Postępowanie pielęgniarek zostanie potępione?
Prokuratura Rejonowa w Katowicach wszczęła śledztwo w sprawie zachowania dwóch pielęgniarek z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach wobec noworodków w inkubatorze. Kobiety odsunięto od pracy i został im postawiony zarzut narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, za co grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Postępowanie wyjaśniające
Prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Elżbieta Buczkowska w rozmowie z Pulsem Medycyny nie kryła wzburzenia. "To jest niedopuszczalne, żeby coś takiego miało miejsce. Jak tylko otrzymałam wiadomość i zobaczyłam zdjęcia, od razu skierowałam pismo do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej w Katowicach w sprawie natychmiastowego wszczęcia postępowania wyjaśniającego, czyli uruchomienia orzecznictwa dyscyplinarnego. Skontaktowałam się też z dyrekcją szpitala, czy pielęgniarki zostały odsunięte od pracy" - wyjaśnia E. Buczkowska.
Zapewnia, że w związku z charakterem tej sprawy, postępowanie będzie biegło bardzo szybko. "Jako izba zawsze jednoznacznie będziemy opowiadać się za tym, żeby jednostki, którym udowodnimy winę, były pozbawiane prawa wykonywania zawodu. Do zawodów szczególnych, a takim jest zawód pielęgniarki i położnej, gdzie pracuje się blisko z człowiekiem chorym i od nas zależnym, nie mogą trafiać jednostki przypadkowe. Muszą to być rzeczywiście ludzie, którzy mają bardzo rozwiniętą uczuciowość wyższą i naprawdę są w stanie zrealizować misję pielęgniarstwa" - przekonuje E. Buczkowska i dodaje: "Żeby to już więcej się nie zdarzyło, zaczniemy w tej chwili ze zdwojoną siłą nie tylko upowszechniać kodeks etyki, ale mówić o rzeczach niemoralnych, które nie powinny w ogóle mieć miejsca".
Skandaliczne i niedopuszczalne
Lekarze nie chcą się jednoznacznie wypowiadać na temat zagrożenia zdrowia lub życia dzieci, jakie swoim zachowaniem spowodowały pielęgniarki. "Nie znając wszystkich faktów, trudno stwierdzić, czy takie potraktowanie noworodków mogło być dla nich groźne. Nie musiało być, ale mogło. To zależy od wielu czynników: na ile stan dzieci był stabilny, na jak długo zostały wyjęte z inkubatora, co potem się z nimi działo - mówi prof. Katarzyna Kornacka, kierownik Kliniki Neonatologii Szpitala Klinicznego im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie. - Sądzę, że dzieci nie mogły być w złym stanie, skoro te panie w ogóle zdecydowały się je wyciągnąć z inkubatora". Zdaniem prof. K. Kornackiej, przy tej okazji warto wyjaśnić, że nawet tak małe noworodki muszą być dotykane, przytulane, głaskane. "Jest nawet coś takiego, jak wczesna opieka rozwojowa, która zakłada superdelikatny kontakt z dzieckiem - mówi prof. K. Kornacka. - Jednak to, co widzieliśmy na zdjęciach, nie ma z tym niestety nic wspólnego. Wyraźnie było widać, że dziecko nie było zadowolone z tego, co z nim wyrabiano. Co więcej, sądzę, że było przerażone błyskiem flesza. Takie zachowanie pielęgniarek jest skandaliczne i niedopuszczalne".
Pytane o opinię, pielęgniarki są przerażone i trudno im zrozumieć zachowanie koleżanek po fachu. Zastanawiają się, skąd w ogóle wziął się taki pomysł. "Pierwszy raz spotykam się z czymś takim, kompletnie nie rozumiem, czemu to miało służyć. U takiego malucha zawsze istnieje ryzyko infekcji, przy każdym wyciąganiu z inkubatora jest niebezpieczeństwo przekłucia kroplówki. Generalnie więc jest zasada, by nie narażać tych dzieci na większe ryzyko niż to absolutnie konieczne. Dla nas takie zachowanie to brak odpowiedzialności, a to przecież cecha, która w tym zawodzie jest najważniejsza" - mówi Beata Marzec, przełożona pielęgniarek i położnych w szpitalu przy ulicy Siemiradzkiego w Krakowie.
Trudne zadanie dla prokuratora
Według prof. Mariana Filara, karnisty z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, zdarzenie, do jakiego doszło w Katowicach jest absolutnie skandaliczne, ale przed prokuraturą stoi bardzo trudne zadanie.
