świeżo rozpoznaną chorobą. Chociażby w Niemczech jest on bardzo powszechnym lekiem, jeśli chodzi o zastosowanie we wczesnych fazach choroby.
Każdy nowy lek przechodzi podobną procedurę rejestracyjną, a im dłużej jest stosowany, tym więcej o nim wiemy. Fumaran dimetylu jest znany od wielu lat, a różne jego formy były już stosowane w innych wskazaniach. O samym preparacie wiemy zatem dość dużo i to jest jego zaletą. Nie jest to zupełnie nowa, dotychczas nieznana substancja. Dysponujemy też już danymi z ponadtrzyletniej obserwacji chorych ze stwardnieniem rozsianym poddanych terapii fumaranem. Spodziewamy się, że na najbliższych konferencjach naukowych zostaną udostępnione wyniki badań obserwacyjnych, porejestracyjnych obejmujących jeszcze dłuższe okresy. To utwierdza w przekonaniu, że lek nie wywołuje ciężkich działań niepożądanych. Zdarzają się one głównie wtedy, gdy brak właściwego monitorowania oraz weryfikacji stanu pacjentów i dochodzi do komplikacji. Ważne jest przede wszystkim monitorowanie stężenia krwinek białych, czego zaniedbanie może prowadzić do powikłań. Miało to miejsce w przypadku pacjentów uczestniczących w badaniu w Niemczech.
Skuteczność leku oceniamy poprzez wpływ na zmniejszenie częstości rzutów SM. Fumaran dimetylu wykazał (według różnych badań) ok. 50-procentowe zmniejszenie liczby rzutów. Wykazano także, iż wpływa on na zmniejszenie liczby ognisk demielinizacji w badaniu rezonansu magnetycznego. Są to sprawdzone parametry oceny aktywności choroby. Pojawiły się również doniesienia, że wczesne stosowanie leku przekłada się na hamowanie progresji choroby, czyli utrwalonego deficytu neurologicznego. Jest to ciekawy efekt, widoczny w przypadku tego leku dużo wcześniej niż przy innych terapiach.
Jako preparat o umiarkowanie silnym efekcie przeciwzapalnym i immunosupresyjnym, ale też jako preparat bezpieczny fumaran dimetylu ma przewagę nad dotychczas stosowanymi terapiami SM. Jego efekt to niejako wypadkowa tych dwóch właściwości. Lek ten plasuje się w bezpiecznej środkowej strefie, gdzie widzimy dobre efekty terapeutyczne bez narażania pacjenta na poważne działania niepożądane.
Bardzo ważnym uzupełnieniem farmakoterapii SM jest rehabilitacja chorych i w tym obszarze jest wiele do nadrobienia. Rehabilitacja ukierunkowana na potrzeby osób z SM może przyczynić się do zwiększenia efektów leczenia i poprawy jakości życia. Tworzenie systemu kompleksowej opieki neurologicznej dla wybranych grup chorobowych będzie ważnym etapem poprawy funkcjonowania opieki zdrowotnej nad chorymi z SM.
Rozmowa z Ewą Czeszejko-Sochacką, posłanką na Sejm RP, działaczką społeczną i kulturalną.
Została pani niejako rzecznikiem w Sejmie osób chorujących na stwardnienie rozsiane. Jakiej poprawy możemy się spodziewać w leczeniu tych chorych w najbliższym czasie?Problem polega na tym, że obecnie stosuje się szereg kryteriów dostępu do programów lekowych, ale te kryteria są często tworzone w sposób niemający wiele wspólnego z sytuacją chorych. Żeby mieli oni rzeczywisty dostęp do leków, trzeba dokonać pewnych zmian w sposobie myślenia o potrzebach pacjenta oraz w podejściu do procedur przez Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia. Jako posłanka wystąpiłam z interpelacjami do ministra zdrowia mającymi na celu zmianę obecnego stanu rzeczy.Jakie problemy wskazuje pani jako najważniejsze dla osób z postępującymi, przewlekłymi schorzeniami?Konstytucja RP gwarantuje wszystkim obywatelom prawo do leczenia, nie ma pacjentów gorszych i lepszych. Chorzy na stwardnienie rozsiane są dokładnie w tej samej sytuacji, jak na przykład chorzy na szpiczaka mnogiego. Liczne grupy chorych mają te same cele i zgłaszają te same problemy. Jest to na przykład kwestia nierówności w dostępie do leczenia, braku ciągłości przy stosowaniu terapii, migracji pacjentów cierpiących na postępujące, przewlekłe choroby — muszą oni niejednokrotnie jeździć po leki do odległych miast, nie