Musimy budować świadomość na temat szczepień w cyklu całego życia
Do dyskusji na temat wagi szczepień ochronnych, która odbyła się podczas kolejnej edycji konferencji “Polityka lekowa” wprowadził prelegentów i uczestników konferencji prof. dr hab. n. med. Andrzej M. Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.

W dyskusji uczestniczyli:
- Prof. dr hab. n. med. Krzysztof J. Filipiak, przewodniczący Zespołu ds. Polityki Lekowej i Farmakoterapii Naczelnej Rady Lekarskiej
- Juliusz Krzyżanowski, adwokat kierujący praktyką Healthcare & Life Sciences w Baker McKenzie Krzyżowski i Wspólnicy
- Dr hab. n. med. Ewa Augustynowicz, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH — Państwowy Instytut Badawczy
- Prof. dr hab. n. med. Jarosław Pinkas, krajowy konsultant w dziedzinie zdrowia publicznego
- Dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego
- Ks. dr Arkadiusz Nowak, prezes Instytutu Praw Pacjenta
- Prof. dr hab. n. biol. Agnieszka Szuster-Ciesielska, Instytut Nauk Biologicznych, Katedra Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie
WPROWADZENIE
Prof. Andrzej M. Fal odniósł się do zapisów dokumentu „Polityka lekowa państwa na lata 2018-2022”, punktując, czego nie udało się zrealizować, i wskazując, co i dlaczego powinno znaleźć się w kolejnej edycji dokumentu.
– Ochrona przed chorobami zakaźnymi jest jednym z podstawowych zadań, jakie stoją zarówno przed kreatorami zdrowia publicznego, jak i osobami zarządzającymi państwem. Dlatego oczywisty jest fakt, że kwestia szczepień ochronnych znalazła się w dokumencie „Polityka lekowa — mówi prof. Andrzej M. Fal.
Potrzebna większa ochrona zdrowia osób dorosłych i starszych
Specjalista jest zdania, że w Polsce potrzebne są działania, które zwiększą dostęp do szczepień także w populacji dorosłych.
– Jesteśmy społeczeństwem starzejącym się. A co za tym idzie będzie przybywało pacjentów z chorobami przewlekłymi, które są najczęstsze w jesieni życia. I także w tym kontekście należy mówić o szczepieniach, bo to istotna forma profilaktyki, która pozwala na zapobieganie chorobom zakaźnym w wieku dorosłym i ograniczanie w ten sposób progresji chorób przewlekłych. Na przykład u pacjenta z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP), który zapadnie na grypę, dochodzi do zaostrzenia choroby podstawowej. Jednak nawet po opanowaniu zaostrzenia i wyleczeniu infekcji kondycja zdrowotna pacjenta pozostaje trwale pogorszona. Zatem szczepienie przeciw chorobie infekcyjnej nie tylko zmniejsza ryzyko jej wystąpienia, ale również, a może przede wszystkim, zapobiega groźnym powikłaniom i pogorszeniu przebiegu chorób przewlekłych płuc, serca, nerek itd. W „Polityce lekowej” zabrakło wyraźnego podkreślenia tej kwestii — stwierdza prof. Andrzej M. Fal.
Ekspert zwrócił uwagę, że zapalanie płuc jest czwartą pod względem częstości przyczyną zgonu wśród Polaków.
– Dominującym patogenem jest bakteria Streptococcus pneumonia, która jest groźna nie tylko dla dzieci, ale także ich dziadków. Ryzyko ciężkiego zakażenia wywołanego tą bakterią wzrasta już po 50. roku życia. Bardzo popieram zapis dotyczący wprowadzenia szczepień przeciwko pneumokokom, ale nie tylko dla dzieci, lecz także dla osób starszych. Te szczepienia są obecnie zalecane, natomiast fakt, że pacjenci muszą za nie płacić, w praktyce sprawia, iż jest to zapis martwy, bo szczepi się garstka z tych, którzy powinni. Wtedy na pewno responsywność będzie dużo większa — komentuje prof. Fal i dodaje, że konieczne jest wskazanie sposobu finansowania tych szczepień wśród dorosłych.
Dodatkowe argumenty: korzyści społeczne i ekonomiczne
Badania Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego pokazują, że o skuteczności szczepień przeciwko pneumokokom można mówić nie tylko w kontekście medycznym, ale także społecznym i ekonomicznym.
