Lekarz poz powinien pytać 50-letniego mężczyznę czy ma problemy z erekcją

Marcin Murmyło
opublikowano: 12-11-2003, 00:00

O zdrowotnych problemach mężczyzn z prof. dr hab. Jerzym Lorenzem, kierownikiem Kliniki Urologii Akademii Medycznej we Wrocławiu rozmawia Marcin Murmyło.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
- Dane statystyczne mówią, że Polacy rzadziej korzystają z pomocy specjalistów urologów niż inni mieszkańcy Europy. Czy nasi mężczyźni są tak zdrowi, czy po prostu wstydzą się rozmawiać z lekarzami o swoich męskich problemach?
- Polacy nie są ani zdrowsi, ani bardziej wstydliwi niż inni Europejczycy. Jeśli mężczyzna czuje ból przy oddawaniu moczu, ma częste parcie, również w nocy, czy problemy z erekcją, to nie wierzę, by nie chciał skorzystać z pomocy lekarza.
Niestety, obecne zasady finansowania służby zdrowia spowodowały, że możliwości uzyskania pomocy urologicznej są mniejsze niż kiedyś. Podam przykład z mojego szpitala. W poradni urologicznej przy Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym im. J. Babińskiego we Wrocławiu przyjmuje się rocznie około 8-9 tysięcy pacjentów. Przed reformą służby zdrowia było ich 25 tysięcy. W mojej opinii, limity finansowe narzucone przez Narodowy Fundusz Zdrowia o wiele bardziej niż brak świadomości schorzeń urologicznych w społeczeństwie spowodowały to, że Polacy za rzadko chodzą do urologów.

- Czy wystarczy więc, by NFZ przeznaczył więcej pieniędzy na urologię, by zmienić tę sytuację?
- Z pewnością jest to za prosta recepta. Tym niemniej jeśli odgórnie narzuca się nam, byśmy przeznaczali 15 minut na jednego pacjenta w poradni urologicznej, nawet jeśli przyszedł po receptę lub pokazać jeden wynik, uważam, że to znacznie ogranicza nasze możliwości działania. W przyszłym roku ma być 20 minut na jednego chorego: jeśli przyjmiemy więcej niż trzech chorych na godzinę, to nam po prostu nie zapłacą.
Twierdzę, że w naszym kraju nie ma równouprawnienia płci. Mężczyźni pod względem zdrowotnym są znacznie gorzej traktowani niż kobiety. Dlaczego Kowalska, jeśli chce iść do ginekologa, może to zrobić bez skierowania od lekarza pierwszego kontaktu? Tymczasem Kowalski z pomocy urologa skorzysta dopiero wtedy, gdy otrzyma skierowanie, co zresztą nie jest takie proste. To na pewno nie jest sprawiedliwe. Mam wątpliwość, czy nie łamie to przypadkiem zasad konstytucji.

- Jaką rolę w diagnostyce i leczeniu schorzeń urologicznych powinien mieć lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, a jaką specjalista urolog?
- Rola lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej jest bardzo duża. To oni znają pacjenta na co dzień, więc na nich powinien ciążyć obowiązek wstępnej diagnostyki schorzeń urologicznych oraz często ich leczenia. W przypadkach trudniejszych, gdzie potrzebna jest poważniejsza diagnostyka, wymagana jest oczywiście pomoc specjalistyczna.

- Rozmowy z pacjentem o jego problemach z erekcją nie są z pewnością łatwe dla lekarza poz. Czy pytania o nie powinny na stałe wejść do wywiadu lekarskiego u mężczyzn w średnim i starszym wieku?
- To nie są proste rozmowy, co jest związane z naszą kulturą, religią i uwarunkowaniami społecznymi. Gdzie jednak mężczyzna mający takie problemy może uzyskać pomoc? Rozmawiając u cioci na imieninach, z kolegą przy piwie czy w gabinecie lekarskim?
Oczywiście trzeba odpowiednio zważyć, jakiego pacjenta pytamy o problemy z erekcją. U 50-letniego mężczyzny z miażdżycą i cukrzycą takie pytanie będzie zupełnie na miejscu. Natomiast 20-latka, który w gabinecie lekarza rodzinnego pojawił się z powodu powiększenia migdałków, lekarz nie będzie oczywiście pytał o problemy z erekcją. Chyba że sam zasygnalizuje mu ten problem. Rozmowa taka powinna mieć delikatny charakter i być przeprowadzana indywidualnie, choć zdarza się, że pacjent przyprowadza również swoją partnerkę.

- Polacy wciąż rzadko rozmawiają z lekarzem o swoich męskich problemach. Zamiast poddać się właściwemu leczeniu, oddają się w ręce różnego rodzaju hochsztaplerów i stosują ich cudowne środki na potencję.
- Wystarczy włączyć telegazetę w telewizorze, by poczytać o "znakomitych" środkach na potencję. Pełne tego typu ofert są również gazety i sex shopy. Te wszystkie preparaty, np. proszek z rogu nosorożca, różne ziółka i cudowne mikstury, to jedna wielka bzdura i oszustwo. Za ciężkie pieniądze sprzedawane są Polakom złudzenia. Trzeba im uświadamiać, że są w sprzedaży nowoczesne leki poprawiające potencję, których wartość jest naukowo udowodniona. To jest rola środowiska medycznego. Mówiąc o nowoczesnych lekach mam na myśli trzy preparaty obecne na polskim rynku: sildenafil (Viagrę), vardenafil (Levitrę) i tadalafil (Cialis).

- Jednak dużym ograniczeniem zastosowania tych leków jest ich cena.
- To prawda, jedna tabletka kosztuje ok. 50 złotych. Nie jest to mało dla przeciętnego pacjenta. Ale popatrzmy na to pod innym kątem. Tyle samo kosztuje bilet do teatru czy na koncert. Wybór należy do pacjenta.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marcin Murmyło

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.