mogą kontynuować rozpoczętego leczenia w miejscu zamieszkania. Kolejny problem to brak komunikacji między Narodowym Funduszem Zdrowia i szpitalami, a pacjent sam musi być swoim rzecznikiem, nikt go nie wspiera. Rzecznik praw pacjenta to dobrze funkcjonująca instytucja, ale pacjenci z chorobami przewlekłymi nie mają żadnego wsparcia. Sami, bez potrzebnych informacji muszą skupić się na tym, gdzie można dostać lek. Ostatnim naszym postulatem jest edukacja pacjentów w zakresie ich własnych praw. Te postulaty zostały już przedstawione, a ich wdrożenie pomoże nie tylko chorym na stwardnienie rozsiane, ale też osobom z innymi chorobami.Jak państwo może pomóc tym osobom w walce z chorobą? Przede wszystkim konieczna jest zmiana kryteriów włączania pacjentów do programów lekowych. Prof. Krzysztof Selmaj, wybitny specjalista w dziedzinie stwardnienia rozsianego, stwierdził, że tylko 15 proc. pacjentów ma teraz dostęp do leczenia nowoczesnymi lekami drugiego rzutu. Dlaczego? Bo pozostałe osoby nie spełniają kryteriów włączenia do programów lekowych. Wystąpiłam więc do Ministerstwa Zdrowia w sprawie ponownego rozpatrzenia kryteriów włączania do programów leczenia stwardnienia rozsianego. Podczas spotkania w Ministerstwie Zdrowia, z udziałem specjalistów z zakresu neurologii, pan minister Igor Radziewicz-Winnicki podszedł do problemu z ogromnym zrozumieniem. Ustalono wspólnie, że konieczna będzie zmiana kryteriów zgodności ze wskazaniami rejestracyjnymi leków drugoliniowych. Zostały one w tej chwili zmodyfikowane i wysłane do Ministerstwa Zdrowia. Czekamy na odpowiedź w tej sprawie. Kluczowe jest dla nas, aby te kryteria zostały skonsultowane ze środowiskami pacjenckimi, stowarzyszeniami chorych na stwardnienie rozsiane. Proponowałam wraz z prof. Adamem Stępniem, aby te kryteria zostały z czasem całkowicie zniesione, a decydentem w zakresie terapii był lekarz specjalista prowadzący pacjenta. Rozumiemy jednak, że nie da się tego wprowadzić z dnia na dzień. Dlatego chcemy zacząć od zmiany kryteriów włączenia do programów lekowych, by z czasem dążyć do ich całkowitego zniesienia. Jakie zmiany są najpilniejsze do wprowadzenia?Postulujemy, aby pacjent, u którego choroba się rozwija, mógł automatycznie przejść na leczenie nowoczesnymi lekami drugoliniowymi. Kontynuacja nieefektywnej terapii jest bowiem bardzo kosztowna i często nie przynosi korzyści choremu. Nie chodzi więc o wydanie więcej pieniędzy ze strony ministerstwa, ale o przesunięcia kosztów. Ponadto konieczne jest zniesienie limitów wiekowych. Na przykład leczenie w szpiczaku mnogim jest refundowane po 65. roku życia, podczas gdy chorują na niego ludzie również w wieku 40 lat. W leczeniu SM limit został już obniżony dla jednej z terapii z 16 do 14 lat, ale są też przypadki zachorowań w młodszym wieku. Ponieważ wiedza na temat choroby ciągle się poszerza, niesłuszne jest stosowanie wobec wszystkich chorych jednego stałego kryterium. Trzecim postulatem jest zmiana kryterium konieczności przejścia leczenia lekami pierwszego rzutu przed włączeniem innych form terapii. Najłatwiej dostępna dla chorych jest refundowana terapia interferonem. Problemem jest fakt, że wykazano, iż u chorych z ostrym przebiegiem choroby nie należy stosować interferonów, ale od razu zastosować leczenie drugiego rzutu. W Polsce przepisy zobowiązują do przejścia terapii interferonem i uzyskania pewnego rozpoznania choroby. Tymczasem w Wielkiej Brytanii do leczenia lekami drugiego rzutu włączane są coraz młodsze osoby, nawet dzieci. Już wprowadzenie tych zmian sprawi, że leczenie będzie bardziej dostępne dla chorych. Problemem dla chorych jest podtrzymanie braku refundacji dla fumaranu dimetylu — substancji bardzo skutecznej w leczeniu niektórych postaci SM. Z jakimi kosztami muszą się w tej chwili liczyć osoby decydujące się na terapię fumaranem bez refundacji?Mówimy tutaj o kwotach rzędu 50-60 tysięcy zł rocznie (bez refundacji). Co