Lekarze poz nie chcą leczyć nocą

Anna Gwozdowska
opublikowano: 13-06-2007, 00:00

Andrzej Sośnierz, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia chce przekonać lekarzy pierwszego kontaktu do pracy nocą. Zachętą mają być wyższe niż dotąd stawki. Jednak zamiast aprobaty, szefa funduszu czeka raczej kubeł zimnej wody.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W Wielkopolsce za nocną i świąteczną ambulatoryjną opiekę lekarską obowiązuje obecnie stawka kapitacyjna w wysokości 25 gr, a za opiekę wyjazdową 30 gr. Nie wiadomo, ile pieniędzy za pracę w nocy zaproponuje prezes NFZ.
Jeśli lekarze nie przyjmą oferty funduszu, będą mogli pozostać przy obecnych zasadach świadczenia usług. Przedstawiciele Porozumienia Zielonogórskiego spotkają się z A. Sośnierzem jeszcze w czerwcu. Rozmowy będą dotyczyć kontraktów na 2008 r. i jak mówi dr Marek Twardowski, główny negocjator PZ, będzie także mowa o pomocy nocnej. "Prezes się na tym pomyśle sparzy, bo nie znajdzie wśród lekarzy chętnych. To będzie dla niego kubeł zimnej wody - zapewnia dr M. Twardowski. - Nie wszystko można kupić za pieniądze".

Zachować status quo

W 2004 r., w wyniku strajków zorganizowanych przez Porozumienie Zielonogórskie, lekarze poz zostali zwolnieni z obowiązku świadczenia tzw. pomocy całodobowej. Nocna i świąteczna opieka lekarska i pielęgniarska jest obecnie najczęściej świadczona przez wskazanego przez przychodnie poz podwykonawcę. Fundusz rozlicza się z nim na podstawie list pacjentów przypisanych do lekarza poz lub do pielęgniarki poz. Na Śląsku tylko 30 proc. przychodni poz zajmuje się pomocą świąteczną i nocną. Reszta zatrudnia podwykonawcę (np. pogotowie ratunkowe), który od NFZ otrzymuje za pacjentów zarejestrowanych w przychodni opłatę w formie stawki kapitacyjnej. Tylko nieliczni lekarze rodzinni sami podejmują się pracy nocą i w święta. "Wiem na pewno, że lekarze rodzinni ze Świdnika, gdzie działa 6 praktyk lekarskich, nie są zainteresowani świadczeniem pomocy nocnej - przekonuje Bożena Sadowska-Krawczyk, lekarz rodzinny ze Świdnika. - U nas, na terenie miasta, takie świadczenia wykonuje pogotowie ratunkowe. Dotąd nie było z tym żadnych problemów".
Według M. Twardowskiego, dodatkowe pieniądze nie skuszą lekarzy rodzinnych, bo w sobotę powinni w miarę możliwości się dokształcać, chodzić na kursy, konferencje, a w niedzielę, jak wszyscy normalni ludzie, odpoczywać. "Dlatego PZ będzie pilnować, aby przez 50 godzin tygodniowo lekarz poz zarobił tyle, żeby nie musiał świadczyć opieki nocnej" - podsumowuje M. Twardowski.

Pomoc popołudniowa

Lekarze poz przekonują, że zatrudnianie ich do leczenia nocą nie ma sensu przede wszystkim z medycznego punktu widzenia. "Nocne przypadki zachorowań można podzielić na takie, które mogą spokojnie poczekać do następnego dnia i przypadki nagłe, wymagające pomocy szpitalnej, a nie wizyty lekarza rodzinnego - wyjaśnia Konstanty Radziwiłł, lekarz rodzinny, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. - Oczywiście z punktu widzenia pacjenta, który w Polsce bardzo często leczy nawet niegroźne choroby w nocy, lepiej jeśli znajdzie pomoc w bliskiej okolicy. Ale to jest rozwiązanie niezwykle kosztowne i niespotykane w innych, nawet bogatych krajach".
Zdaniem lekarzy poz, ludziom trzeba spokojnie tłumaczyć, że z błahymi chorobami powinni przychodzić do lekarza w dzień, a nie w nocy. Zanim się do tego przyzwyczają, lekarze mają inny pomysł, aby nie zostawiać pacjentów bez pomocy. Według M. Twardowskiego, polscy lekarze rodzinni, wzorem medyków z innych krajów Unii Europejskiej powinni pracować od 8 rano do 17, a później, do 22 wieczorem powinna działać niezależna od nich pomoc popołudniowa. Od 22 do rana pracowałaby już tylko medycyna ratunkowa.
Organizowaniem pomocy popołudniowej powinny się zająć, tak jak w Wielkiej Brytanii i Szwecji, tylko te firmy, które się w takiej działalności specjalizują. "Ten rodzaj świadczeń mógłby być proponowany lekarzom poz, ale oczywiście bez przymusu" - uważa jednak K. Radziwiłł. M. Twardowski jest zdecydowanie przeciw. "Na Zachodzie pomoc popołudniową świadczą lekarze, którym brakuje na jacht albo chcą grać w golfa. Polski lekarz z biedy takiej pomocy świadczyć nie będzie" - podkreśla M. Twardowski.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.