POLKARD: głos w sprawie realizacji programu
Na tyle, na ile to było możliwe, włączaliśmy się w te działania - przekazaliśmy materiały, w kontaktach z panią minister Ewą Kopacz i dyrektor Anną Kamińską doraźnie służyliśmy radą, a niektóre osoby występowały jako eksperci. Prof. Andrzej Rynkiewicz również był członkiem rady, więc - choć rozumiem jego rozżalenie, bo pieniądze na realizację programu otrzymał dopiero w połowie grudnia - jego opinia nijak się ma do rzeczywistości.
Zawsze w programie o większym zasięgu pojawia się dylemat, jak dzielić środki; w tym przypadku przyjęliśmy zasadę: 75 proc. na sprzęt, 25 proc. na programy. Taka relacja była ustalona w gronie ekspertów, którzy uznali, że należy ją zachować, pomimo że sprzętu jest coraz więcej, bo to ma sens.
Kolejny dylemat to sprawa alokacji tego sprzętu. Problem jest następujący: sprzęt można przekazywać ośrodkom, które go nie mają, a więc rozproszyć i dawać placówkom na poziomie powiatowym, ale wtedy należy liczyć się z tym, że może nigdy nie zostanie użyty. Albo dawać go ośrodkom najlepszym, które mają najwięcej pacjentów i w związku z tym często muszą ten sprzęt wymieniać.
Osobiście uważam, że ustalenia POLKARD-u były dobre. Kupowaliśmy sprzęt, który zapewnia podstawową diagnostykę na poziomie powiatowym, głównie echokardiografy i monitory, nie kupowaliśmy natomiast angiokardiografów, bo pracowni hemodynamicznych jest w Polsce wystarczająco dużo. Angiokardiografy kupowane były tylko na wymianę w ośrodkach, które leczą dużo pacjentów, głównie do szpitali wielospecjalistycznych. Tam sytuacja jest o tyle trudna, że kardiologia często finansuje inne dziedziny - nasi pacjenci zazwyczaj mają inne choroby współistniejące, z czego szpital rozlicza tylko jedną jednostkę chorobową.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: prof. Grzegorz Opolski, konsultant krajowy ds. kardiologii, przewodniczący programu POLKARD