Marek Stankiewicz: Kapitalny remont systemu jest niezbędny, choć politycznie niewykonalny
Marek Stankiewicz: Kapitalny remont systemu jest niezbędny, choć politycznie niewykonalny
Medycyna oparta na faktach (EBM) kojarzy się ze skrupulatnym, precyzyjnym i roztropnym wykorzystaniem najlepszych dostępnych naukowych dowodów skuteczności i bezpieczeństwa w postępowaniu klinicznym. Co z tej zawiłej definicji wynika dla zwykłego zjadacza polskiego chleba?
Ponad połowa Polaków domaga się gwarancji poprawy dostępu do lekarzy i leków. Zamiast konkretami, prawica, centrum i lewica przerzucają się wyzwiskami i ekscytują kolejnością swoich liderów na listach wyborczych. Od tego jednak naszym rodakom nie ubywa zgryzoty w coraz dłuższych kolejkach do specjalistów. Na operację zaćmy i na endoprotezoplastykę stawu biodrowego nadal poczekamy 17 miesięcy, a na rehabilitację leczniczą w oddziałach paraplegii i tetraplegii aż 1209 dni. Sieć szpitali — która miała ułatwić pacjentom dostęp do świadczeń zdrowotnych, a dyrektorom zarządzanie placówkami — nie poprawiła ani sytuacji chorych, ani finansów większości badanych szpitali.

Priorytetem mogłaby się stać separacja partyjnych sporów od obszaru ochrony zdrowia. Ale to jest marzenie ściętej głowy i odwieczne mamienie tłumów. Powiatowe szpitale są dziś naszpikowane dyrekcjami z łapanki. Byle tylko wiernej i nie sprawiającej kłopotów partyjnej centrali. Tymczasem rzekomo konfliktowi i niesforni ordynatorzy, po wyrzuceniu ze stanowisk, już na drugi dzień znajdują bardziej lukratywne oferty z sektora prywatnego lub z zagranicy.
Nie ma chyba dziś w Polsce nikogo, kto twierdziłby, że w systemie jest dość pieniędzy. Choć nie brakuje takich, którzy uważają, że najpierw trzeba reformować, a potem dofinansowywać, bo źle zorganizowany i zarządzany system jest w stanie pochłonąć każdą złotówkę, niekoniecznie z pożytkiem dla pacjentów.
Według opublikowanych w 2018 roku badań opinii publicznej dwie trzecie dorosłych Polaków negatywnie ocenia funkcjonowanie służby zdrowia w Polsce, w tym aż co czwarty — zdecydowanie negatywnie. Udział wydatków ponoszonych przez pacjentów wynosił u nas do niedawna aż 23 proc., podczas gdy we Francji 10 proc. Taki stan narusza zasadę równego dostępu do świadczeń. Skandalem, żeby nie nazwać horrorem, są oszczędności na badaniach diagnostycznych. Niestety, koszty badań nie są odrębnie opłacane przez NFZ, dlatego w interesie podmiotów leczniczych jest zlecanie jak najmniejszej ich liczby. W efekcie wykonuje się ich w Polsce trzy razy mniej niż powinno.
Rządowi marzy się likwidacja 150 szpitali powiatowych, ale nikt nie ma odwagi powiedzieć tego wprost, bo w naszym uroczym kraju co chwilę odbywają się jakieś wybory. A wyborca nie lubi dostawać złych wiadomości przy urnie. Co prawda, co trzecie łóżko szpitalne pozostaje nieobłożone, a 80 proc. szpitali odnotowało ujemny wynik finansowy. Zmiany w ochronie zdrowia nie mają nic wspólnego z odważnymi decyzjami reformatorskimi. To są raczej modyfikacje, transfiguracja, przetasowania i co najwyżej retusz tego, co już od dawna nie działa. Rząd systematycznie przykręca kurek z pieniędzmi, licząc na to, że niektóre jednostki upadną same. Nawet można już dziś mówić o pierwszych sukcesach takiej polityki.