"Żeby sąd uznał zarzut prokuratury narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, oskarżyciel musi wykazać, że to konkretne dziecko ze zdjęcia, w związku z działaniem tych pań, znalazło się w stanie nie hipotetycznego, ale rzeczywistego, bezpośredniego zagrożenia. Zeznawać musieliby lekarze i biegli, by potwierdzić stan zdrowia dziecka i stwierdzić, iż tego typu praktyki wobec dziecka z samej swojej definicji powodują, że ze stanu względnego bezpieczeństwa przenosi się w stan bezpośredniego, realnego niebezpieczeństwa" - wyjaśnia M. Filar.
Prof. M. Filar nie ma za to żadnych wątpliwości, że obydwu pielęgniarkom grożą bardzo poważne konsekwencje z tytułu naruszenia kodeksu pracy i odpowiedzialności zawodowej. Jego zdaniem, ich czyn jest ciężkim naruszeniem obowiązków pracowniczych i pracodawca ma pełne podstawy do zwolnienia obydwu kobiet dyscyplinarnie. Czyn ten nie powinien budzić także żadnych wątpliwości zarówno z punktu widzenia etycznego, jak i deontologicznego. "Nawet gdyby tym maluchom absolutnie nic się nie stało i żadne konkretne zagrożenie nie nastąpiło, to dowiedzenie, że doszło do naruszenia etyki zawodu, nie sprawi najmniejszego problemu" - uważa prof. M. Filar.
Wyjaśnia, że izba nie musi czekać na wyrok sądu powszechnego, ponieważ postępowania w przypadku odpowiedzialności karnej i odpowiedzialności zawodowej są od siebie niezależne. "To prawda, że praktyka bywa taka, iż korporacyjne sądy dyscyplinarne raczej asekuracyjnie oczekują na wyrok sądu powszechnego, ponieważ chcą mieć przesądzony fakt samego czynu. W tym przypadku czekanie na wyrok sądu kompletnie nie miałoby sensu, bo czyn nie ulega wątpliwości" - stwierdza prawnik.
Podobnego zdania jest prof. K. Kornacka, która uważa, że takie zdarzenie musi zostać napiętnowane także przez samo środowisko lekarzy i pielęgniarek. ?To musi bulwersować i musimy mieć odwagę tak o tym mówić. To czyn, który należy traktować w kategorii przestępstwa, a takie zachowanie musi być potępione" - podkreśla prof. K. Kornacka.
Okryły straszną hańbą nasz zawód
Specjalnie dla Pulsu Medycyny komentuje Jarosław Panek, rzecznik odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Katowicach:
- Zdjęcia pielęgniarek z noworodkiem wyjętym z inkubatora poważnie nadszarpnęły zaufanie do całego środowiska pielęgniarek i położnych. Co w tej sytuacji robi samorząd zawodowy?
- Będę chciał jak najszybciej zakończyć postępowanie wyjaśniające. Nie mam jednak żadnych wątpliwości co do tego, że w tej sprawie skieruję wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności zawodowej do Sądu Okręgowego Pielęgniarek i Położnych w Katowicach. Moim zdaniem, obydwie pielęgniarki, mimo że cieszą się dobrą opinią w swoim zakładzie pracy, nie zasługują na to, aby dalej pełnić funkcję pielęgniarki, ponieważ okryły straszną hańbą nasz zawód.
- Jak szybko jest pan w stanie przygotować wniosek do sądu?
- Chciałbym to zrobić w ciągu kilku dni. W tym celu muszę jednak przesłuchać wszystkie osoby, które mogły być obecne w czasie dyżuru i sporządzić protokoły z tych przesłuchań. Teoretycznie ustawa daje mi 3 miesiące na przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego. Gdybym nie zdążył w tym terminie, mam prawo zwrócić się do naczelnego rzecznika odpowiedzialności zawodowej o jego przedłużenie. Nie zamierzam skorzystać ani z pierwszego, ani z drugiego limitu czasu. To jest sprawa tak bulwersująca środowisko i tak bardzo szerokim echem odbijająca się w całym społeczeństwie, że za punkt honoru stawiam sobie zakończenie jej jak najszybciej.
- Czy to oznacza, że jako rzecznik będzie pan wnioskował o karę pozbawienia ich prawa wykonywania zawodu?
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Szarkowska,; Monika Wysocka