Mateusz Szulca, szef Porozumienia Rezydentów: podwyżki zaproponowane przez MZ są kosmetyczne
Na razie Białe Miasteczko będzie trwało. Nie chcemy, aby na naszym proteście ucierpieli pacjenci, nie planujemy więc odejścia od łóżek, choć pewnie byłaby to najbardziej skuteczna forma walki - poinformował w rozmowie z portalem pulsmedycyny.pl lek. Mateusz Szulca, przewodniczący Porozumienia Rezydentów.

O “jednogłośnym” porozumieniu “przyjętym zarówno przez pracodawców, jak i pracowników” (w ochronie zdrowia - red.) szef resortu zdrowia Adam Niedzielski poinformował tuż po rozmowach Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia w CPS "Dialog”.
- Obliczyliśmy, że szacunkowy koszt przyjętej propozycji wyniesie 6,5 mld zł, to ogromna kwota. Oznacza to realne wzrosty wynagrodzeń dla praktycznie każdego zawodu medycznego - powiedział w piątek (5 listopada) minister zdrowia Adam Niedzielski. Jak przedstawiciele Komitetu Protestacyjno-Strajkowego przyjmują ministerialne propozycje?
PRZECZYTAJ TAKŻE: Niedzielski: jest porozumienie ws. wynagrodzeń dla medyków. Padły konkretne kwoty
Na propozycji MZ skorzysta niewielu
W ocenie lek. Mateusza Szulcy, przewodniczącego Porozumienia Rezydentów, stanowisko wypracowane w ramach Zespołu Trójstronnego niemal całkowicie pomija zgłoszone przez medyków postulaty, które nie dotyczą wynagrodzeń. Był to szereg propozycji rozwiązań, których cel to m.in. poprawa bezpieczeństwa pacjentów i medyków.
- Zgodnie z tym, o czym informował minister Niedzielski na konferencji prasowej, lekarz i lekarz dentysta będą zarabiać o 1800 zł więcej, czyli jego minimalne wynagrodzenie zwiększy się z 6700 zł do 8000 zł. Powinniśmy jednak pamiętać, że część tej podwyżki to tak naprawdę realizacja wcześniejszych obietnic, a więc nic nowego. W kontekście wzrostu wynagrodzeń warto też wspomnieć o inflacji, która znacząco obniży ich realną wartość. Oczywiście, są to “jakieś” podwyżki, ale w ocenie środowiska niewystarczające, żeby skłonić personel medyczny do pracy w systemie publicznym, co powinno być celem decydentów przy obecnym kryzysie kadrowym. Minister Niedzielski twierdzi, że lekarze zarabiają miesięcznie nawet 16 tys. zł. Zgoda, ale na takim poziomie kształtują się zarobki w sektorze prywatnym - ocenił.
Jak dodaje, wokół Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego skupione są także pozostałe zawody medyczne.
- Z moich informacji wynika, że jeśli chodzi o fizjoterapeutów, to na ministerialnych propozycjach skorzysta zaledwie ok. 900 czynnych zawodowo fizjoterapeutów w skali kraju. Był to więc ruch przede wszystkim wizerunkowy: MZ proponuje podwyżki, ale wchodząc w szczegóły widać, że nie są one wcale tak wysokie i nie obejmą licznej grupy medyków, są kosmetyczne. Nie dziwi więc, że większość środowiska jest rozgoryczona i zażenowana - komentował Mateusz Szulca.
- MZ podniósł współczynniki wynagrodzeń minimalnie. W efekcie nadal pozostajemy, jeśli chodzi o płace medyków, w ogonie Europy. Resort deklaruje, że chce mieć ochronę zdrowia na najwyższym poziomie, ale chce to zrobić jak najniższym kosztem. Wypracowanie wspólnego stanowiska w ramach Zespołu Trójstronnego to dla mnie teatr: resort od dawna był „dogadany” z osobami i organizacjami biorącymi udział w tych negocjacjach - powiedział przewodniczący PR.
Komitet został, jak dodaje lek. Mateusz Szulca, zaskoczony kształtem propozycji MZ, choć jakość dialogu zaskoczeniem już nie była - medycy od dawna wypowiadają się o niej bardzo krytycznie.
- Adam Niedzielski nie chce rozmawiać ze środowiskiem bezpośrednio. Dobrym tego przykładem jest fakt, że powołał w tym celu nowego wiceministra Piotra Brombera - wskazał.
Co dalej z Białym Miasteczkiem?
