PO o zdrowiu

Anna Gwozdowska
opublikowano: 29-06-2005, 00:00

Polski system ochrony zdrowia czekają nieuchronne zmiany. Partie, które mają stworzyć rządową koalicję, przed wyborami zasadniczo różniły się w poglądach na ten temat finansowania świadczeń gwarantowanych. Przypominamy, co mówiła o tym przedstawicielka PO Elżbieta Radziszewska: "Jesteśmy za wprowadzeniem ubezpieczeń dodatkowych. Najpierw jednak trzeba stworzyć dla nich przestrzeń na rynku. Dziś nie da się nawet powiedzieć, co jest świadczeniem ponadstandardowym. Prawie wszystko się wszystkim należy, a ubezpieczenia dodatkowe można zaoferować najwyżej na operacje plastyczne i środki antykoncepcyjne, bo za to fundusz nie płaci".;

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
- Pani poseł, jak lepiej zorganizować system ochrony zdrowia w Polsce?

- System powinien być przewidywalny. Przewidywalny dla każdego elementu w tym systemie, czyli dla pacjentów, którzy mają prawo wiedzieć, co w ramach systemu mogą otrzymać, dla świadczeniodawców, aby mogli swoją pracę zaplanować i dla płatnika, który musi wiedzieć, za co i ile płaci. Medycyna jest przecież częścią gospodarki, a świadczeniodawcy należą do pewnego typu biznesmenów. Oni muszą wiedzieć, jak w tym świecie medycznego biznesu się poruszać, jak planować rozwój i inwestycje.

- Jakie narzędzia mogą posłużyć do tworzenia takiego przejrzystego systemu?

- Nie dysponujemy w tej chwili praktycznie żadnymi narzędziami. Nie mamy opisanych standardów świadczeń medycznych, a więc nie ma mowy o rzetelnej wycenie tych świadczeń. Kiedy brakuje tych dwóch elementów, to trudno przewidzieć wydatki płatnika i przychody świadczeniodawcy. Dziś jest tak, że płatnik na ślepo kontraktuje świadczenia, a świadczeniodawca na ślepo zgłasza swoje oferty, zaś pacjent nie ma gwarancji bezpieczeństwa i nie wie, czy przychodząc do lekarza za miesiąc nie usłyszy, że wizyta jest możliwa dopiero za pół roku.

- Do czego może posłużyć RUM, jeśli wreszcie powstanie?

- Musi nas informować, jak złotówka krąży w systemie. Powinien więc rejestrować wszystkie zdarzenia medyczne i monitorować ordynację leków. Kluczem w systemie ma być pacjent.

- Czy przy okazji zmian w systemie warto rozważać powrót do struktury kas chorych?

- Obecnie nie może być już o tym mowy. Było, minęło. Gdyby kilka lat temu zlikwidowano różnice między kilkunastoma kasami, zunifikowano je zamiast likwidować, aby nie działały jak odrębne księstwa, bez żadnej koordynacji, dziś mówilibyśmy, że chcemy je łączyć i pozwolić im działać na szerszym niż regionalnym terenie. Jednak teraz można mówić już tylko o decentralizacji Narodowego Funduszu Zdrowia. Choć też nie natychmiast. Trzeba spowodować, aby na rynku istniała między ubezpieczycielami konkurencja. Chodzi o to, aby o naszą składkę konkurowały między sobą fundusze publiczne, a z czasem mogły się w tę konkurencję wpisać również fundusze prywatne.
Wpłacając składkę zdrowotną, podobnie jak w przypadku funduszy emerytalnych, można będzie zażyczyć sobie, aby zarządzał nią jeden z publicznych lub prywatnych funduszy, który będzie w imieniu ubezpieczonego kupował świadczenia. Od razu się tego wprowadzić nie da. Aby fundusze mogły ze sobą konkurować o podstawowe ubezpieczenie, musimy je najpierw opisać. Chodzi o to, aby niezależnie od tego, gdzie umieścimy naszą składkę, określony zakres świadczeń był gwarantowany. Jeśli określimy jasne reguły dotyczące odpowiedzialności i obowiązków ubezpieczycieli, rynek odegra rolę ozdrowieńczą.

- Jakie ubezpieczenia, oprócz powszechnego, powinny być dostępne w systemie?

- Jesteśmy za wprowadzeniem ubezpieczeń dodatkowych, co da się zrobić stosunkowo szybko. Najpierw trzeba jednak dla nich stworzyć przestrzeń na rynku. Tymczasem dziś nie mamy nawet określonych standardów świadczeń i nie da się powiedzieć, co jest świadczeniem ponadstandardowym. Dziś prawie wszystko się wszystkim należy, a ubezpieczenia dodatkowe można zaoferować najwyżej na operacje plastyczne i środki antykoncepcyjne, bo za to fundusz nie płaci.

- Trzeba mieć odwagę, aby zmienić powszechne przekonanie, że w ramach ochrony zdrowia ludziom się wszystko należy...