Najwyższa Izba Kontroli od lat uważnie przygląda się polskiemu systemowi ochrony zdrowia. I ma pełne ręce roboty, bo mimo nieustających zapowiedzi reform i festiwalu pomysłów na zmiany mało co w Polsce funkcjonuje tak źle, jak właśnie ta sfera naszego życia. Najnowszy raport NIK na 160 stronach (bez załączników) nie pozostawia wątpliwości: skrajnie niedofinansowany, źle zorganizowany, nieprzyjazny dla pacjenta, nie wykorzystuje własnego potencjału — taki jest polski system opieki zdrowotnej AD 2019.
Ostatni duży raport na ten temat ma jednak inny cenny walor. To nie jest klasyczna wyliczanka zarzutów i połajanek, które odsądzają od czci i wiary i mają konkretnie kogoś pogrążyć lub zatopić. To jest długa lista profesjonalnych rekomendacji, które powinny przyczynić się do naprawy systemu. Mówiąc po studencku, to ściągawka i niezbędnik dla zwycięzców w wyborach. Wkrótce zobaczymy, jak nasi triumfatorzy w jesiennej rywalizacji potrafią zgrabnie z nich korzystać. Obiecuję, że nie będę im już przeszkadzał.
Zejdźmy na chwilę na ziemię. Żeby poprawić swoją skuteczność, trzeba przede wszystkim precyzyjnie określić potrzeby zdrowotne Polaków. Hitem i politycznym zawrotem głowy miały być mapy potrzeb zdrowotnych, a więc gdzie należy skierować największe siły i środki i jak je koordynować, ilu potrzebujemy lekarzy, pielęgniarek etc. To również prognoza epidemiologiczna i demograficzna, obejmująca szybkość starzenia się społeczeństwa oraz częstość zachorowania na konkretne nowotwory. Bogatsze od nas Niemcy ogłosiły, że już teraz brakuje im 16 tys. lekarzy. „Niestety w skali kraju nie istnieje żadne centrum analityczne wspierające kształtowanie polityki państwa w tym obszarze (…). Co więcej, NFZ często nie tylko nie był w stanie przewidzieć potrzeb zdrowotnych Polaków, ale także kontraktował świadczenia w całkowitym oderwaniu od dostępnych danych epidemiologicznych” — czytamy w raporcie NIK.
Minister Łukasz Szumowski zaproponował na początku lipca swoją „piątkę” na nową kadencję. Znalazły się w niej: wzmocnienie opieki dla seniorów, walka z kolejkami, badania jakości leczenia, edukacja zdrowotna i lepsze leczenie chorób cywilizacyjnych. Czyli nadal będziemy się poruszać w obszarze niekontrowersyjnych ogólników.
Kapitalny remont systemu jest niezbędny, choć politycznie niewykonalny, bo każda władza po cichu liczy, że katastrofa systemu nastąpi za kadencji jej przeciwników.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Marek Stankiewicz, [email protected]
Medycyna oparta na faktach (EBM) kojarzy się ze skrupulatnym, precyzyjnym i roztropnym wykorzystaniem najlepszych dostępnych naukowych dowodów skuteczności i bezpieczeństwa w postępowaniu klinicznym. Co z tej zawiłej definicji wynika dla zwykłego zjadacza polskiego chleba?
Ponad połowa Polaków domaga się gwarancji poprawy dostępu do lekarzy i leków. Zamiast konkretami, prawica, centrum i lewica przerzucają się wyzwiskami i ekscytują kolejnością swoich liderów na listach wyborczych. Od tego jednak naszym rodakom nie ubywa zgryzoty w coraz dłuższych kolejkach do specjalistów. Na operację zaćmy i na endoprotezoplastykę stawu biodrowego nadal poczekamy 17 miesięcy, a na rehabilitację leczniczą w oddziałach paraplegii i tetraplegii aż 1209 dni. Sieć szpitali — która miała ułatwić pacjentom dostęp do świadczeń zdrowotnych, a dyrektorom zarządzanie placówkami — nie poprawiła ani sytuacji chorych, ani finansów większości badanych szpitali.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach