Rosnąca otyłość młodych ludzi wynika przede wszystkim z niewłaściwego odżywiania, a także spędzania czasu głównie przed komputerami, bez ruchu na świeżym powietrzu. Jako ojciec trojga nastolatków wiem, że trudno namówić młodych ludzi do porzucenia fascynujących wydarzeń w świecie wirtualnym. Nie chce im się wychodzić na świat realny, często zimny lub mokry, w którym wydarzenia dzieją się w tempie o niebo wolniejszym niż gry komputerowe.
Trzeba mówić donośnym gŁosem, że otyłość to choroba. W dodatku choroba dziedziczna. Otyłość dzieci najczęściej wiąże się z otyłością ich rodziców. Nic tak nie działa, jak osobisty przykład. Jeśli tatuś zajada fastfoody i popija piwem karkówkę z grilla, synek nie znajdzie w lodówce twarogu ani warzyw. Jeśli mamusia pogryza chipsy i słodycze, córeczka nie pozna smaku sałatek.
I tak z pokolenia na pokolenie odkładają się zwały tłuszczu. Oglądając obrazy średniowiecznych mistrzów możemy diagnozować choroby, które ich gnębiły (µ 31). Obawiam się, że nasi potomkowie też będą się nam przyglądać i dziwować, jak strasznie ludzie żyjący w XXI wieku byli zapasieni.
Już za chwileczkę, już za momencik, po ledwie półtorarocznych dyskusjach i zapowiedziach, ma się pojawić nowa jakość w polskiej kardiologii. Pacjenci po zawale zaczną wreszcie być leczeni kompleksowo, przez co najmniej rok pozostając pod opieką szpitala (µ 4-5). A mnie się marzy, żeby pacjent, u którego występują czynniki ryzyka — jak chociażby wspomniana otyłość — pozostawał pod kompleksową opieką jeszcze przed zawałem. Żeby schudł, rzucił palenie, zmienił dietę i zaczął się ruszać, żeby do tego zawału nie doszło. Tak aby w kontrze do innego staropolskiego powiedzenia — Polak był mądry przed szkodą.