Lekarze orzecznicy (cd.)
Chcę dodać kilka moich uwag do dyskusji na temat lekarzy orzeczników i przyznawania rent jako lekarz dość dobrze znający stary i nowy system orzeczniczy. W systemie poprzednim orzekało komisyjnie kilku lekarzy, których specjalizacje bywały nieraz bardzo różne - tam właśnie trafiali się pediatrzy, radiolodzy itp. W ciągu 2-3 godzin KIZ załatwiała kilkunastu pacjentów, na ogół przyznając renty za istnienie choroby, i tak stałe renty otrzymywali pacjenci po zawałach serca, po przebytej gruźlicy BK+. Ci ludzie do tej pory otrzymują te renty, mimo nieraz dobrego stanu zdrowia, pozwalającego na wykonywanie poprzedniego zawodu lub prowadzenie własnych firm. Ciekawostką jest, że Sejm nie zgodził się na weryfikację tych rent; można się domyślać, dlaczego.
W obecnym systemie decyduje lekarz orzecznik specjalista drugiego stopnia, a kryterium przyznania renty jest stan zdrowia uniemożliwiający wykonywanie zawodu.
Problemem w pracy lekarzy ZUS jest olbrzymia ilość fałszywych zaświadczeń o stanie zdrowia; dobrze wiadomo, że są lekarze, bardzo często ordynatorzy, znani z przygotowania dokumentacji ,pod rentę". Zwykle największe pretensje mają ci pacjenci, którzy zainwestowali w wyprodukowanie dokumentacji, a renty nie dostali.
Niedawno musiałem wysłuchać tyrady mojego wulkanizatora, któremu zabrano rentę ,na korzonki"; schylając się, by włożyć pod samochód podnośnik, niosąc dwa ciężkie koła, ten ex-rencista obrzucał obelgami lekarza orzecznika; fizycznie był całkowicie sprawny.
W normalnych krajach instytucje ubezpieczeniowe często wynajmują detektywów, którzy śledzą ludzi otrzymujących świadczenia ubezpieczeniowe i dokumentują nadużycia. W zeszłym roku pokazywano w TV taką sytuację z USA - pacjent otrzymujący świadczenie rentowe z powodu urazu kręgosłupa został sfotografowany przez detektywów w trakcie przenoszenia ciężkich walizek - skończyło się to odebraniem świadczenia i 2 latami więzienia za oszustwo i wyłudzenie. Wyobrażam sobie, jaki wrzask podniósłby się, gdyby ZUS zatrudnił agencję detektywistyczną.
Prawdą jest, że są naciski służbowe, by rent nie przyznawać (można jednak się im oprzeć), ale nie jest prawdą informacja autorki listu z kwietniowego Pulsu, że sprawdzane są tylko orzeczenia przyznające rentę. W mojej pracy w ZUS nadzór zakwestionował i wystąpił do Lekarza Naczelnego ZUS o zmianę kilku moich orzeczeń uznających zdolność do pracy; do tej pory uważam, że niesłusznie.
Prawdą jest, co pisze dr Pizio, że opinie biegłych sądowych są nieraz kuriozalne, od siebie dodam, że nieraz bardzo, bardzo osobliwe.
A niezależnie od powyższego, ZUS jest instytucją zbiurokratyzowaną, źle zarządzaną, marnotrawiącą nasze pieniądze.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: imię i nazwisko do wiadomości redakcji