Urzędnicza hydra kąsa boleśnie
Sławomir Badurek oburza się sposobem traktowania obywateli przez państwo
Można się zastanawiać po co komu wielostronicowy druk, który tak naprawdę niczego nie poprawia, a wręcz pogarsza, bo sam w sobie prędzej czy później stanie się odpadem. W przypadku gabinetów lekarskich, które przed zarejestrowaniem muszą spełniać ściśle określone wymogi sanepidu i izby lekarskiej, a potem są przez nie wizytowane i w razie czego przywoływane do porządku, są to wątpliwości uzasadnione. Ale być może zamiast kręcić nosem powinienem się cieszyć, że mająca pół miliona głów urzędnicza hydra nie wpadła jeszcze na pomysł, by nałożyć na przedsiębiorców, w tym – jakże by inaczej lekarzy – obowiązek corocznej sprawozdawczości na temat emitowanego w ramach działalności gospodarczej CO2.
Już widzę okazały formularz, przygotowany specjalnie w tym celu. Ilu pacjentów zostało przyjętych? Ilu z nich miało wzdęcia? A ilu się odbiło? To tylko propozycje pytań. Za brak złożenia sprawozdania w terminie – kara. Najlepiej jedna, by nie trzeba było się zastanawiać, jak głęboko sięgnąć do kieszeni. Może to być na przykład 10 tysięcy złotych. Tyle kosztuje niezłożenie sprawozdania o odpadach. I nieważne, czy ktoś w ogóle nie dopełnił obowiązku ,czy też spóźnił się zaledwie o jeden dzień. Jesteś śmiecącym przedsiębiorcą i nie informujesz o tym we właściwy sposób, to płać. Prosta, zero-jedynkowa urzędnicza logika. Marszałek województwa łódzkiego posłużył się nią 177 razy. Około 70 kar zostało nałożonych na lekarzy i lekarzy dentystów. Dziesięć tysięcy to dla małej firmy, takiej jak większość gabinetów lekarskich i dentystycznych, prawdziwy cios. Niekiedy wręcz nokaut oznaczający upadek firmy. Oj, ma szczęście Mirosław Drzewiecki, było nie było poseł ziemi łódzkiej, że nie podpadł partyjnemu koledze kierującemu tamtejszym urzędem wojewódzkim. Mają też szczęście lekarze z innych województw, których marszałkowie nie są jak na razie tak gorliwi w tropieniu łamiących przepisy.
No właśnie, szczęście. Czy po 22 latach od transformacji ustrojowej i siedmiu, jakie upłynęły od naszej akcesji do UE nadal musimy na nie liczyć w relacjach państwo - obywatel? Jak długo jeszcze podział na równych i równiejszych będzie tak jaskrawo widoczny? Przez ile jeszcze lat termin „przyjazne państwo” będzie się kojarzył fasadowej komisji sejmowej? Nie ma widoków na pozytywne zmiany. Na pocieszenie musi wystarczyć fakt, że łódzki Urząd Marszałkowski wstrzymał w ostatnich dniach marca nakładanie kar na przedsiębiorców, którzy nie złożyli w terminie sprawozdań dotyczących utylizacji odpadów. Chcę wierzyć, że stało się tak pod wpływem silnego i w pełni uzasadnionego obywatelskiego wzburzenia, a nie znalezienia się w gronie pokrzywdzonych któregoś z krewnych i znajomych królika.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Sławomir Badurek