- Nie chodzi wszakże o to, by usuwać jakieś świadczenia z tzw. koszyka pozytywnego. Konieczne jest określenie, w jakim standardzie otrzymujemy konkretne świadczenie. Wyobraźmy sobie, że ktoś łamie nogę. Terapia tego złamania wymaga wprowadzenia do kości gwoździa. Pojawia się pytanie, za jaki rodzaj gwoździa płaci fundusz, a za jaki już nie. Przy każdym świadczeniu można wyznaczyć standard, za który zapłaci fundusz w ramach ubezpieczenia powszechnego. Za wszystko, co nie znajdzie się w tym podstawowym standardzie będzie można zapłacić w ramach ubezpieczeń dodatkowych. Podobnie należy postąpić w przypadku ponadstandardowych warunków leczenia. W ramach ubezpieczenia dodatkowego będzie można oczekiwać pobytu w szpitalu, np. w jednoosobowej sali z telewizorem.

- Co zrobić z limitami na świadczenia zdrowotne?

- Najpierw odpowiedzmy sobie na pytanie, skąd biorą się limity. Odpowiedź jest prosta. Nie istnieje rzetelna konkurencja między świadczeniodawcami. Nie zdarza się przecież u nas, że szpital, do którego pacjenci chodzą, ma się bardzo dobrze, a placówka, która świeci pustkami, przestaje istnieć. Nie działają prawa rynku. Nikt nie zastanawia się, czy jest potrzebny pięćdziesięciołóżkowy oddział, na którym nie chcą się leczyć pacjenci, tylko nadal się go utrzymuje, kreując przy okazji długi. Gdyby nie limity, pacjenci nie leczyliby się na takim oddziale. Woleliby szpital z lepszą kadrą. Niestety, decyzja urzędnika przymusza pacjentów do korzystania z gorszego szpitala, kiedy w lepszym skończyły się już limity. Takie sytuacje nie będą miały miejsca, jeśli doprowadzimy do bezlimitowego kontraktowania. Nie od razu, ale trzeba do tego dążyć.
Były kasy chorych, np. kujawsko-pomorska, w których kontraktowano usługi na oddziałach zabiegowych bez limitów i okazało się, że świadczeniodawcy podchodzili do tego rzetelnie. Przecież nie da się wyciąć więcej wyrostków czy złamać więcej nóg. Kontraktowanie bezlimitowe jest może łatwiejsze w ?zabiegówce" niż w medycynie zachowawczej, ale możliwe wszędzie. Potrzebna jest rzetelna wycena kosztów świadczeń przy uwzględnieniu amortyzacji środków trwałych. Wtedy da się dojść do konsensusu z usługodawcami i wykluczyć sytuacje, kiedy np. sztucznie nagania się pacjentów do szpitala. Oczywiście pewna część świadczeń musi być limitowana, tak jak na całym świecie.

- Nie obawia się pani protestów w placówkach, które nie wytrzymają konkurencji i którym będzie grozić zamknięcie?

- Trzeba zapytać przeciętnego Kowalskiego, czy jego składka zdrowotna ma iść na zatrudnianie ludzi i zastępować powiatowy urząd pracy. Każdy odpowie, że nie. Jeśli nikt nie chce się leczyć w jakimś szpitalu, to znaczy, że nie musi on istnieć. Czasami mały, czterooddziałowy szpital powinien istnieć, bo ma dobrą kadrę i pacjentów, a za to jakieś oddziały w szpitalu-molochu powinny zostać zamknięte, bo tam ludzie nie chcą się leczyć. To pacjent powinien nieść i weryfikować informację o tym, który szpital jest dobry, a który zły. Teraz, niestety, robi to urzędnik. Musi - jak w cywilizowanych krajach - działać konkurencja.

- Jak jeszcze uzdrowić sytuację szpitali?

- To, co się obecnie dzieje, wynika z tego, że organy założycielskie szpitali nie odpowiadają w gruncie rzeczy ani za długi, ani za to, co robią dyrektorzy placówek. Samorządy nie panują nad swoją własnością. Powołuje się dyrektorów szpitali z nominacji politycznej, bez przygotowania menedżerskiego. Szpital mający do dyspozycji budżet w wysokości 30-50 mln zł to jest ogromne przedsiębiorstwo. Który prywatny przedsiębiorca pozwoliłby sobie na marnotrawstwo tych pieniędzy? Żaden, a przecież samorząd ma takie same obowiązki wobec szpitala i powinien dwa razy się zastanowić przed wydaniem każdej złotówki. Niestety, samorządy nie czują żadnego ?bata" nad sobą. Trzeba wreszcie, poprzez zmiany w prawie, obarczyć je odpowiedzialnością za placówki, których są właścicielami. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby szpitale działały na zasadzie non-profit, ale w ramach prawa handlowego, które nakłada na właścicieli czytelne obowiązki.

- Czy warto tworzyć sieć publicznych szpitali?