istotne, jeśli chory będzie brał preparat przez rok, a potem nastąpi przerwa — objawy choroby mogą powrócić bądź nasilić się. Może pojawią się wkrótce nowe preparaty, a koszty terapii spadną, ale nigdy nie będzie to jednorazowe leczenie. Dodatkowo stosowanie innych preparatów, np. famprydyny, to koszt ponad tysiąc złotych miesięcznie. Leki pierwszego rzutu również kosztują kilka tysięcy złotych miesięcznie, dlatego to lekarze specjaliści, a nie kryteria włączania do poszczególnych programów powinni rozstrzygać, z jakiej terapii pacjent odniesie największą korzyść. Octan glatirameru jest w tej chwili dostępny dla chorych, ale należy go przyjmować w zastrzykach, co jest uciążliwe dla pacjentów. Ponadto konieczne jest przechowywanie leku w lodówce. Fumaran dimetylu jest lekiem skutecznym, a jego formą przyjmowania są tabletki. Po co więc dawać starsze leki, jeśli dostępne są nowsze, wywołujące mniej skutków ubocznych i dające dobry efekt. Będę walczyła o refundację fumaranu dimetylu, ponieważ dostępność tego preparatu dla pacjentów jest po prostu niezbędna.Jak przedstawia się refundacja tego leku w innych krajach Unii i na świecie? Fumaran dimetylu został dopuszczony do obrotu na terenie Unii Europejskiej 30 stycznia 2014 r. Od tego czasu stał się on lekiem refundowanym m.in. na Węgrzech, Słowacji czy w Słowenii. W Wielkiej Brytanii fumaran jest refundowany w sposób zróżnicowany: lek wydany na receptę państwowej służby zdrowia (NHS) jest bezpłatny w Szkocji, Walii oraz Irlandii Północnej. W Anglii pacjent zobowiązany jest uiścić opłatę za wystawienie recepty, istnieje jednak możliwość zwolnienia go z tej opłaty. Lek jest dopuszczony przez NHS na terenie całej Wielkiej Brytanii od listopada 2014 r., po uzyskaniu rekomendacji National Institute for Health and Care Excellence (NICE). W Niemczech każda osoba posiadająca państwowe ubezpieczenie zdrowotne jest uprawniona do niemal całkowitego zwrotu kosztów leczenia. Istnieje pozytywna i negatywna lista leków refundowanych. Na liście negatywnej znajdują się leki o małej lub kontrowersyjnej skuteczności i mogą być one refundowane jedynie w indywidualnych, szczególnie uzasadnionych przypadkach. Pozostałe leki, których skuteczność została uznana i które zostały dopuszczone do obrotu, są refundowane. Należy do nich także fumaran dimetylu.We Francji wysokość refundacji leków zależy od skuteczności leku, jego działań niepożądanych, długości leczenia oraz rodzaju choroby. Fumaran dimetylu został zakwalifikowany do drugiej grupy, a więc jest objęty refundacją w wysokości 65 proc.Koszty SM obejmują nie tylko koszty leczenia, ale też — szczególnie w przypadku braku odpowiedniej terapii — wydatki na renty czy leczenie powikłań związanych z niesprawnością. Jakie są szacunkowe dane na temat kosztów tej opieki ponoszonych przez państwo? Czy nowe terapie mogą zredukować te wydatki i w jakim stopniu?Oczywiście. Koszty tej terapii są kilkukrotnie niższe niż wszystkie świadczenia wynikające z niesprawności osób. Osoby chore, które zbyt długo czekają na rozpoczęcie terapii, są zmuszone do porzucenia pracy i przejścia na rentę. Typowe dla stwardnienia rozsianego zaostrzenie objawów skutkuje długimi zwolnieniami. W 2012 r. przeciętna absencja przekroczyła 46 dni na osobę. Rocznie utracona produktywność spowodowana SM dochodzi do 4446 lat. W zależności od przyjętego podejścia do wartości kapitału ludzkiego oznacza to od 184 mln zł do 188 mln zł kosztów pośrednich. Po dodaniu wydatków ZUS na udzielane świadczenia, stwardnienie rozsiane generuje w Polsce ponad 444 mln zł kosztów pośrednich. W przypadku schorzeń układu nerwowego to właśnie koszty pośrednie dominują w całkowitych wydatkach związanych z chorobą.Tymczasem przy wdrożeniu intensywnego leczenia te osoby są w stanie pracować, rozwijać się. Trzeba pamiętać, że stwardnienie rozsiane dotyka głównie osoby młode, często zdolne i wykształcone. W interesie państwa nie jest więc