Ponad połowa lekarzy aktualizuje wiedzę mniej niż 2 godziny w tygodniu
Pojawia się zasadnicze pytanie, na ile możliwe jest sprawowanie nad pacjentami opieki zgodnie ze standardami, jeśli brakuje nam czasu na coś, co powinno być wręcz ustawowo uregulowane - zwróciła uwagę dr Małgorzata Gałązka-Sobotka podczas prezentacji wyników badania “Lekarz przyszłości”.

- 19 października w siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej odbyła się ekspercka konferencja inaugurująca projekt "NIL IN – Społeczność Lekarzy Innowatorów", na której zaprezentowano również wyniki badania „Lekarz przyszłości”.
- Około 20 proc. lekarzy pracuje w trzech miejscach, a blisko 10 proc. w czterech.
- 70 proc. lekarzy pracuje ponad 40 godzin tygodniowo, a ponad 20 proc. pracuje ponad 60 godzin w tygodniu.
- 53 proc. lekarzy spędza na konsultacji nie więcej niż kwadrans, z czego połowę tego czasu przeznacza na obowiązki niekliniczne, czyli np. sporządzanie dokumentacji medycznej
- Założeniem nowego projektu Naczelnej Izby Lekarskiej „NIL IN” jest stworzenie przestrzeni dla lekarzy zainteresowanych i zajmujących się medycznymi innowacjami, ułatwianie im nawiązywania partnerstw i współpracy, organizacji narzędzi, pomoc w zdobyciu niezbędnej wiedzy.
Badanie „Lekarz przyszłości” zostało zrealizowane przez Naczelną Izbę Lekarską we współpracy z Uniwersytetem Łazarskiego. Projekt miał dostarczyć odpowiedzi na pytanie, w jakim kierunku powinny podążyć działania rozwijające kompetencje zawodowe lekarzy. Badanie miało być też próbą podsumowania aktualnej charakterystyki modelu ich pracy. Jego pierwsza edycja miała charakter pilotażowy, z czasem NIL planuje, by było przeprowadzane cyklicznie.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Lekarze są szczególnie narażeni na wypalenie zawodowe
- W badaniu wzięło udział prawie 250 lekarzy reprezentujących wszystkie poziomu systemu ochrony zdrowia, a więc zarówno lecznictwo otwarte, jak i zamknięte. Uczestnikami byli lekarze na różnym etapie kształcenia i kariery, pochodzący zarówno z małych jak i większych miejscowości. Najważniejsza rzecz o jaką chcieliśmy zapytać dotyczyła tego jak dziś wygląda raca lekarza – mówi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.
Mniej niż 50 proc. lekarzy pracuje tylko w jednym miejscu
Badanie objęło lekarzy reprezentujących obszar 50 specjalizacji. Co wykazało?
- Pierwszą ważną informacją, jaką przyniosło badanie, pozostaje fakt, że mniej niż połowa respondentów była zatrudniona tylko u jednego pracodawcy. Najczęściej są to pojedyncze praktyki lekarskie w małych miejscowościach. Zdecydowana większość pracuje w więcej niż jednym miejscu. Chciałabym też zwrócić uwagę, że ok. 20 proc. lekarzy pracuje w trzech miejscach, a blisko 10 proc. w czterech. To na pewno sztuka, ale nie wiem, czy warta naśladowania. W większości nasi respondenci pracują w szpitalach, ponieważ polski system ochrony zdrowia zorientowany jest właśnie na lecznictwo szpitalne, nie powinno to więc dziwić. (…) Inne miejsca pracy to przychodnie NFZ (39 proc.), własne gabinety (35 proc.) i prywatne centra medyczne (32 proc.). 70 proc. lekarzy pracuje ponad 40 godzin tygodniowo, a ponad 20 proc. pracuje ponad 60 godzin w tygodniu – wskazuje dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.
Jak dodaje, zbyt długi czas pracy jest ściśle skorelowany z poziomem deklarowanego dobrostanu psychicznego i rosnącym ryzykiem wypalenia zawodowego. Wielu respondentów, którzy deklarowali nadmiarowy czas pracy, wskazywało na pogorszenie kondycji psychofizycznej. W badaniu uwzględniono również wątek nakładu czasu, jaki lekarze muszą poświęcać na stały rozwój zawodowy i aktualizację wiedzy medycznej. Według uzyskanych danych prawie połowa lekarzy poświęca więcej niż 3 godziny tygodniowo na rozwój kompetencji zawodowych.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Onkolodzy w Polsce są wypaleni zawodowo. Winne biurokratyzacja i zbyt duża liczba pacjentów [PTOK 2022]
- Chciałabym też zwrócić uwagę, że więcej niż połowa lekarzy przeznacza na aktualizację wiedzy mniej niż 2 godziny w tygodniu. Pojawia się więc zasadnicze pytanie, na ile możliwe jest sprawowanie nad pacjentami opieki zgodnie ze standardami, jeśli brakuje nam czasu na coś, co powinno być wręcz ustawowo uregulowane. Tak jest w niektórych systemach ochrony zdrowia, gdzie przewidziany jest płatny urlop na to, by można było podnosić kompetencje – dodaje dr Gałązka-Sobotka.
Co motywuje lekarzy do lepszej pracy? Okazuje się, że nie pieniądze
Bardzo ważnym obszarem, które zostało ujęte w badaniu, to relacje lekarz-pacjent – dla tej kwestii czas, jakim dysponuje medyk, także ma zasadnicze znaczenie.
