Plan be
Być może jednak nie wziąłem w swojej naiwności pod uwagę tyleż przyziemnego co ważnego dla polityków aspektu proponowanej fragmentarycznej reformy. Przyjmijmy, że spośród 700 szpitali publicznych w Polsce tylko co dziesiąty został skomercjalizowany. Jeśli w zarządach nowo powstałych spółek zasiądą przeciętnie po cztery osoby, oznacza to dwa i pół tysiąca posad do rozdysponowania. Posad bardzo dobrze płatnych, biorąc pod uwagę wysokie uposażenia kadry zarządzającej. A są jeszcze rady nadzorcze...
Obsadzane z politycznego klucza szpitalne spółki to dla polityków rządzących partii łakomy kąsek. Bynajmniej nie jest to uwaga tylko do PO i PSL. Taki niestety mamy system partyjny, że kto u władzy, ten gdzie tylko może szuka miejsc dla swoich. I pewnie stąd biorą się głośne pokrzykiwania Ewy Kopacz, że prezydent i tak nas nie powstrzyma, bo będziemy realizować plan B. Obawiam się, że oprócz przekształceń szpitali w spółki, co ma miejsce od lat, w skład tego planu wejdzie utrudnianie życia tym placówkom, które nie będą chciały pójść wyznaczoną przez rząd ścieżką. Premier może także wycofać się ze złożonej obietnicy podniesienia składki zdrowotnej do 10 procent od 2010 roku.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Sławomir Badurek