– W przypadku zaszczepienia pracownika zwrot kosztu szczepionki następuje w ciągu 2 lat od momentu wakcynacji. Unikamy dzięki temu zjawiska prezenteizmu czy absenteizmu. Mówimy tutaj o osobach aktywnych zawodowo, czyli tych między 50. rokiem życia, gdzie jest rekomendacja tej szczepionki, a 65. r.ż. u mężczyzn, kiedy wchodzą oni w ustawowy wiek emerytalny. Ten ekonomiczny punkt widzenia to jest dodatkowy argument przemawiający za potrzebą zwiększenia dostępu do szczepienia — wskazuje prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.
Kolejnym szczepieniem, które zdaniem prof. Fala powinno stać się łatwiej dostępne finansowo w populacji dorosłych, jest szczepienie przeciwko grypie.
– Jest ono nadal rekomendowane u wszystkich dorosłych, szczególnie chorujących przewlekle, co w praktyce oznacza potrzebę szczepień większości osób po 55. roku życia. Z roku na rok widzimy, że epidemie grypy są coraz większe. W związku z tym koszty społeczne, obciążenie systemu ochrony zdrowia, również są coraz większe. Przykładowo: w listopadzie 2022 r. zwolnienie lekarskie wzięło 1,8 mln pracowników, więcej niż 10 proc. pracujących w Polsce. To pokazuje skalę problemu gospodarczo-społecznego, jakim są choroby infekcyjne, w tym grypa. Być może w standardzie medycyny pracy jest miejsce dla szczepienia pracujących przeciw grypie sezonowej? — pyta prof. Andrzej M. Fal.
Specjalista dodaje, że wytyczne towarzystw naukowych podkreślają potrzebę szczepień ochronnych w populacjach pacjentów z chorobami sercowo-naczyniowymi czy pulmonologicznymi.
– To światowe standardy, przygotowane na podstawie analiz medycznych i ekonomicznych. I jeśli chcemy iść z duchem czasu, a nie zostać w tyle, to musimy zainwestować jako państwo w szczepienie obywateli — podsumowuje prof. Fal.
REKOMENDACJE EKSPERTÓW

Dyskutując o wadze szczepień w kontekście polityki lekowej państwa, za priorytet uważam stworzenie kalendarza szczepień dla osób dorosłych. To zadanie, które na ministra zdrowia nałożył zresztą organ pełniący funkcję Trybunału Konstytucyjnego, wydając niedawno wyrok w tej sprawie. Czekamy zatem na stosowne rozporządzenie. Czy się doczekamy? Trudno powiedzieć.
Jestem kardiologiem, w związku z tym przypomnę, że wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego wyraźnie stwierdzają, iż każdy pacjent z niewydolnością serca, a takich mamy w Polsce 1,2 mln osób, powinien być co roku zaszczepiony przeciwko grypie. Powinien mieć również aktualne szczepienie przeciwko pneumokokom. Wspomniano też o roli szczepienia przeciwko COVID-19 — według aktualnie obowiązujących zaleceń w danym kraju, uzależnionych od sytuacji epidemiologicznej.
Aż prosi się, żeby dla tej populacji, pacjentów z niewydolnością serca, wprowadzić takie szczepienia jako element opieki koordynowanej. Okazuje się, że szczepienia przeciwgrypowe w tej populacji chronią nie tylko przed grypą, ale — co ważniejsze dla kardiologów — przed dodatkową hospitalizacją z powodu niewydolności serca, przed zgonem, zawałem i udarem mózgu.
Grupami szczególnego ryzyka, które także wymagają wspomnianych przez mnie szczepień, są osoby po zawale serca, po rewaskularyzacji wieńcowej (angioplastyka wieńcowa lub by-passy), pacjenci z przewlekłą chorobą wieńcową (dawniej nazywaną stabilną chorobą niedokrwienną serca). Mamy w Polsce dobrze działające programy opieki koordynowanej w tej grupie, np. program KOS-zawał i jednym z jego elementów powinno być doroczne szczepienie przeciwko grypie.