płacenie rent i świadczeń, ale leczenie objawów choroby. Obecnie dostępne leki nie umożliwiają wyleczenia z SM. Ale nawet Konstytucja RP mówi, że mamy prawo do leczenia — nie wyleczenia, ale właśnie leczenia każdej choroby, również nieuleczalnej. Nie można wiec stosować nieadekwatnego kryterium wyleczenia, jako celu terapii.Czy słuszny w kontekście tych liczb jest argument, że Polski „nie stać” na tego typu terapię?Częsty jest niestety argument, że trzeba „zabrać” jednym chorym, żeby dać drugim. Tymczasem podnoszony przez nas cel to przesunięcie środków. W dopiero co przyjętej przez parlament ustawie o zdrowiu publicznym, przygotowanej przez panią wiceminister Beatę Małecką-Liberę, w tworzeniu której to ustawy jako członek podkomisji poselskiej uczestniczyłam, nacisk położony jest na choroby przewlekłe, a nie — jak dawniej — na zakaźne. Czasy się zmieniły i inne zadania wyznaczają zakres zdrowia publicznego, jak promocja zdrowia, profilaktyka, analiza efektywności świadczeń opieki zdrowotnej, edukacja zdrowotna, inspirowanie i prowadzenie badań naukowych oraz ograniczanie nierówności zdrowotnych wynikających z uwarunkowań społeczno-ekonomicznych. Ta niedawno przyjęta ustawa odzwierciedla właśnie to nowe podejście do zdrowia: najpierw zapobieganie, a potem utrzymywanie chorego w jak najlepszej kondycji. Musimy zmienić nasze nastawienie i nie odmawiać refundacji leku dlatego, że nie uleczy, ale zamiast wydawać pieniądze na refundację wózków inwalidzkich i renty, zapewnić fundusze na rehabilitację i leczenie.Leczenie chorób przewlekłych, w tym stwardnienia rozsianego, to nie tylko leki. Jak jeszcze można pomóc chorym, aby jak najdłużej utrzymać ich sprawność? Niedawno została przegłosowana ustawa o zawodzie fizjoterapeuty, choć spotkało się to, niestety, z oporem niektórych środowisk. Tymczasem sukces leczenia pacjenta zależy zarówno od lekarstw, jak i fizjoterapii. W takich chorobach, jak schorzenia neurologiczne powinien być przede wszystkim łatwiejszy dostęp do usług fizjoterapeuty. Ponadto prawo gwarantuje chorym leczenie i konieczne jest, aby był to proces stały. Rehabilitacja, według rozporządzenia ministra zdrowia i w zakresie zapewnionym przez NFZ, obejmuje czas: w warunkach ambulatoryjnych do 10 dni, w warunkach domowych do 80 dni w roku, a w warunkach ośrodka do 30 dni zabiegów. Katalog ten chyba nie był konsultowany z organizacjami pacjenckimi. Jeżeli osoba chora na stwardnienie rozsiane jest poddawana w specjalnym ośrodku zabiegom rehabilitacyjnym przez miesiąc — daje to znakomite efekty. Jednak po wyjściu z ośrodka, bez stałej rehabilitacji sprawność cofa się i chory wraca do punktu wyjścia. Jakie projekty edukacyjne mogą pomóc chorym jak najlepiej zadbać o swoje zdrowie?Naszym priorytetowym projektem jest obecnie system informatyczny. W krajach skandynawskich czy w Szwajcarii chorzy mają zapewnioną kompleksową opiekę, ponieważ lekarz jest zawsze w stanie stwierdzić, w jakim są stanie, jakie biorą leki. Chory może odnaleźć w systemie informacje, gdzie może znaleźć program związany z leczeniem danego stanu chorobowego. U nas chory ma zgromadzone dane tylko w swoim ośrodku. Jeśli trafi w inne miejsce — nikt nie ma wglądu do jego badań, danych. A w przypadku pogorszenia stanu osoby z SM karetka wiezie go do najbliższego szpitala, nie do miejsca, w którym jest leczony. Powoduje to na przykład powtórzenie całej serii badań, które były już wykonane. A to są niepotrzebne koszty. Nowy system e-zdrowia może zapewniać chorym dostępność e-recept. Dzięki temu — jak w Danii czy Szwecji — chory może podać w aptece swój numer PESEL i otrzymać receptę na leki, bez konieczności czekania 3 tygodni na wizytę i stania w kolejkach. Cały proces trwał dość długo, ale Ustawa o systemie informacji w ochronie zdrowia została przez Sejm zatwierdzona i rząd będzie się musiał wywiązać z realizacji tego zadania.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach