Nie chciane polskie testy do wykrywania krwi w kale

Monika Wysocka
opublikowano: 15-10-2003, 00:00

Krew w kale może świadczyć o zaawansowanej chorobie wrzodowej, polipach lub chorobie nowotworowej. Wczesne rozpoznanie przyczyny może pomóc w porę uchwycić proces chorobowy i zasugerowć właściwe leczenie. Polscy naukowcy opracowali tani i łatwy do przeprowadzenia test do wykrywania krwi w kale. Niestety, nie ma chętnych do produkowania tego testu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Krew ukryta w kale pochodzi przede wszystkim z krwawień dojelitowych, choć czasami może wynikać także z diety (surowe mięso, przetwory z krwi, np. kaszanka) lub przypadkowych zranień jamy ustnej i przełyku. Jeśli jednak wykluczymy te powody, to obecność krwi w kale jest niepokojącym objawem chorobowym, wymagającym zgłoszenia go lekarzowi. Przyjmuje się, że mężczyźni po ukończeniu 45, a kobiety 55 roku życia powinni raz w roku profilaktycznie wykonać test wykluczający obecność krwi w kale, nawet jeśli nie skarżą się na żadne dolegliwości. Tymczasem w Polsce do tych zaleceń stosuje się niewielki procent społeczeństwa. Wynika to prawdopodobnie z braku wiedzy i dbałości o własne zdrowie, ale także z braku możliwości. Na naszym rynku powszechnie dostępny jest tylko jeden rodzaj testu bardzo wysokiej klasy (test enzymatyczny), ale drogi (ok. 45 zł za jedno oznaczenie).
Zrób to sam
Pięć lat temu zespół specjalistów z Instytutu Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN w Warszawie opracował polski odpowiednik takiego testu. Składa się on z trzech ?książeczek" testowych, oznaczonych numerami: 1, 2, 3 i przeznaczonych do badania kału w ciągu trzech kolejnych dni, kompletu sześciu drewnianych szpatułek do nanoszenia kału na pola testowe oraz instrukcji użycia wraz ze wskazaniami dotyczącymi diety. ?Test jest na tyle prosty, że naniesienie próbki kału bez problemu każdy może wykonać sam. Dalsze czynności, czyli wywołanie wyniku również można zrobić samodzielnie lub po zebraniu próbek z trzech dni przekazać je do wywołania w pracowni analitycznej" - wyjaśnia jeden z autorów testu doc. dr hab. Andrzej Chwojnowski z IBiIB PAN. Jest to test półsuchy, w którym jako wywoływacz używany jest roztwór nadtlenku wodoru, czyli popularna woda utleniona.
?Zasada działania testu opiera się na pseudoperoksydazowych właściwościach hemoglobiny. Jeśli w kale jest krew, to hemoglobina w niej zawarta katalizuje utlenienie chromogenu (w tym przypadku to ekstrakt z gumy gwajakowej) do formy barwnej" - tłumaczy A. Chwojnowski.
W praktyce oznacza to, że na oznaczone na teście pola, po wcześniejszym umieszczeniu w nim próbek kału, należy nanieść po 2-3 krople wody utlenionej. Po upływie minuty widoczny będzie wynik, który dla pewności należy porównać z polem kontrolnym. Pojawienie się nawet słabego niebieskiego zabarwienia świadczy o występowaniu krwi w kale. Taki wynik jest wystarczającym powodem, by skonsultować go z lekarzem.
Zdążyli dzięki testowi
Podstawową zaletą polskiego testu miała być jego cena. Według wyliczeń, cały komplet trzech testów miał kosztować około 5 zł. Technologia opracowana 5 lat temu pozwalała na to. Wyprodukowano serię pilotażową (około 1000 zestawów). 300 z nich przetestowano na pacjentach Oddziału Gastroenterologii Szpitala Wolskiego w Warszawie. Tylko dwa z nich wykazały niezgodność z późniejszymi powtórzeniami badań, co jak na analizę medyczną jest bardzo dobrym wynikiem. ?Przeprowadzaliśmy także badania w innych miejscach - na 500 ochotnikach z różnych ośrodków zdrowia. Wręczałem testy osobiście z namową, by spróbowali. Dostałem 250 odpowiedzi, z czego kilkanaście okazało się pozytywnych. To sporo. Pół roku później odezwała się do mnie pewna kobieta, która zrobiła sobie test, a ponieważ wynik wykazał problem, zgłosiła się do lekarza. Przeszła dwie operacje, po których lekarze powiedzieli, że gdyby przyszła trzy miesiące później, nie miałaby szans na przeżycie. To była dla mnie najlepsza nagroda. Potem odezwało się jeszcze dwóch panów, którzy także dzięki tym testom dotarli do lekarza na tyle wcześnie, że udało się zapobiec rozwojowi poważnej choroby. Nie mam wątpliwości, że wprowadzenie takiego testu na polski rynek mogłoby uratować zdrowie, a nawet życie wielu osobom" - opowiada doc. A. Chwojnowski.
Bez szans
na masową produkcję?
Pomysłem produkcji testów udało się zainteresować kilka firm. Jedna z nich robiła już nawet bardzo poważne logistyczne przymiarki do produkcji, jednak sytuacja na rynku sprawiła, że wycofała się ze wszystkiego. Problem polega nie tyle na kosztach produkcji, ile na kosztach promocji całego przedsięwzięcia, na rozpowszechnieniu informacji o nim. ?Bo dopiero gdy społeczeństwo, które ma z niego korzystać i lekarze, którzy będą namawiali swoich pacjentów do stosowania dowiedzą się o jego istnieniu, takie przedsięwzięcie stanie się opłacalne, a koszty się zwrócą" - tłumaczy doc. A. Chwojnowski.
Na razie nikt nie zdecydował się podjąć tego wyzwania, jednak twórcy testu wciąż wierzą, że taki moment nadejdzie.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.