Wspomniałem o świeżo wprowadzonym programie koordynowanej opieki nad pacjentem z niewydolnością serca w POZ — i tutaj także należałoby uwzględnić szczepienia. Do tego potrzeba jednak odwagi urzędników, kreujących politykę zdrowotną w naszym kraju, jak i wiedzy o najnowszych zaleceniach. To powinna być domena dobrze zorganizowanej polityki zdrowotnej.
Oczywiście jestem za tym, by szczepionki te dla pacjentów z grup ryzyka były bezpłatne. Tylko wtedy możemy mieć nadzieję, że taki program szczepień odniesie sukces.
Na koniec dodam, że kluczowa jest edukacja na temat szczepień, która powinna być prowadzona od najmłodszych lat. Dlaczego? Bo rzetelna i ugruntowana wiedza to najlepsza broń przeciwko dezinformacji, szerzonej dziś powszechnie przez tzw. influencerów antyszczepionkowców. Ich głos trafia do osób, którym wiedzy na temat szczepień brakuje, przez co stają się podatni na manipulacje. Proszę spojrzeć w moje media społecznościowe — zwłaszcza konto twitterowe @kjfilipiak — zobaczycie Państwo, co wypisują anonimowe konta na każde wspomnienie o szczepieniach.
Niezbędne są także stanowcze i konkretne działania wobec osób, które szerzą antynaukę i namawiają innych do tego, by rezygnowali ze szczepień czy nie stosowali leków. Dziś takich zdecydowanych działań brakuje, co skutkuje m.in. nasilaniem się postaw antyszczepionkowych.

W dyskursie publicznym na temat szczepień często pada pytanie o możliwości wprowadzenia zmian legislacyjnych, dzięki którym pracodawca mógłby wymagać od pracownika pewnych szczepień, istotnych z punktu widzenia epidemiologicznego. Dziś przepisy prawa pracy nie pozwalają na zobowiązanie pracowników do zaszczepienia się przeciwko grypie, COVID-19 czy jakiejkolwiek innej chorobie. Jest to dobrowolne, w związku z tym nie ma też możliwości wyciągnięcia negatywnych konsekwencji względem pracowników, którzy się nie zaszczepią.
W przypadku różnicowania sytuacji pracowników ze względu na status szczepienny (przy założeniu, że sami podzielą się odpowiednią informacją z pracodawcą), pracodawcy mogą narazić się na zarzut nierównego traktowania pracowników. Niemniej jednak można rozważyć działania i akcje motywacyjne, które zachęcałyby pracowników do skorzystania z tej formy profilaktyki.
W czasie pandemii nie podjęto daleko idących kroków dotyczących wprowadzenia obowiązku szczepienia przeciwko COVID-19. Decyzja w tej kwestii należała do każdego z nas. Skoro w tak kryzysowej sytuacji nie zdecydowano się na bardziej radykalne działania, to oznacza, że nie ma dziś politycznej woli, by zaostrzać prawodawstwo z zakresie szczepień.
O tym, że nakazy nie wystarczą, widać chociażby na przykładzie realizacji programu szczepień ochronnych dla dzieci. Z jednej strony są one obowiązkowe, ale z drugiej nie ma realnej i dolegliwej sankcji za brak zaszczepienia dziecka w ramach PSO, co powoduje, że niektórzy rodzice świadomie z nich rezygnują. Oczywiście, jest możliwe nałożenie na rodziców czy opiekunów kary pieniężnej bądź administracyjnej, natomiast sam minister zdrowia w dokumencie „Polityka lekowa” stwierdził, że system monitorowania braku szczepień jest nieefektywny i wymaga poprawy.
Podsumowując: nie zmuszajmy, tylko zachęcajmy i edukujmy. To jest kluczowe. Na pewno ważne jest też skrócenie ścieżki dostępu do szczepionki i rozszerzenie katalogu miejsc, w których wykonywane są szczepienia.

Jeżeli mówimy o realizacji programu szczepień ochronnych (PSO), to najczęściej przywoływanym wskaźnikiem jest ten dotyczący liczby uchyleń od szczepień obowiązkowych. Warto pamiętać, że to jest tylko jeden z wielu wskaźników, a kluczowym wskaźnikiem oceny realizacji PSO jest stan zaszczepienia przeciwko poszczególnym chorobom. I na tym polu cały czas sytuacja jest stabilna. To też powinno wybrzmieć, bo chyba zbyt rzadko mówi się o tym w przestrzeni publicznej.
