Odpłatne świadczenia zdrowotne w publicznych szpitalach
Ministerstwo Zdrowia przygotowało nowelizację ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej, w której znalazł się zapis umożliwiający współpracę publicznych szpitali z prywatnymi ubezpieczycielami. Projekt powinien trafić do Sejmu jeszcze w listopadzie. To przełom, na który czekali zarówno ubezpieczyciele, jak i świadczeniodawcy. "Teraz będzie łatwiej przekonywać dyrektorów SP ZOZ-ów do zawierania umów z ubezpieczycielami - uważa Xenia Kruszewska, prodziekan Wydziału Ekonomiki i Organizacji Ochrony Zdrowia w warszawskiej Akademii Finansów.
Nowa oferta na rynku zbiegła się z powyborczymi zmianami personalnymi w resorcie zdrowia. Ministerstwo Zdrowia w nowym składzie nie sprzeciwiało się już kontraktowaniu publicznych świadczeniodawców przez prywatnych ubezpieczycieli. "Nie możemy wpływać na to, czy szpital ma zawierać takie kontrakty, czy nie. Dyrektor szpitala jest samodzielny i musi dążyć do tego, żeby działalność placówki zbilansować" - tłumaczył Pulsowi Medycyny w listopadzie 2005 r. Jarosław Pinkas, podsekretarz stanu w MZ.
Publiczne szpitale mogą mieć na początku współpracy z prywatnymi ubezpieczycielami dylemat. Aby zyskać dodatkowe środki, będą musiały dostosować się do wysokich wymagań firm ubezpieczeniowych. To będzie kosztować, a przychody z takiej współpracy, w porównaniu z kontraktem z NFZ, mogą być na razie niewielkie. "Samo podpisanie umowy jeszcze nic nie znaczy. Wszystko zależy od liczby ubezpieczonych pacjentów - uważa Bożena Marcinkowska, dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala w Olsztynie. - Już dziś mamy umowy z prywatnymi ubezpieczycielami na leczenie cudzoziemców, ale obsługujemy tylko pojedyncze przypadki". B. Marcinkowska uzależnia pojawienie się większego popytu na prywatne ubezpieczenia zdrowotne od pilnego wprowadzenia koszyka świadczeń gwarantowanych.
Dyrektorzy szpitali są jednak zadowoleni ze stanowiska ministerstwa, tym bardziej, że wiele placówek nie wykorzystuje w pełni swojego personelu i wysokospecjalistycznego sprzętu. "My wykorzystujemy go tylko w 70 proc. bo na więcej płatnika nie stać - przyznaje B. Marcinkowska. - Dlatego jest to krok w dobrym kierunku. Poza tym dużo mówi się o równouprawnieniu publicznych i prywatnych placówek, ale nie mogliśmy dotąd świadczyć odpłatnych usług, nawet jeśli skończył się limit wynikający z kontraktu z NFZ".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Anna Gwozdowska