Pomoc dla Haiti: Zbyt niebezpiecznie, by wysłać tam lekarzy
Rządowy samolot TU-154 z polską pomocą humanitarną dla ofiar trzęsienia ziemi wylądował już w Port-au-Prince, stolicy Haiti. Wśród członków jego załogi jest jeden lekarz z Polskiej Misji Medycznej.;
Trzeba się ewakuować
Organizująca transport Kancelaria Prezydenta poinformowała, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom zespół lekarsko-pielęgniarski Polskiej Misji Medycznej nie został zabrany na pokład samolotu, ponieważ „nie można mu zapewnić bezpieczeństwa na miejscu”. Z naszych informacji wynika, że bezpośrednią przyczyną rezygnacji z wysłania w ten niebezpieczny rejon lekarzy było zamknięcie szpitala, w którym mieli pracować.
„W związku z zamieszkami i strzelaniną, do której doszło tam przed planowanym wylotem z Okęcia, cały personel szpitala polowego został ewakuowany i przetransportowany w bezpieczne miejsce. Nie wiemy, jak sytuacja potoczy się dalej. Być może szpital zostanie ponownie otwarty. Na razie nie jest to możliwe” – mówi Jarosław Gucwa, szef Polskiej Misji Medycznej. Nie wyklucza jednak, że polscy lekarze polecą na Haiti w późniejszym terminie.
Przez kilka najbliższych dni przebieg wydarzeń na wyspie będzie śledził dr Przemysław Guła, koordynator medyczny Polskiej Misji Medycznej, który wraz z Henrykiem Błaszczykiem z Zakonu Kawalerów Maltańskich poleciał w środę rządowym TU-154. Kancelaria Prezydenta zapomniała o tym w swoim komunikacie.
„Ocenią na miejscu, jaka jest szansa ponownego uruchomienia szpitala. Jeśli okaże się, że będą potrzebni polscy lekarze, zapewnimy im transport korzystając z usług firmy Chapman organizującej przeloty i frachty czarterowe. Tej samej, która współpracowała z wojskiem, kiedy byliśmy w Pakistanie w czasie trzęsienia ziemi” – dodał Jarosław Gucwa.
Więcej polowych nam już nie trzeba
Samolot z pomocą humanitarną i lekarzami na pokładzie miał lecieć na Haiti w poniedziałek. Termin wylotu był przesuwany dwukrotnie. Jeszcze we wtorek wieczorem dr Przemysław Guła, z którym udało nam się porozmawiać telefonicznie, był przekonany, że poleci na Haiti z 4 lekarzami. Samolot miał lądować o godz. 1.30 lokalnego czasu bezpośrednio w Port-au-Prince.
„Od tego zależy sens całej naszej operacji, bo dostarczanie czegokolwiek przez nieczynną już praktycznie granicę jest niemożliwe – tłumaczył. – Jesteśmy cały czas w kontakcie ze szpitalem Zakonu Kawalerów Maltańskich w Port-au-Prince. Chcemy mu dostarczyć wszystko, czego potrzebuje. Z drugiej strony na bieżąco analizujemy sytuację i zastanawiamy się, czy będziemy w stanie zapewnić bezpieczeństwo naszym lekarzom”.
Początkowo Polska Misja Medyczna zadeklarowała chęć wysłania na Haiti własnego szpitala polowego z blokiem operacyjnym, ambulatorium oraz kadrą lekarsko-pielęgniarską. Zmieniła swoje plany po konsultacjach ze stacjonującym na miejscu centrum koordynacyjnym ONZ, które uznało, że nie ma potrzeby uruchamiania kolejnego szpitala polowego, natomiast tym, które już działają, brakuje leków (głównie antybiotyków i analgetyków), środków opatrunkowych, narzędzi chirurgicznych, a przede wszystkim rąk do pracy. Zapadła więc decyzja, by załadować na pokład samolotu to, co najbardziej potrzebne i – jeśli nie będzie się to wiązało ze zbyt dużym ryzykiem - wysłać 5-osobową grupę medyków. „Pieniędzy i żywności wystarczy nam na półtora tygodnia” – ocenił Jarosław Gucwa.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Mariola Marklowska-Dzierżak;