W mojej ocenie, obecnie najbardziej niepokojące jest to, że liczba uchyleń od szczepień obowiązkowych jest bardzo zmienna w różnych częściach Polski. Jeżeli taką analizę przeprowadzimy w poszczególnych województwach, a jeszcze głębiej — w poszczególnych powiatach, to widzimy ogromne zróżnicowanie dla akceptacji „kalendarza szczepień”. Przykładem może być bardzo dobra realizacja PSO w województwie warmińsko-mazurskim i niepokojący spadek akceptacji dla szczepień w ostatnim czasie w sąsiednim województwie podlaskim. W efekcie mamy rejony, gdzie gromadzi się większa liczba dzieci niezaszczepionych, co realnie grozi wystąpieniem lokalnych ognisk epidemicznych.
Widzimy także zróżnicowanie w odniesieniu do konkretnych szczepionek. Niektóre szczepienia są cały czas bardzo dobrze realizowane. Na przykład dane z ubiegłego roku wskazują, że w przypadku szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B ponad 97 proc. dzieci przyjęło wszystkie dawki według zalecanego schematu, co jest świetnym wynikiem. Takiego stanu zaszczepienia można by sobie życzyć w odniesieniu do innych szczepionek, m.in. przeciw odrze, śwince i różyczce. W tym przypadku według danych z 2022 r. pierwszą dawkę przyjęło nieco poniżej 91 proc. dzieci, a drugą już tylko 87 proc. To znacznie poniżej progu, który jest wskazywany jako zalecany do utrzymania odporności zbiorowiskowej.
Jak temu zaradzić? Wydaje się, że obecnie jest niezwykle ważne, by działania edukacyjne promujące szczepienia kierowano oddzielnie do pracowników ochrony zdrowia, rodziców dzieci i nastolatków, dorosłych zainteresowanych szczepieniami — z uwzględnieniem specyfiki każdej z tych grup. Istotne jest także, by działania te odnosiły się do wyzwań związanych z najsłabiej akceptowanymi szczepionkami.
Aby prowadzone działania edukacyjne były efektywne, powinniśmy też poznać czynniki wpływające na słabszą akceptację dla szczepień w różnych miejscach Polski. Duże różnice w tej akceptacji między sąsiednimi województwami pokazują, że poza wpływem Internetu i mediów społecznościowych (na który wszyscy jesteśmy podobnie narażeni), cały czas wiele innych czynników może widocznie wpływać na decyzje dotyczące szczepień. I dlatego jest ważne, aby środki zaradcze wychodziły naprzeciw poznanym wyzwaniom i były zintensyfikowane w województwach czy powiatach, gdzie obawy dotyczące szczepień są najwyższe.

Sytuację w zakresie chorób zakaźnych w krajach rozwiniętych jeszcze do niedawna diagnozowano jako stabilną i korzystną. Stało się tak w efekcie postępu sanitarno-higienicznego, wynalezienia i stosowania antybiotyków, rozpowszechnienia szczepień populacyjnych i postępu medycyny na wielu polach. Pandemia COVID-19 boleśnie przypomniała społeczeństwom na całym świecie o istnieniu chorób zakaźnych i ich wpływie na zdrowie publiczne.
W ostatnich latach w Polsce wydarzyło się wiele dobrego, jeżeli chodzi o szczepienia. Do programu szczepień ochronnych zostały dołączone szczepienia przeciwko rotawirusom, przeciwko pneumokokom adresowane dla dzieci, startują szczepienia przeciwko HPV.
Trwa kampania wyborcza i politycy mówią o bezpłatnych lekach dla różnych grup pacjentów, co samo w sobie jest oczywiście dobre. Życzyłbym sobie jeszcze, by w tej narracji pojawiła się deklaracja większego dostępu do szczepień, np. przeciwko pneumokokom dla dorosłych osób z grup ryzyka. Analizy zdrowotne i ekonomiczne takich działań zrobiono już dawno i są one jednoznaczne: redukcja powikłań zakażeń wywołanych przez te bakterie zmniejszyłaby liczbę hospitalizacji. Działania te wpłynęłyby również na lepszą jakość i długość życia wśród pacjentów, których objęłyby szczepienia.