Zgodnie z jego wynikami połowa lekarzy na wizytę z pacjentem przeznacza 15 minut lub mniej. 53 proc. lekarzy spędza na konsultacji nie więcej niż kwadrans, z czego połowę tego czasu przeznacza na obowiązki niekliniczne, czyli np. sporządzanie dokumentacji medycznej. Co więcej, połowa lekarzy ma ograniczony lub nie ma w ogóle wpływu na przewidziany czas trwania wizyty. Mimo tych ograniczeń aż dla 60 proc. respondentów to właśnie relacja z pacjentem okazała się czynnikiem najbardziej motywującym ich do pracy, wynagrodzenie było na drugim miejscu – wskazało je ponad 20 proc. uczestników badania.
- Widać więc, że poziom wynagrodzenia to raczej czynnik, który może zdemotywować do pracy, jeśli jest zbyt niskie. (…) Poza zaufaniem, jakim obdarza lekarza chory i wdzięcznością za opiekę, respondenci wskazywali też w tym kontekście na stabilność zatrudnienia i związaną z pracą stymulację do intelektualnego rozwoju – zwróciła uwagę dr Gałązka-Sobotka.
Co zatem obniża satysfakcję z pracy lekarzy? Uczestnicy badania wskazywali głównie na stres i wysokie tempo pracy (44 proc.) oraz biurokrację (43 proc.), ale na dalszych miejscach uplasowały się również wysokie ryzyko błędów w sztuce lekarskiej i związanej nim odpowiedzialności prawnej (28 proc.) oraz brak czasu dla rodziny (27 proc.).
Większość lekarzy ma problem z ciągłym monitorowaniem stanu pacjenta
Większość lekarzy, bo 39 proc., „widzi” swoich pacjentów 2-3 razy w roku, a 23 proc. ponad 5 razy. Zdaniem dr Małgorzaty Gałązki-Sobotki nie przekłada się to w większości przypadków na jakość opieki. Systemowo powinniśmy raczej dążyć do tego, by liczbę konsultacji maksymalnie zredukować, jednocześnie dbając o jakość i kompleksowość postępowania diagnostyczno-terapeutycznego.
- W procesie leczenia ważna jest komunikacja z pacjentem, aby chory uzyskał odpowiednio szczegółowy instruktaż dotyczący tego, w jaki sposób ma postępować po wizycie. Ale dla samego lekarza także istotne jest, by wiedział, co dzieje się z pacjentem. Tymczasem 80 proc. lekarzy deklaruje, że nie ma możliwości stałego monitorowania zdrowia pacjentów. Częste są więc sytuacje, gdy lekarz angażuje się w diagnostykę i leczenie, ale po wizycie pacjent „znika”. 70 proc. lekarzy deklaruje, że potrzebuje informacji zwrotnych od pacjenta, ponieważ to pozwala im również należycie ocenić skuteczność zaleconego postępowania. To też jest narzędzie budowania kompetencji kadry medycznej – mówi dr Gałązka-Sobotka.
80 proc. respondentów podkreśliło, że bardzo ważna jest dla nich ciągłość opieki nad pacjentem. Jak wskazuje ekspertka, zdecydowana większość lekarzy uważa, że ciągłość opieki jest kluczowa dla uzyskania zadowalającego efektu terapeutycznego. Mimo to większość medyków nie posiada „stałych” pacjentów i podczas wizyt konsultuje przede wszystkim anonimowych chorych.
– Ciągłość opieki wiąże się więc z konkretnym jej modelem, opartym na stałej opiece świadczonej w tym samym miejscu i przez tego samego medyka: przede wszystkim lekarza rodzinnego, który posiada pełną wiedzę o historii zdrowia i leczenia chorego. Respondenci podkreślali, że przy obecnej dostępności kadr medycznych i stale rosnących potrzebach zdrowotnych, raczej nie możemy liczyć, iż uda się zrealizować ciągłą opiekę nad pacjentem opartą jedynie na tradycyjnym narzędziu, czyli kolejnych wizytach - zauważa specjalistka.
Przyznaje, że wszyscy coraz lepiej zdajemy sobie sprawę z tego, że proces ten może i powinien być wsparty nowoczesnymi narzędziami, służącymi do zdalnego monitorowania stanu pacjenta - poprzez ocenę i analizę parametrów, które w danym rozpoznaniu są niezbędne do prawidłowej kontroli zdrowia chorego.
Niepożądana cecha: reaktywność systemu
W ocenie dr Małgorzaty Gałązki-Sobotki, jedną z cech polskiego systemu ochrony zdrowia, która odróżnia go na niekorzyść od systemów w innych europejskich krajach, jest jego reaktywność. Oznacza to, że system „reaguje” wyłącznie na wcześniejszą próbę kontaktu ze strony pacjenta. Tymczasem, zaznacza ekspertka, w bardziej zrównoważonych modelach opieki reaktywność krzyżuje się z postawą proaktywną.
Jednak zdarza się i w polskich warunkach, że to lekarz lub inny profesjonalista medyczny pierwszy kontaktuje się z pacjentem w celu np. przypomnienia o zaplanowanej wizycie lub by zasięgnąć informacji o stanie zdrowia chorego. Narzędziem pomocnym w takiej komunikacji z pewnością może być telemedycyna. Według danych zebranych w ramach badania „Lekarz przyszłości”, korzysta z niej blisko 60 proc. lekarzy.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Kaczyński o wpływowych grupach traktujących służbę zdrowia jak biznes
Źródło: Puls Medycyny