Minister nie chciał szykanować rezydentów
Resort zdrowia najpierw w specjalnym komunikacie z 6 września przypomniał dyrektorom szpitali, że powinni zwrócić środki finansowe przeznaczone na wynagrodzenia lekarzy rezydentów, którzy strajkowali. A następnie ustami rzecznika resortu Pawła Trzcińskiego wyjaśnił, że intencją ministra zdrowia nie było szykanowanie strajkujących młodych lekarzy.
Kto może strajkować?
Ekspert prawny Pulsu Medycyny ostrzegał o tym przystępujących do strajku rezydentów już podczas ubiegłorocznej akcji strajkowej (patrz "Rezydent w czasie strajku", Puls Medycyny nr 9/2006). Na koniec komunikatu resort przypomina dyrektorom, że środki finansowe niewykorzystane zgodnie z przeznaczeniem powinny zostać zwrócone płatnikowi, czyli MZ do 15 stycznia, a w razie wygaśnięcia umowy - w ciągu 20 dni.
Zdaniem Pawła Trzcińskiego, rzecznika prasowego Ministerstwa Zdrowia, ten komunikat to wykładnia prawa, która powstała w związku z pytaniami kilku dyrektorów szpitali, w których rezydenci przystąpili do strajku, a w niektórych z nich - jak w przypadku szpitala przy ul. Banacha w Warszawie - byli jego głównymi inicjatorami. "Jeżeli rezydenci nie wypełniali swoich obowiązków, bo strajkowali, to nie wypełniali również umowy, na podstawie której otrzymywali pieniądze. Jeżeli jakaś czynność opłacana z pieniędzy budżetowych nie zostanie wykonana, należy te pieniądze zwrócić do końca roku. Taki jest stan prawny i nie my go stworzyliśmy. Pan minister nie chciałby jednak, żeby to było odebrane jako szykanowanie rezydentów" - tłumaczy Paweł Trzciński.
Przewidujący dyrektorzy
Jednak rezydenci komunikat zbagatelizowali. "To wszystko zależy od interpretacji dyrektora, a z tego, co wiem, jest taka ogólnie przyjęta praktyka, że wszyscy dyrektorzy wypłacają rezydentom wynagrodzenie za okres strajku" - twierdzi Paweł Jezierski, który jest rezydentem w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie i zarazem członkiem komisji ds. młodych lekarzy przy Naczelnej Izbie Lekarskiej.
Nie wiadomo, czy resort zdrowia odważy się na koniec roku wyegzekwować prawo i upomni się o zwrot pieniędzy. Niektórzy bardziej zapobiegliwi dyrektorzy szpitali przewidzieli taką sytuację. "Ja wziąłem wszystkich rezydentów na rozmowę i wytłumaczyłem im, że stan prawny jest taki, że ja muszę zgłosić do resortu, że rezydent strajkuje i to w zasadzie unieważnia jego umowę, którą uprzednio zawarł z ministrem zdrowia. Udało się przemówić im do rozsądku i szybko się ze strajku wycofali. Wytłumaczyłem reszcie personelu lekarskiego, że nie można ich za to winić. Natomiast w porozumieniach postrajkowych i tak uwzględniliśmy rezydentów i oni również są ich beneficjentami" - mówi Zbigniew Swoboda, dyrektor Centralnego Szpitala Klinicznego w Katowicach-Ligocie.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska