Lubartów szuka poważnego dzierżawcy
Dyrektor szpitala w Lubartowie Marek Wójtowicz wie, że nie może liczyć na pomoc samorządu. Dlatego nie chce przekształcać szpitala w spółkę. Zdecydował się na poszukiwanie firmy, która wydzierżawi znaczną część placówki dysponującej 350 łóżkami oraz dołoży 2 mln zł na system monitoringu przeciwpożarowego i dokończenie modernizacji szpitalnego oddziału ratunkowego.
Według M. Wójtowicza, dzierżawa jest bezpieczniejsza dla społeczności lokalnej, ponieważ pozostawia w rękach powiatu kontrolę nad szpitalem. ?Dzierżawa u nas się sprawdzała przez ostatnie 5 lat. Laboratorium i stacja dializ są obsługiwane przez prywatne firmy" - tłumaczy M. Wójtowicz i dodaje: ?Naszym zamiarem jest stworzenie czegoś, co będzie wzorem w całej Polsce".
Na razie na jego ofertę odpowiedziała duńska firma Falck Medycyna. Dyrektor zapewnia, że będzie rozmawiać z każdym inwestorem, który złoży poważną propozycję.
4 sierpnia odbyły się wstępne rozmowy z Falckiem. Według Dariusza Dudarewicza, dyrektora ds. medycznych w Falcku Medycynie, jego firma jest zainteresowana długą, na przykład dziesięcioletnią, umową ze szpitalem. ?Taka umowa pozwoli na zamortyzowanie zainwestowanych środków" - tłumaczy D. Dudarewicz.
Jego zdaniem, fakt, że samorząd nie chce przekształcić szpitala w spółkę i zamierza ograniczyć się do jego dzierżawy, nie utrudni znalezienia inwestora. ?W tym układzie strona, która wchodzi, musi akceptować stanowisko i pewne obawy lokalnego partnera" - tłumaczy D. Dudarewicz.
Samorząd chce dalej pozostać właścicielem szpitala w Lubartowie i mieć duży wpływ, przez umowę dzierżawy, na to, co się tam będzie działo. Dodatkowo chce gwarancji, że dzierżawca będzie realizował taki zakres świadczeń, jaki wynika z obowiązków spoczywających na samorządzie w kwestii zabezpieczenia potrzeb lokalnej społeczności. ?To może nie jest najlepsze rozwiązanie, ale z drugiej strony kupienie murów szpitala jest też obciążeniem - argumentuje D. Dudarewicz. - A tutaj nie inwestujemy w mury, tylko w działalność. W wypadku zmiany koncepcji, czy wycofania się przykładowo po 10 latach, kiedy umowa wygasa, nie ma potrzeby zastanawiania się, co dalej zrobić z obiektem".
Do dzierżawy jest również łatwiej przekonać personel szpitala, choć akurat z tym M. Wójtowicz nie miał nigdy problemów. ?Załogę trzeba na bieżąco informować, przekonywać, argumentować. Zawsze się trafi parę osób, które gorzej pracują i będą się bały, że to wyjdzie na jaw, jak zmieni się struktura szpitala. W publicznej placówce łatwiej to ukryć" - tłumaczy szef szpitala. Poza tym dyrektor z Lubartowa uważa, że pięcioletnie doświadczenia z prywatyzowaniem usług medycznych pozwolą mu rozmawiać z inwestorem jak równy z równym. Nie ukrywa jednak, że do negocjacji zasiądzie ze świadomością obciążeń, jakie spoczywają na szpitalu. ?150 osób, które zwolniliśmy w 2003 roku, wyegzekwowały przez komornika swoje należności z tytułu ustawy ?203". To jest średnio 10 tys. zł na osobę plus 2 tys. zł na komornika. Miesięcznie to nawet 200 tys. zł, czyli 10 proc. miesięcznego budżetu szpitala". - przypomina M. Wójtowicz.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Anna Gwozdowska