Kleszcze zakażone boreliozą: gdzie w Polsce jest ich najwięcej?

MJM/PAP
opublikowano: 03-04-2023, 12:17

Najwięcej zakażonych boreliozą kleszczy jest we wschodniej i centralnej części kraju, czasami nawet do 60-70 proc. Jednak nie każdy zakażony kleszcz musi przenieść infekcję na człowieka. Trzeba rozsądnie podejść do faktu ukąszenia przez kleszcza, nie ma co przesadnie panikować - mówią eksperci.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Nie wszystkie kleszcze są zakażone boreliozą. Poza tym nie każdy zakażony kleszcz musi przenieść infekcję na człowieka.
Nie wszystkie kleszcze są zakażone boreliozą. Poza tym nie każdy zakażony kleszcz musi przenieść infekcję na człowieka.
iStock
  • Najwięcej zakażonych boreliozą kleszczy jest we wschodniej i centralnej części kraju. Chodzi o województwa mazowieckie, lubelskie, podkarpackie, warmińsko-mazurskie.
  • W tych regionach odsetek kleszczy zakażonych tymi bakteriami może sięgać czasami nawet do 60-70 proc.
  • Jednak nie każdy zakażony kleszcz musi przenieść infekcję na człowieka. Kliniczna borelioza u człowieka i zwierząt rozwija się tylko u ok. 10 proc. zakażonych pacjentów.
  • Borelioza jest wciąż bardzo podstępną chorobą. Z jednej strony jest nadrozpoznawana, a z drugiej niedoszacowana.
  • Liczba zachorowań może być niedoszacowana z powodu niecharakterystycznych objawów, które często wiązane są po prostu ze starzeniem się, przepracowaniem, przemęczeniem.

Ekspert zapytany o to, jaki procent badanych kleszczy jest zakażonych krętkami Borrelia wyjaśnił, że zależy to w głównej mierze od obszaru geograficznego. Podał, że średnio w Polsce ten wskaźnik kształtuje się na poziomie ok. 10-15 proc.

– Najwięcej zakażonych boreliozą kleszczy jest we wschodniej i centralnej części kraju. Chodzi o województwa mazowieckie, lubelskie, podkarpackie, warmińsko-mazurskie. W tych regionach odsetek kleszczy zakażonych tymi bakteriami może sięgać czasami nawet do 60-70 proc. – powiedział prof. Łukasz Adaszek.

Nawiązując do tego, z czego wynikają te różnice podkreślił, że we wschodniej Polsce jest przede wszystkim więcej siedlisk kleszczy, niż na zachodzie kraju ze względu na zalesienie terenu.

– Nie ma jednego czynnika, który wpływa bezpośrednio na to, że w danym regionie jest większy odsetek zakażonych kleszczy. Kleszcze są tylko przenosicielami tej choroby. Same też muszą ulec zakażeniu np. od dzikich zwierząt, które stanowią dla nich rezerwuar bakterii Borrelia – wyjaśnił lekarz weterynarii.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Europa Środkowa z największą liczbą przypadków boreliozy [BADANIA]

Dodał, że im większa liczba dzikich - zakażonych zwierząt, będących nosicielami Borrelia tym większe prawdopodobieństwo, że pasożytujący na nich kleszcz również ulegnie zakażeniu i będzie mógł dalej przenosić krętki na człowieka lub zwierzęta domowe czy gospodarskie.

Wskazał, że krętki Borrelia w formie uśpionej utrzymują się w jelitach kleszcza.

– Jednak w momencie, kiedy kleszcz zaczyna pić krew, to zmienia się struktura i konformacja białek tych bakterii. Zaczynają wtedy migrować z jelit kleszczy do ich gruczołów ślinowych i wraz z śliną przekazywane są do organizmu potencjalnego gospodarza, czyli człowieka lub zwierzęcia – poinformował kierownik Katedry Epizootiologii i Kliniki Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie.

Borelioza - nie każdy zakażony kleszcz musi przenieść infekcję na człowieka

W tym lubelskim ośrodku każdego roku badanych jest kilkaset kleszczy dostarczanych przez osoby prywatne, a do celów naukowych nawet tysiące tych pajęczaków z Polski i Europy.

Odnosząc się do samej metodologii badania kleszczy w kierunku boreliozy prof. Adaszek wyjaśnił, że pajęczak jest, kolokwialnie mówiąc, miażdżony.

– Wykorzystując technikę PCR tj. łańcuchową reakcję polimerazy, jesteśmy w stanie wykryć w jego organizmie DNA różnych patogenów m. in. bakterii Borrelia, i tym samym stwierdzić, czy dany kleszcz jest zakażony – powiedział profesor.