Lek. Mateusz Szulca zapewnił, że Komitet Protestacyjno-Strajkowy nadal cieszy się środowiskowym poparciem i nie zawiesza działalności.
- Nie składamy broni, nastroje w środowisku są bojowe. Gdyby naprawdę chodziło nam tylko o pieniądze, ministerialne propozycje mogłyby odebrać nam argument do dalszego protestu. Środowisko postuluje jednak nie tylko wzrost wynagrodzeń, ale poprawę warunków pracy i organizacji systemu opieki zdrowotnej. Każdy kolejny dzień pandemii COVID-19 obnaża nieprzygotowanie resortu do zarządzania tak dużym kryzysem, na co zwracaliśmy uwagę od dawna - ocenił Mateusz Szulca.
Resort wydaje się jednak w kwestii dalszych negocjacji nieprzejednany. Czy komitet protestacyjny ma “plan B”?
- Póki co Białe Miasteczko będzie trwało. Nie chcemy, aby na naszym proteście ucierpieli pacjenci, nie planujemy więc odejścia od łóżek, choć pewnie byłaby to najbardziej skuteczna forma walki. Wystarczyłoby, aby zdecydowała się na to nawet jedna grupa zawodowa, a system padnie. MZ zdaje sobie z tego sprawę i trochę trzyma nas w szachu. Zdecydowaliśmy, że położymy nacisk na stałe informowanie opinii publicznej o postępującym kryzysie w ochronie zdrowia i o tym, kto tak naprawdę za niego odpowiada. Z całą pewnością nie są to medycy - powiedział Mateusz Szulca.
W tej chwili, co podkreślił, to brak kadr jest jednym z głównych problemów ochrony zdrowia. Uniemożliwia np. szybkie i sprawne uruchomienie szpitali tymczasowych: po prostu brakuje na to personelu, szczególnie, że resort zrezygnował z wypłacania dodatków covidowych.
PRZECZYTAJ TAKŻE: OZZL ws. przyznawania dodatków covidowych: zmiany mają jeden cel
Chodzi nie tylko o pieniądze
Na ile przedstawione przez resort porozumienie uwzględnia nie tylko podwyżki minimalnych wynagrodzeń, ale też rozwiązania systemowe, o które medycy postulowali?
- Wbrew narracji rządowej dla Komitetu Protestacyjno-Strajkowego najważniejszy nie jest wcale wzrost wynagrodzeń, ale np. zmiany legislacyjne zwiększające bezpieczeństwo pacjentów i medyków. Chodzi o dwa konkretne rozwiązania: system no-fault i objęcie medyków statusem funkcjonariusza publicznego. Ich wdrożenie nie wymagało przedłużających się negocjacji, ale woli działania ze strony resortu. Niestety, tego także zabrakło - wskazuje lek. Mateusz Szulca.
Protestującym zależy też na umożliwieniu medykom korzystania z urlopu dla poratowania zdrowia, co wydaje się zasadnym oczekiwaniem ze względu na obciążający charakter ich pracy.
- Wielu pracowników sfery budżetowej może z takiego rozwiązania korzystać, medycy zostali w nim pominięci - dodaje Mateusz Szulca.
Likwidacja stażu podyplomowego - kolejny front MZ
Ogromne kontrowersje wywołał także pomysł likwidacji stażu podyplomowego. Porozumienie Rezydentów, wsparte m.in. przez organizacje studenckie i okręgowe izby lekarskie, odniosło się do tego rozwiązania bardzo krytycznie.
- Polska nie jest na to gotowa. Likwidacja stażu będzie oznaczała oszczędności, ale nawet jeśli - zgodnie z zapowiedziami - te pieniądze zostaną przekazane uczelniom medycznym, przyszli lekarze skorzystają na tym za kilka lat. Odbije się to negatywnie na jakości kształcenia i bezpieczeństwie pacjentów. Wbrew temu co twierdzi MZ, nie zwiększy to liczby specjalistów w systemie. W tej kwestii decydującym czynnikiem jest pula miejsc specjalizacyjnych, a w tej kwestii resort nic nie zmienia. To tym mniej zrozumiałe, że wraz z likwidacją stażu dojdzie do kumulacji dwóch roczników, które powalczą o miejsca rezydenckie - wyjaśnił lek. Mateusz Szulca.
W jego ocenie wzrost liczby miejsc rezydenckich wiązałby się z wysokimi kosztami, których MZ nie jest gotowe ponieść.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Likwidacja stażu podyplomowego: "sprzeciw jest ogromny", "oni po prostu wyjadą"
Źródło: Puls Medycyny