Laserowe leczenie przerostu prostaty
Lekarze ze Szpitala im. M. Kopernika w Łodzi jako jedyni w kraju przeprowadzają laserowe zabiegi usuwania przerostu prostaty.
?Choć elektroresekcje to nowoczesne zabiegi, różnica między nimi a zabiegami laserowymi jest ogromna" - uważa prof. Leszek Jeromin, kierownik Kliniki Urologii w Szpitalu im. M. Kopernika w Łodzi. Laseroterapią mogą być zainteresowani przede wszystkim aktywni zawodowo mężczyźni, którzy nie mają czasu na hospitalizację i długie leczenie.
Zdaniem specjalistów, zabieg laserowy daje najlepsze rezultaty w łagodnym rozroście stercza, nie przekraczającym 100 g. Generalnie kwalifikują się do niego wszyscy chorzy z niezakażonym moczem. ?Infekcja oznacza bowiem konieczność pozostawienia po zabiegu cewnika, co sprawia, że korzyści i satysfakcja z takiego zabiegu nie są już takie duże" - tłumaczy prof. Leszek Jeromin.
WHO nie zaleca też stosowania tej metody w nowotworach. Minimalnie inwazyjna laseroterapia jest za to dobrym rozwiązaniem dla pacjentów, którzy jednocześnie mają kłopoty z krążeniem - taki zabieg nie obciąża bowiem tak bardzo organizmu.
Tylko w Łodzi
Do resekcji rozrostu prostaty używany jest laser potasowo-tytanowo-fosforowy (KTP) o mocy 80 watów i długości fali 532 nm. ?Przez cystoskop umieszczony w cewce moczowej wprowadzamy włókno, przez które dostarczana jest energia lasera. Na końcu włókna znajduje się promień, którym ustalamy miejsce działania. Po naciśnięciu na pedał lasera ów czerwony punkt zamienia się w zielony strumień promieni. To nimi w ułamku sekundy wypalamy chore miejsce, po którym nie zostaje żaden ślad; stąd nazwa: fotoselektywne odparowywanie prostaty" - tłumaczy prof. L. Jeromin.
Zabieg laserowego usuwania przerostu prostaty wymaga jednak ogromnego doświadczenia. Prof. Leszek Jeromin jest jedynym w kraju specjalistą z certyfikatem uzyskanym w Londynie (w Europie jest jeszcze tylko dwóch takich specjalistów), uprawniającym go do nauczania innych lekarzy. Jak dotąd szef łódzkiej kliniki wykonał 28 takich zabiegów.
Możliwości z przeszkodami
Choć chętni do stosowania metody są zarówno lekarze, jak i pacjenci, sprawa nie jest prosta. Pierwszą barierą są pieniądze: sam laser kosztuje 250 tys. USD, zaś włókna jednorazowego użytku - ok. 1600 USD. Cena jednego zabiegu wyliczona została na 9 tys. zł. Choć Narodowy Fundusz Zdrowia nie wyklucza, że w przyszłości zabiegi będą refundowane, na razie pacjenci muszą za nie płacić sami. Niestety, niewielu na to stać.
Są też trudności organizacyjne: sprzęt jest własnością Politechniki Łódzkiej i dostępny jest w Centrum Diagnostyki i Terapii Laserowej. ?To oznacza, że pacjenta zakwalifikowanego do tego zabiegu musimy najpierw przyjąć do kliniki, następnie przewieźć do Centrum Laseroterapii, gdzie wykonujemy zabieg, a potem odwieźć z powrotem do kliniki, skąd po kilku godzinach jest wypisywany do domu. To trudne organizacyjnie, bowiem w zabiegu poza mną uczestniczą anestezjolog, pielęgniarki, adiunkt i fizyk kliniki obsługujący urządzenie. Ponadto nie możemy wykonywać więcej niż jeden zabieg dziennie, ponieważ mamy tylko jeden cystoskop, który po każdym użyciu trzeba wysterylizować" - mówi prof. L. Jeromin.
Profesor jest jednak dobrej myśli. Jego zdaniem, najważniejsze, że pojawiła się już u nas możliwość tak nowoczesnego leczenia. Teraz trzeba tylko dostosować ją do polskich warunków.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka