Nie ratować nieudaczników

Anna Gwozdowska
opublikowano: 14-09-2005, 00:00

"Pewna część szpitali musi ulec likwidacji, co do tego nikt nie ma żadnych wątpliwości. Problem polega na tym, że żaden starosta nie zlikwiduje swojego szpitala, bo jest na danym terenie wybierany. Sprawę dałoby się rozwiązać, gdyby szpitale pozostawały w gestii wojewody, ktorego się nie wybiera tylko mianuje. On mógłby przygotowywać i realizować plan zabezpieczenia zdrowotnego na swoim terenie, bez obaw o reakcję miejscowej społeczności" - twierdzi Maria Gajecka-Bożek z Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W jaki sposób można udoskonalić system ubezpieczeniowy, za którego utrzymaniem opowiada się SLD?

Maria Gajecka-Bożek: Składka na ochronę zdrowia powinna być wyższa. Osiem lat temu proponowaliśmy w parlamencie stawkę w wysokości 10 proc. To było minimum, które pozwalałoby służbie zdrowia funkcjonować. Wszystko zaczęło się ?sypać", kiedy zmniejszono stawkę do 7,5 proc. i przyjęto bzdurną ustawę o 203 zł, która wpędziła szpitale w długi.

Co należy zmienić w systemie, aby pieniądze z podwyższonych składek nie zostały zmarnowane?

- Z przykrością przyznaję, że jakaś część tych pieniędzy jest marnotrawiona. Dlatego, choć kontrole są niezbyt mile widziane, musi ich być więcej. Pieniądze w systemie muszą wreszcie trafiać tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Jestem pediatrą i widzę np. ile migdałków wycina się dzieciom, bo NFZ za to płaci.

Czy SLD poprze decentralizację systemu?

- Centralizacja nie jest taka zła. Dzięki centralizacji, tak jak dotąd, będziemy w stanie wprowadzać programy zdrowotne. W ten sposób udało się wprowadzić ?rozszczepowy" program dla dzieci, zorganizowany właśnie przez centralę. Dzięki tej samej centralizacji uda się nam w tym roku zoperować wszystkie dzieci głuche i zlikwidować kolejkę oczekujących. Gdyby nie było centralizacji, tylko dzieci z bogatych oddziałów NFZ miałyby szansę na taką operację.

Jak naprawić sytuację finansową szpitali?

- Na ponad 800 szpitali około 280 nie ma długów, mimo że wypłaciły zobowiązania z tytułu ustawy o 203 zł, a to oznacza, że wiele zależy od poziomu zarządzania.

Dlaczego więc SLD tolerował nominacje menedżerskie z klucza politycznego?

- Ja osobiście tego nie tolerowałam. Chciałabym doczekać czasów, w których nowego pracownika pytają o to, co umie robić, a nie skąd jest.

Czy SLD będzie się sprzeciwiał likwidacji niektórych szpitali?

- Nie będziemy się temu sprzeciwiać. Lepiej jest dojechać do dobrze wyposażonego szpitala, gdzie można zrobić wszystkie badania, niż inwestować w mury. To jest bardzo trudny problem, bo każdy starosta chce mieć na swoim terenie szpital, ponieważ to miejsce pracy dla wielu mieszkańców powiatu. Ale jeśli ten szpital nie spełnia wymogów sanitarnych i nie wykonuje całego profilu badań, to tego typu placówki należy przekształcać w oddziały pielęgnacyjno-opiekuńcze. Ostateczna decyzja i tak należy do samorządowców.

Centrala wysyła szpitalom sprzeczne sygnały. Z jednej strony pozostawia im podjęcie ostatecznej decyzji, z drugiej co pewien czas państwo funduje publicznym szpitalom oddłużenie, zniechęcając do odważnych zmian...

- Państwo nie powinno już ratować nieudaczników.

Ile szpitali powinno podlegać restrukturyzacji bądź likwidacji?

- Nie znam takich danych, ale powtarzam, iż problem polega na tym, że żaden starosta nie zlikwiduje swojego szpitala, bo jest na danym terenie wybierany.

To jak rozwiązać ten problem?

- Sprawę dałoby się rozwiązać, gdyby szpitale pozostawały w gestii wojewody, którego się nie wybiera, tylko mianuje. Wojewoda będzie mógł przygotować plan zabezpieczenia świadczeń medycznych na swoim terenie i zdecydować, które szpitale są rzeczywiście potrzebne, bez obaw o reakcję miejscowych społeczności. Pewna część szpitali musi ulec likwidacji, co do tego nikt nie ma żadnych wątpliwości.

Czy SLD będzie popierać wprowadzenie ubezpieczeń dodatkowych?

- Nie unikniemy tego, ponieważ tak działa ochrona zdrowia na całym świecie, pod warunkiem, że każdego obywatela obejmuje ubezpieczenie powszechne. To kwestia solidarności społecznej, w ramach której bogatsi dopłacają do leczenia biedniejszym. Nie może być tak, że stworzymy prywatne ubezpieczenia i ludzie bogaci odejdą do prywatnego sektora, a cała rzesza emerytów i rencistów zostanie w sektorze ubezpieczeń społecznych.

Co w takim razie rozumie pani przez ubezpieczenia dodatkowe?

- Trzeba się zastanowić, które usługi ponadstandardowe można dodatkowo ubezpieczyć. W stomatologii będą to lepsze wypełnienia, np. światłoutwardzalne. Mogą to być również operacje plastyczne.

Ale to jest możliwe już teraz, a ubezpieczenia dodatkowe mają sens ekonomiczny tylko wtedy, gdy obejmą szerszy zakres usług...

- Na operację stawu biodrowego w ramach ubezpieczenia podstawowego na całym świecie się czeka. Jeśli pacjent ubezpieczy się dodatkowo, może mieć operację wykonaną od razu.

Czyli proponują państwo dodatkowe ubezpieczenia na skrócenie kolejki, ale już nie na bardziej nowoczesny sposób leczenia?

- O tym nie może być mowy. Nie zgadzamy się, aby ktoś, kto ma więcej pieniędzy, był lepiej leczony niż ten, który ma mniej. To jest niezgodne z dewizą naszej partii.



Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.