Dyskutując o szczepieniach, należy zwrócić uwagę na fakt, że jako profesjonaliści medyczni w ostatnich latach zyskaliśmy duże wsparcie wśród pracodawców, którzy coraz częściej rozumieją i doceniają wagę tej formy profilaktyki, a co ważne, również chętnie z niej korzystają. Warto też powiedzieć o tym, że w ostatnich latach jesteśmy świadkami spektakularnego wzrostu roli farmaceutów w budowaniu zdrowia publicznego w Polsce. Ta ważna grupa zawodowa zaczęła szczepić pacjentów przeciwko grypie i COVID-19. Myślę, że dobrze by było, gdyby te możliwości rozszerzyć także o inne szczepionki, które są bezpieczne i mogą być spokojnie oferowane pacjentom przez naszych kolegów aptekarzy. Zachęcanie do tej formy profilaktyki i sprawne przeprowadzanie szczepień powinno być swoistą medyczną racją stanu.

Profilaktyka staje się głównym celem strategicznym w budowaniu zrównoważonego systemu ochrony zdrowia w Polsce. Widoczna w ostatnich latach zmiana paradygmatu bardzo cieszy. Stajemy się powoli, ale jednak społeczeństwem zorientowanym na zdrowie, a nie na chorobę. Działania pobudzające ten trend powinny być elementem strategii rozwoju społeczno-gospodarczego całego państwa, nie tylko ministra zdrowia.
To wyzwanie, w które muszą zaangażować się różne resorty: ochrony środowiska, rolnictwa, przemysłu, edukacji, sportu, kultury, infrastruktury i wiele innych. Nie ma możliwości, aby tylko i wyłącznie aktywnością pracowników sektora ochrony zdrowia i opierając się na bardzo skromnych zasobach poradzić sobie z ukształtowaniem prozdrowotnych zachowań Polaków. To muszą być działania rozpisane na dekady i konsekwentnie realizowane. Analizy międzynarodowe pokazują, że udaje się to tylko tym, którzy równolegle prowadzą działania na wielu polach, integrują wiele polityk na rzecz ochrony zdrowia, dając sobie szanse na realne ograniczenie tsunami chorób cywilizacyjnych.
Musimy stworzyć mapę potrzeb w zakresie zdrowia publicznego. Potrzebny jest system, który pozwalałby nam znacznie głębiej, w realnym czasie, a nie tylko w badaniach przesiewowych, mierzyć skalę różnych zjawisk zagrażających zdrowiu publicznemu w przyszłości. Także w zakresie szczepień.
Pracujemy obecnie w zespole przy radzie NFZ nad projektem, który dostarczy każdej placówce POZ pakiet informacji o poziomie osiągnięcia wskaźników określających jakość realizacji kluczowych zadań na rzecz pacjenta — w porównaniu do średniej i mediany w gminie, w gminach sąsiednich, w powiecie, województwie, kraju. Wśród tych wskaźników znajdą się te dotyczące wyszczepialności dzieci i młodzieży oraz odsetka dorosłych kwalifikowanych do kluczowych badań profilaktycznych, którzy zostali nimi objęci. Taka informacja zwrotna będzie bardzo ważnym narzędziem do poprawy efektywności organizacji świadczeń, a samemu płatnikowi dostarczy wiedzy nt. rzeczywistych barier i ich skali, których pokonanie wymaga nie tylko zaangażowania menedżera przychodni, ale nierzadko także regulatora.
Dyskutujemy dziś o rozwiązaniach praktycznych, które mają zwiększyć dostęp do szczepień i poprawić nastawienie do tej formy profilaktyki. Osobiście jestem zwolenniczką tzw. ulgi zdrowotnej, np. odliczenia od podatku lub w postaci bonu zdrowotnego na inne usługi medyczne dla tych, którzy odpowiedzialnie podchodzą do swojego zdrowia i regularnie uczestniczą w badaniach profilaktycznych. Badania opinii wskazują, że zdecydowana większość uznaje to rozwiązanie za skuteczny motywator do zmiany postawy wobec profilaktyki.

Natura ludzka ma to do siebie, że bardzo szybko oswaja rzeczy, które początkowo budzą jej lęk czy wręcz strach. Pamiętamy, co działo się na początku pandemii COVID-19: wszyscy stosowali się do obostrzeń, a gdy pojawiły się pierwsze szczepionki, to było zdecydowanie więcej chętnych niż dostępnych preparatów.
