Mechaniczne wspomaganie krążenia nie jest wolne od powikłań
Liczba chorych ze znaczną niewydolnością serca, która bezpośrednio lub jako jeden z czynników prowadzi do śmierci, jest bardzo duża. W tej sytuacji „niezależnie od tego, czy zastosujemy mechaniczne wspomaganie krążenia, czy zdecydujemy się na transplantację serca, nie sprostamy istniejącemu zapotrzebowaniu” — uważa prof. dr hab. n. med. Michał Zakliczyński, zastępca koordynatora Oddziału Kardiochirurgii, Transplantacji Serca i Płuc oraz Mechanicznego Wspomagania Krążenia Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, od 2015 członek Krajowej Rady Transplantacyjnej (kadencja 2014-2018).
O tym, ile będzie wykonanych zabiegów przeszczepienia serca, decyduje liczba dawców. Nie ma jednak złudzeń, że to zapotrzebowanie zostanie kiedykolwiek zaspokojone. „Oczywiście, to nie znaczy, że nie warto w tę dziedzinę inwestować. Przeciwnie, im więcej wykonanych transplantacji, tym więcej uratowanych żyć. Na obecnym etapie technologicznym, gdzie zastosowanie mechanicznego wspomagania krążenia powoduje czasem poważne powikłania, transplantacja serca bywa ostatnią deską ratunku” — twierdzi prof. Michał Zakliczyński.