- Nie warto się upierać przy tym, że w jakimś powiecie dostęp do świadczeń zdrowotnych musi zabezpieczyć publiczny szpital. To może równie dobrze być szpital prywatny. Pacjenta nie interesuje to, kto jest właścicielem szpitala. Ważne, że ma gwarancję, iż jego konstytucyjne prawa równego dostępu do świadczeń i ochrony życia i zdrowia są realizowane. A gdzie pacjent idzie? Tam, gdzie jest lepszy personel, gdzie jest przyjaźniej, gdzie jest gwarancja lepszego leczenia. Dziś w podstawowej opiece zdrowotnej, mając do wyboru publiczne i niepubliczne zakłady, pacjenci z reguły wybierają te ostatnie. Dlatego zamiast sieci publicznych szpitali, państwo powinno raczej stworzyć mapę zabezpieczenia medycznego. Nie może dochodzić do sytuacji, w której pacjent z zawałem jedzie 150 km do szpitala. Takie zabezpieczenie medyczne wcale jednak nie musi się opierać wyłącznie na publicznych szpitalach. Natomiast jeśli gdzieś nie ma szpitala, a z mapy wynika, że jest potrzebny, zaś prywatni właściciele się do tej inwestycji ze względów ekonomicznych nie kwapią, to państwo powinno taki szpital uruchomić. Jest bowiem oczywiste, że państwo nie może całkowicie zrezygnować z roli gwaranta dostępu do ochrony zdrowia.

- Skąd wziąć środki na inwestycje w szpitalach?

- W cenę świadczenia muszą być wkalkulowane koszty amortyzacji sprzętu, którego lekarz używa. W każdej innej dziedzinie gospodarki jest to oczywiste i taka sama zasada powinna obowiązywać w ochronie zdrowia. I tak jak w każdej innej dziedzinie życia, właściciel powinien inwestować, planując poszerzenie bazy świadczeń czy podniesienie standardu. W grę wchodzą np. kredyty, ale aby je zdobyć, trzeba będzie najpierw wprowadzić kilkuletnie, a nie jak w tej chwili, roczne kontrakty. Jeśli szpital będzie rzetelnie wykonywał swoje obowiązki wynikające z kontraktu, to ma pewność, że np. przez kilka lat ubezpieczyciel będzie u niego leczył swoich pacjentów.

- Ceny świadczeń natychmiast wzrosną...

- Niektóre ceny pójdą w górę, inne w dół. W tej chwili ceny są wzięte z sufitu. Zamiast 100 hospitalizacji wykonuje się - w sposób ewidentnie naciągany - 400, aby pokryć koszty działalności oddziału. Tymczasem chodzi o to, aby cena świadczenia była rzetelna.

- A co z prywatyzacją?

- Straszy się ludzi prywatyzacją szpitali, a przecież nikt nie powiedział, że np. powiat musi sprzedać szpital. Może pozostać właścicielem szpitala po wsze czasy, a sprywatyzować tylko usługi. Jeśli usługodawcy nie wywiązują się ze swoich zadań wobec pacjentów, to powiat może podpisać umowę z innymi, lepszymi firmami. Ale ponieważ u nas jest tyle patologii na styku pieniędzy publicznych i prywatnych, wszyscy dmuchają na zimne.

- Ta sama nieufność może dotyczyć prywatnych funduszy zdrowotnych...

- Warunek jest jeden, musi dobrze działać nadzór. Jeśli ma się do wydania 33 mld zł i właściwie nie wiemy, ile z tego jest marnotrawione - jedni mówią, że 3 mld zł, inni, że nawet 6 mld zł - to warto zapłacić za skuteczny nadzór. Tak jest zawsze taniej, niż pozwolić na brak kontroli i ogromne marnotrawstwo czy czasem nawet złodziejstwo.

- Czy PO przewiduje podwyższenie obowiązkowej składki na ochronę zdrowia?

- Zwiększanie składki nie ma sensu. Zacznijmy racjonalnie wydawać pieniądze, którymi dysponujemy i szukajmy innych źródeł finansowania ochrony zdrowia. Spowodujmy, aby jawnie wydawać pieniądze, którymi dziś pacjenci płacą pod stołem. Trzeba zlikwidować szarą strefę. Oczywiście każdy racjonalny system będzie miał bardzo wielu przeciwników i ?hamulcowych", bo pewnej grupie żyje się w tym systemie niezwykle dobrze.

- Czy uda się pogodzić poglądy na urządzenie ochrony zdrowia, które ma PO, z pomysłami Prawa i Sprawiedliwości?

- Gdybyśmy myśleli jednakowo, bylibyśmy jedną partią. Ja jestem dobrej myśli, bo jeśli są chęci porozumienia się, to kompromis jest możliwy. Jeśli dojdzie do porozumienia powyborczego, to zostanie ustalony program rządu. Wtedy premier zdecyduje, jaki program i model ochrony zdrowia będzie realizowany.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.