Z czasem strach przed COVID-19 osłabł, coraz częściej słychać było głosy negujące potrzebę szczepień. Może dlatego, że Polacy nie byli świadkami tak dramatycznych scen, jak np. Brazylijczycy. W ich kraju zakażeń było tak dużo, że system ochrony zdrowia tego nie udźwignął i potrzebne były masowe groby, bo zgonów było tak dużo! My nie mieliśmy takich sytuacji w Polsce i bardzo szybko przyzwyczailiśmy do tego, co na początku uważaliśmy za bardzo niepokojące. A lęk jest jednak tym argumentem, który silnie przemawia do wyobraźni.
Jestem zwolennikiem edukacji i jeszcze raz edukacji. Przy czym trzeba pamiętać, że na wszystkie efekty zdrowotne profilaktyki czeka się długo. Także w przypadku szczepień populacyjnych. I nie uda się zbudować świadomości na temat szczepień wśród dorosłych bez mobilizacji pacjentów.
Jestem przewodniczącym Rady Organizacji Pacjentów przy Ministrze Zdrowia i ostatnio mówiliśmy o tym, że należy powołać grupę roboczą do spraw szczepień w cyklu całego życia, by ten ważny temat był priorytetem nie tylko w teorii, ale także w praktyce.
Na koniec zaznaczę, że organizacje pacjentów niejednokrotnie zwracały uwagę na wagę szczepień w ciągu całego życia człowieka. Była mowa o tym m.in. w Deklaracji Karpackiej dla Zdrowia, której rekomendacje były przedstawione podczas Forum Ochrony Zdrowia w Karpaczu, jak również w ramach Sojuszu na rzecz zwalczania chorób zakaźnych układu oddechowego. To są inicjatywy oddolne, niemniej bardzo ważne, bo głos pacjentów staje się słyszalny także na ul. Miodowej.

Życzyłabym sobie, aby w kolejnej edycji dokumentu „Polityka lekowa państwa”, jeżeli taka strategia powstanie, został wprowadzony tzw. kalendarz szczepień dla osób dorosłych. Analogicznie do rozwiązań, jakie mamy dla dzieci. Taki zapis w dokumencie o randze rządowej byłby bardzo ważny dla środowiska lekarzy rodzinnych. Mogliby oni swoim starszym pacjentom zaproponować szczepienia przypominające, które powinno się powtarzać co 10 lat, jak np. przeciwko krztuścowi, tężcowi, błonicy.
Co więcej, one powinny być bezpłatne. Tak, aby nasi seniorzy mogli faktycznie z nich skorzystać. Brak refundacji czy tylko częściowa dopłata to dla wielu starszych osób bariera finansowa nie do pokonania.
Oczekiwałabym także, że państwo zadba o to, aby w ramach refundacji były proponowane szczepionki najnowocześniejsze, zapewniające najszerszą ochronę, a nie te najtańsze, jak np. dwuwalenta szczepionka przeciwko HPV. Tak, byśmy nie musieli się niczego wstydzić na arenie międzynarodowej, zapewniając jak najlepsze produkty dla naszych obywateli.
Za nami ponad trzy lata życia w cieniu pandemii, która pokazała, że od strony prawnej nie byliśmy do końca przygotowani na to wyzwanie. Wiele działań było prowadzonych ad hoc i tylko częściowo można usprawiedliwić je tym, że zostaliśmy zaskoczeni przez nowego wirusa. Z tych niedociągnięć należy koniecznie wyciągnąć lekcję na przyszłość, ponieważ prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnej pandemii w ciągu najbliższych 10 lat wynosi, jak szacują naukowcy, od 10 do 50 proc., średnio 20.
Dlatego nie ma na co czekać i już teraz opracować regulacje prawne, które pozwolą na sprawne działania w przypadku nagłego zagrożenia epidemiologicznego. W zakresie szczepień potrzebne są m.in. zasady zakupu i dystrybucji szczepionek wśród poszczególnych grup społecznych. Do tego konieczne są działania edukacyjne, które, moim zdaniem, nie wyszły najlepiej w czasie pandemii. Polacy muszą mieć świadomość wagi szczepień. By tak się stało, potrzebna jest długofalowa, spójna i rzetelna edukacja.
Źródło: Puls Medycyny