Kontrakty 2008: konsultacje pod presją czasu
3 września minął termin nadsyłania uwag do proponowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia warunków kontraktowania w 2008 r. Świadczeniodawcy narzekają, że mieli na ocenę zbyt mało czasu i ostrzegają, że choć wśród proponowanych nowości jest sporo dobrych pomysłów, mogą się one nie sprawdzić, jeśli wycena punktów okaże się zbyt niska.
Mieszane uczucia
Właściciele przychodni specjalistycznych są zaniepokojeni nowym sposobem podziału porad. W projekcie na 2008 r. nie ma już porady za 7 punktów zakładającej wykonanie droższej diagnostyki, w zamian pojawiła się limitowana kompleksowa porada specjalistyczna za 9 punktów. „Obawiamy się, że może to utrudnić dostęp do badań wysokospecjalistycznych – uważa Adam Orchowski, kierownik Centrum Medycznego Kardiotel w Sopocie. – Jedna porada w roku za 9 punktów to za mało w sytuacji, kiedy musimy pewne drogie badania, np. Holtera, powtarzać. Nie wyobrażam sobie, aby w ramach zwykłej, nielimitowanej porady za 4 punkty można było wykonać drogie badania".
A. Orchowski przyznaje jednak, że wiele zależy od wartości punktu. Gdyby czteropunktowa porada była wyceniona na 50 zł, a nie tak jak obecnie na 30 zł, wprowadzenie 2 zamiast 4 rodzajów miałoby sens. Tymczasem nieoficjalnie lekarze przyznają, że jeśli wycena punktu się nie zmieni będą odsyłać pacjentów na badania do szpitali. Jarosław Skłucki, szef gdyńskiego NZOZ-u „Wzgórze Św Maksymiliana" obawia się, że warunkiem koniecznym zawarcia umowy z NFZ przez poradnię chirurgii dziecięcej i dla dorosłych będzie posiadanie na miejscu lub w tzw. lokalizacji, czyli pod tym samym adresem, aparatu RTG. „Rezultat będzie taki, że w mieście będzie tylko tyle poradni ortopedycznych, ile aparatów RTG – uważa J. Skłucki. – Wrócimy do czasów, kiedy działały tylko duże poradnie. Takich jak my, oferujących POZ i trochę specjalistyki ubędzie".
Zdaniem J. Skłuckiego, liczba poradni specjalistycznych może się także zmniejszyć z innego powodu. Zgodnie z nowymi warunkami kontraktowania lekarz specjalista ma przyjmować pacjentów minimum 3 razy w tygodniu, rano i po południu. „Wiele przychodni opiera się na specjalistach zatrudnionych w szpitalach. Oni nie bedą mogli u nas pracować rano" – argumentuje J. Skłucki. Z rezerwą do propozycji NFZ podchodzą także przedstawiciele Porozumienia Zielonogórskiego. Kością niezgody między funduszem, a lekarzami POZ była dotąd całodobowa opieka lekarska. Jak pisaliśmy w Pulsie Medycyny jeszcze przed wakacjami prezes Sośnierz miał w tej sprawie negocjować z PZ. Według Roberta Sapy fundusz może wprowadzić obligatoryjną całodobową opiekę lekarską. „O to się wszystko rozbija. Dla nas satysfakcjonującym rozwiązaniem byłoby utrzymanie obecnego stanu rzeczy" – deklaruje R. Sapa.
Czekając na wycenę
Świadczeniodawcy dostrzegają także dobre strony proponowanych zmian. Według J. Skłuckiego w wielu dziedzinach (z wyjątkiem chirurgii), np. w okulistyce, fundusz złagodził kryteria sprzętowe. NFZ nałożył także na lekarzy specjalistów obowiązek informowania na specjalnym druku lekarza POZ prowadzącego danego pacjenta o przebiegu konsultacji za 9 punktów. „Do tej pory zdarzało się niestety, że między lekarzem kierującym na badania a specjalistą nie było żadnej komunikacji" – przyznaje J. Skłucki.
„W sumie w wielu miejscach pomysły NFZ są bardzo dobre, ale podstawowe pytanie brzmi: jak będą finansowane" – dodaje J. Skłucki. Nad tym zastanawia się także Barbara Cylkowska, dyrektor NZOZ-u Elbląskie Centrum Diabetologii, zwolenniczka wprowadzenia w całym kraju dziennej opieki dla cukrzyków. Fundusz ma podobny pomysł. W przyszłorocznych kontraktach ma się znaleźć kompleksowa opieka ambulatoryjna nad pacjentem (KAOS) z cukrzycą, sęk w tym, że nie wiadomo, jak zostanie wyceniona. Jest pewne, że będzie finansowana według rocznej stawki kapitacyjnej. „Jak tę stawkę oszacować? Czy się w niej zmieścimy? - zastanawia się B. Cylkowska. – Gdybym miała zamienić nasz dzienny oddział na KAOS, NFZ musiałby mi zaproponować dwukrotnie wyższy kontrakt niż dziś".
Jej zdaniem stosowanie stawki kapitacyjnej sprawdza się w przychodniach, gdzie można zaoszczędzić na pacjentach zapisanych, którzy nie muszą chodzić do lekarza. „A do mnie przychodzą tylko ludzie chorzy" – podkreśla B. Cylkowska.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Anna Gwozdowska