Laser diodowy nie był dotychczas wykorzystywany do żadnych procedur operacyjnych w obrębie gardła i podniebienia miękkiego. „Możliwość wykorzystania techniki związanej z ablacją tkanek przy użyciu lasera diodowego pozwala na większą efektywność leczenia” — podkreślają laryngolodzy z MML.
Krótki i bezkrwawy zabieg
Zabieg polega na wytworzeniu za pomocą wiązki laserowej śródtkankowych małych blizn w obrębie wiotkiego podniebienia miękkiego. „W ten sposób można przeciągać tkanki w pożądanych kierunkach, dzięki czemu można modelować kształt i strukturę podniebienia. Pozwala to na uniesienie, usztywnienie i nadanie pożądanych kątów nachylenia, zapewniając miejsce dla lepszego pasażu powietrza w obrębie górnych dróg oddechowych” — tłumaczy dr n. med. Michał Michalik, specjalista otolaryngolog, chirurg głowy i szyi, założyciel i właściciel Centrum Medycznego MML.
Nowatorski jest sposób zastosowania lasera diodowego na tkanki podniebienia miękkiego — nie na zasadzie ostrzeliwania, jak to robiono wcześniej. „To bardzo ważne, bo kiedy „strzela się” wiązką laserową z pewnej odległości, dochodzi do zwęglenia tkanek i zniszczenia błony śluzowej. Skutkuje to tym, że rana bardzo długo się goi, powstają blizny pooparzeniowe, a wynik jest trudny do przewidzenia, często obarczony różnymi powikłaniami. Pacjent długo cierpi na dolegliwości pooperacyjne, a efekt nie u każdego jest satysfakcjonujący” — wyjaśnia specjalista.
W przypadku lasera diodowego kontaktowego w obręb podniebienia wprowadza się włókno, przez które następuje przewodzenie energii laserowej. „Gdy końcówka włókna dotknie wyznaczonego miejsca, uruchamiam urządzenie i dochodzi do zjawiska ściągnięcia, tworzenia się bliznek i zrostów w obrębie tkanki. Dzięki temu łatwo możemy modelować kształt samego podniebienia” — wyjaśnia dr Michalik.
Zabieg jest krótki (najczęściej do 25 minut) i bezkrwawy, gdyż w momencie ablacji naczynia krwionośne ulegają samoistnemu zamykaniu. Technika znacząco skraca proces rekonwalescencji, a jednocześnie pozwala zapobiegać powikłaniom.
Pasja i doświadczenie
Warszawskie Centrum MML jest jak dotąd jedyną placówką w Europie, a najprawdopodobniej i na świecie, w której przeprowadzane są tego typu zabiegi. Po raz pierwszy zabieg z użyciem lasera diodowego do korekcji podniebienia wykonano w styczniu 2014 roku. Do dziś przeprowadzono ich już ponad 260.
„Tak naprawdę nie chodzi o sprzęt, lecz raczej o pomysł, chęci, zainteresowanie tematem i pewne umiejętności, które nabiera się z wiekiem. Nam jest łatwiej, bo specjalizujemy się w operacjach w obrębie górnych dróg oddechowych u pacjentów, którzy mają problemy z bezdechami śródsennymi i z chrapaniem. Mamy duże doświadczenie w tym względzie” — mówi dr Michalik.
Tego typu operacje specjaliści z MML wykonali już u około 17 tys. pacjentów. „Mając takie doświadczenie, w którymś momencie po prostu zaczyna się modyfikować dotychczasowe metody, szuka się nowych rozwiązań. Takich, które dałyby jeszcze lepsze efekty, w krótszym czasie, mniej obciążały pacjenta, sprawiały, by zabieg był bardziej przewidywalny, mniej obarczony powikłaniami” — mówi szef zespołu otolaryngologów.
Lepsze efekty na dłużej
Technikę można modyfikować w zależności od pacjenta, jeśli chodzi o zakres częstotliwości, rejon anatomiczny. Można ustawiać inne parametry lasera w zależności od wieku pacjenta: inaczej u osób dorosłych, u dzieci czy w podeszłym wieku, a nawet w zależności od wagi. Chodzi o to, by efekt był porównywalny u wszystkich pacjentów.
Zastosowanie tej techniki do korekcji podniebienia daje efekt na kilka lat (6-8), w przeciwieństwie do klasycznej metody chirurgicznej, która zazwyczaj wystarcza na rok, dwa lata. „Kłopot w tym, że problem bezdechu czy chrapania dotyczy najczęściej wielu lokalizacji anatomicznych. Rzadko kiedy przyczyną jest tylko podniebienie, choć faktycznie tak jest najczęściej, ale zdarza się także, że dodatkowo winne są migdałki, nos, nasada języka, trzon języka czy nagłośnia” — mówi specjalista.
Metoda może być wykorzystywana także w korekcie migdałków podniebiennych, nasady i trzonu języka.
Zabieg może być bezpiecznie wykonywany u osób leczonych lekami przeciwzakrzepowymi oraz u pacjentów, u których z powodu różnych obciążeń nie można zastosować znieczulenia ogólnego. Ten zabieg można przeprowadzić także w znieczuleniu miejscowym lub sedacji.
Niestety, nie jest refundowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia — pacjent musi zapłacić za niego sam: od 2,5 do 3,5 tys zł.