Poszukiwani chętni do płacenia za leczenie osób nie ubezpieczonych
Coraz większym problemem dla szpitali są bezdomni i inne osoby z różnych powodów nie ubezpieczone, ale wymagające leczenia.
Teoretycznie leczenie takich osób, które nie są ubezpieczone, bo ich na to nie stać, powinna finansować pomoc społeczna. W praktyce przepisy są tak sformułowane, że o refundację kosztów leczenia powinien starać się sam bezdomny. Nie może tego zrobić strona najbardziej zainteresowana, czyli szpital, w którym był leczony. ZOZ wystawia rachunek, a pacjent zgłasza się z nim do ośrodka pomocy społecznej na terenie gminy, w której jest zameldowany i dopiero wtedy instytucja może pokryć koszty jego leczenia.
Pomoc społeczna nie pomaga
?Żadna z tych osób nie jest zainteresowana współpracą ze szpitalem ani z ośrodkiem pomocy społecznej. Bezdomny nie chce załatwiać tych formalności, bo to szpital dostaje zwrot kosztów jego leczenia, a on sam nic z tego nie ma. Również druga strona - instytucje, które mają pieniądze na refundację leczenia: ośrodki gminne, powiatowe centra pomocy społecznej nie są zainteresowane, żeby szpitalom pomóc w rozwiązaniu tego problemu, a wręcz mnożą przeszkody. To jest hipokryzja systemu. Za jakich nie ubezpieczonych budżet zwraca nam koszty leczenia bez problemu? Jedynie za uzależnionych od alkoholu. Tu mamy małą furtkę, bo jeśli wypisujemy takiego pacjenta z oddziału, który leczy uzależnienia, z pewnym poślizgiem, ale jednak dostajemy refundację" - mówi Małgorzata Zdankiewicz, dyrektor Szpitala Wolskiego w Warszawie.
W innych przypadkach nie ma szans na uzyskanie refundacji. ?Z założenia szpital wpisuje takie koszty w straty. Staranie się o dofinansowanie ze środków pomocy społecznej jest dla tych ludzi bezskuteczne. Ci pacjenci często biorą rachunki i też nie płacą. Jedyną sankcją byłoby niewydawanie im karty wypisowej i podawanie ich do sądu. Ale wtedy musiałbym zatrudnić cały dział prawny do ich obsługi" - mówi Krzysztof Rymuza, dyrektor Szpitala Kolejowego w Pruszkowie. W jego placówce co miesiąc leczonych jest kilku nie ubezpieczonych pacjentów, a to oznacza dla szpitala stratę rzędu 8-10 tys. zł miesięcznie.
Fortele cudzoziemców
Inną grupą pacjentów, w przypadku której wyegzekwowanie zwrotu kosztów leczenia graniczy z cudem, są cudzoziemcy. Powodem jest nie tylko brak stosownych międzynarodowych umów z państwami, z których najczęściej rekrutują się uchodźcy i obcokrajowcy-rezydenci, ale także brak woli współpracy takich pacjentów ze szpitalem. Na przykład wśród cudzoziemców zza wschodniej granicy coraz częstszym zwyczajem jest samowolne opuszczenie szpitala, bez karty informacyjnej, do której dołączona byłaby faktura.
Na koszt szpitali, a tym samym pacjentów ubezpieczonych, leczy się jeszcze jedna grupa: osoby, które stać na płacenie składki, ale nie robią tego świadomie, w myśl zasady, że bezpłatne leczenie w Polsce należy się każdemu. Jest wreszcie niewielki odsetek pacjentów, którzy są nie ubezpieczeni z powodu niewiedzy o systemie. ?Ci jednak zazwyczaj próbują wywiązać się ze swoich zobowiązań i w takiej sytuacji idziemy im na rękę, proponując spłatę na raty" - mówi Małgorzata Zdankiewicz.
Nikt nie chce bezdomnego
Większość takich należności zazwyczaj jednak obciąża szpital. Skutki tego odczuwają najboleśniej wielkomiejskie lecznice. ?Koszty leczenia pacjentów przywożonych w najcięższych stanach z jakiegoś kanału ciepłowniczego, są ogromne. To są chorzy wymagający intensywnego leczenia drogimi lekami, kosztownej diagnostyki, a żadna specjalistyczna placówka nie chce ich od nas wziąć. Podobnie jest z pacjentami onkologicznymi. Jeśli są nie ubezpieczeni, nie ma mowy, by jakaś specjalistyczna klinika ich przejęła" - mówi M. Zdankiewicz.
Koszty leczenia pacjentów nie ubezpieczonych w Szpitalu Wolskim w ciągu dwóch ostatnich lat przekroczyły 2 mln zł. Najstarsze roszczenia po bezskutecznym listownym poszukiwaniu dłużników szpital umorzył ze względu na to, że koszty administracyjne, w tym opłaty pocztowe zwiększają tylko straty.
Szpitale różnie próbują radzić sobie z tą sytuacją. ?Próbowaliśmy nawet ubezpieczać bezdomnych w trakcie pobytu u nas. Ale jest to zbyt skomplikowane w sytuacji, gdy bezdomny nie ma żadnych dokumentów. Musielibyśmy sprowadzić fotografa, zrobić mu zdjęcie, wyrobić mu dowód osobisty, a następnie ubezpieczyć go i wtedy ewentualnie pacjent dostałby refundację kosztów leczenia i zwróciłby nam te pieniądze" - opowiada M. Zdankiewicz.
Próbne pozwy
Ponieważ nie ma żadnych procedur, jak dochodzić swoich należności za leczenie nie ubezpieczonych, zdesperowane szpitale chwytają się różnych sposobów. Szpital Gruźlicy i Chorób Płuc w Czerwonej Górze - jak twierdzi jego dyrekcja - ?na próbę" pozwał do sądu Ośrodek Pomocy Społecznej w Strawczynie, gminie, na terenie której był ostatnio zameldowany bezdomny - jeden z jego stałych pacjentów. Dotychczasowy koszt jego leczenia to 12 tys. zł. ?Jeśli uda nam się wygrać tę sprawę, skierujemy kolejne pozwy" - zapowiada Artur Nadolny, zastępca dyrektora ds. finansowych szpitala w Czerwonej Górze. Tylko przez pół roku ta placówka straciła 55 tys. zł na leczenie nie ubezpieczonych. Już wiadomo, że sprawy nie będzie łatwo wygrać, bo na razie trwa odbijanie piłeczki między dwoma ośrodkami pomocy społecznej: do bezdomnego nie przyznaje się ani gmina, gdzie był zameldowany, ani ta, na terenie której obecnie przebywa.
?Zakład opieki zdrowotnej w tym postępowaniu w ogóle nie jest stroną - zauważa Krzysztof Mikulski, zastępca dyrektora Departamentu Pomocy Społecznej w Ministerstwie Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej. - Stroną jest osoba, która korzystała ze świadczeń zdrowotnych i gdyby to ona zwróciła się o zwrot kosztów, ośrodek pomocy społecznej w ramach posiadanych możliwości może rozważyć ewentualną całkowitą lub częściową refundację. Przyznaję, że ze względu na braki finansowe, w pomocy społecznej zdarza się to rzadko".
Natomiast ZOZ-y często przesyłają rachunki do ośrodków pomocy społecznej, zapominając o tym, że udzielają one tylko świadczeń indywidualnych i tylko po przedstawieniu rachunku za taką usługę.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska