Nie wystarczą proste sposoby
Dr n. med. Roman Szełemej, kardiolog, ordynator oddziału kardiologicznego, kieruje trzema skonsolidowanymi szpitalami w Wałbrzychu. Zaproponowano mu start w zbliżających się wyborach do Sejmu z listy Platformy Obywatelskiej. Doradza PO w sprawach ochrony zdrowia, choć nie jest członkiem żadnego stałego zespołu ekspertów tej partii. Na temat sytuacji w ochronie zdrowia rozmawia z Anną Gwozdowską.
- W tej sprawie ścierają się dwa poglądy. Jeden z nich głosi, że szpitale nie różnią się od innych podmiotów gospodarczych i dlatego nie powinny być szczególnie traktowane. To znaczy w uproszczeniu, że za dostarczony towar i wykonaną pracę trzeba zapłacić nawet kosztem pacjentów i wynagrodzeń pracowników. Zgodnie z drugim poglądem, usługi zdrowotne nigdzie na świecie nie podlegają w 100 proc. prawom rynkowym. Szczególnie usługi medyczne świadczone w szpitalach stanowią fundament poczucia bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli. W Polsce to państwo w ogromnym stopniu, jeśli nie całkowicie decyduje o obrazie tego sektora usług. Państwo nie zapewniło jednak właściwych fundamentów ekonomicznych, niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania placówek służby zdrowia. A skoro tak, to trudno poddawać szpitale takim samym restrykcyjnym rygorom polityki fiskalnej czy egzekucji długów, jak te stosowane w obrocie gospodarczym.
- Czy takie specjalne traktowanie nie zachęci niektórych szpitali do bezkarnego zadłużania się?
- Zasady, którymi powinny się kierować szpitale, muszą w znacznym stopniu odpowiadać zasadom obowiązującym w normalnych przedsiębiorstwach, chociaż nie całkowicie. Z tego, co wiem nie występuje nigdzie na świecie system ochrony zdrowia, który byłby w pełni urynkowiony.
Z drugiej strony, system aktualnie funkcjonujący w Polsce to spuścizna kilkudziesięciu lat zaniedbań i zaniechań, niestety również kilkunastu ostatnich lat. Przekształcenia w sektorze usług medycznych są najwolniejsze. Podobnie rzecz się ma w niektórych działach gospodarki, takich jak górnictwo czy kolej. Niewątpliwie w tym sektorze usług konieczne są głębokie przeobrażenia, jednak nie da się prostymi sposobami rozwiązać tej kwadratury koła.
- Jak można pomóc zadłużonym szpitalom?
- Trzeba się zastanowić, czy dostępne środki są właściwie wykorzystywane. Wiele zależy od zarządzających szpitalami, ale nie łudźmy się, że w sposób magiczny nagle uzyskamy brakujące 30 proc. środków, niczego nie zmieniając w samym systemie. Na podstawie własnych doświadczeń w kierowaniu trzema szpitalami, które w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy zostały skonsolidowane, wiem, że taki proces łączenia szpitali należy prowadzić z wielką determinacją. W wielu miastach występuje ogromne rozproszenie sił i środków, np. są szpitale, które blisko ze sobą sąsiadują i powielają te same usługi. Mamy też w Polsce sąsiadujące szpitale, z których każdy dysponuje pralnią, kuchnią czy sterylizatornią. Kierunek konsolidacji i centralizacji usług jest nieodwracalny. Wiąże się to z głębokimi zmianami restrukturyzacyjnymi. Potrzebna jest również ścisła kontrola wykorzystywania środków pozyskiwanych z powszechnego ubezpieczenia. Trzeba kierować środki tylko tam, gdzie rzeczywiście wykonywane są świadczenia. NFZ powinien przyjrzeć się, czy we wszystkich placówkach, z którymi współpracuje, wykorzystanie tych środków jest właściwe oraz czy zasadne jest finansowanie wszystkich istniejących placówek.
Trzeci rodzaj koniecznych zmian dotyczy wielkości funduszy przeznaczanych na funkcjonowanie systemu. Jestem przeciwny automatycznemu podwyższaniu składki, bo to najprostszy zabieg, który jednak nie inspiruje do przeprowadzenia niezbędnych zmian. Należy za to dopuścić do finansowania systemu także z innych źródeł
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Anna Gwozdowska