Zapytany, jakie warunki musi spełnić kleszcz dostarczony do badania w laboratorium odpowiedział, że najlepiej, gdy jest to kleszcz świeży, czyli opity krwią i wyjęty ze skóry człowieka lub zwierzęcia, jak najszybciej.

– To jest idealny materiał do badań, ale wspomniana technika jest w stanie wykryć obecność DNA krętków nawet w wysuszonym kleszczu – zaznaczył lekarz weterynarii.

Zwrócił jednocześnie uwagę, że nie każdy zakażony kleszcz musi przenieść infekcję na człowieka. Podał, że kliniczna borelioza u człowieka i zwierząt rozwija się tylko u ok. 10 proc. zakażonych pacjentów.

Borelioza z jednej strony jest nadrozpoznawana, a z drugiej niedoszacowana

Z kolei dr n. med. Grażyna Semczuk, lubelska konsultant ds. chorób zakaźnych, w rozmowie z PAP podkreśliła, że borelioza jest wciąż bardzo podstępną chorobą, ale – jak zwróciła uwagę – z jednej strony jest nadrozpoznawana, a z drugiej niedoszacowana.

– Nadrozpoznawana, dlatego, że trzeba mieć naprawdę dużą wiedzę i doświadczenie, żeby prawidłowo zinterpretować wyniki badań. Wiele czynników w organizmie człowieka może mieć na nie wpływ. I tylko doświadczony specjalista może zorientować się, czy są np. fałszywie dodatnie z powodu innych problemów w organizmie – wyjaśniła dr n. med. Semczuk dodając, że stąd statystyki dotyczące boreliozy mogą być zawyżone.

Z drugiej strony – jak podała – liczba zachorowań może być niedoszacowana z powodu niecharakterystycznych objawów, które często wiązane są po prostu ze starzeniem się, przepracowaniem, przemęczeniem.

– Właśnie dlatego ta choroba może nam umykać. Wielu pacjentów ma boreliozę, ale nie jest ona rozpoznana i leczona– dodała specjalistka chorób zakaźnych.

Borelioza - nie wszystkie kleszcze są zakażone

Wyjaśniła, że zakażony boreliozą pacjent czuje się źle, bolą go mięśnie, ma obniżony nastrój, mogą też boleć stawy. Jednak w Polsce borelioza stawowa nie jest często notowana.

Pamiętajmy, że nie wszystkie kleszcze są zakażone. Dlatego trzeba rozsądnie podejść do faktu ukąszenia przez kleszcza. Nie ma co przesadnie panikować, bo nawet jeśli choroba zostanie wykryta, to my – lekarze potrafimy nad nią zapanować – podkreśliła dr n. med. Semczuk.

Dodała, że ważne jest też wczesne rozpoznanie, bo wtedy szanse na zupełne wyleczenie jest największe. Jak wyjaśniła, trudniej jest z kilkuletnią boreliozą, gdy doszło już do zmian zwyrodnieniowych np. w stawach, do uszkodzeń nerwów obwodowych.

– Możemy wtedy wyeliminować bakterię, ale zmiany wynikające z przedłużającego się stanu zapalnego jest już trudniej cofnąć – zauważyła lubelska konsultant.

Na boreliozę chorują tylko leśnicy i rolnicy? To mit

Jednocześnie ekspertka obaliła mit, zgodnie z którym na boreliozę chorują tylko leśnicy i rolnicy.

– Oczywiście stanowią oni największą grupę zakażonych ze względu na częsty kontakt z kleszczem podczas pracy, ale w tej chwili mamy też bardzo dużo kleszczy w środowisku miejskim – powiedziała.

Według niej Lubelszczyzna jest co prawda w czołówce regionów jeśli chodzi o zapadalność na boreliozę (ze względu na duży obszar terenów leśnych), „ale nie jesteśmy wiodącym województwem pod względem liczby zakażeń; na pierwszym miejscu z reguły plasuje się Podlasie”.

– To jest mit, że na boreliozę chorują tylko leśnicy i rolnicy. Nie raz zdarzyło mi się, że pacjent zapewniający o tym, że nigdy nie był ukąszony przez kleszcza; że unika przyrody, jednak jest zakażony. W tej chwili mamy też bardzo dużo kleszczy w środowisku miejskim, wszędzie tam, gdzie jest zieleń. Pacjenci wręcz mówią, że byli w parku, na trawniku, czy na spacerze z psem i trafił się kleszcz – opisała specjalistka chorób zakaźnych.

Dodała, że leśnicy i rolnicy oczywiście stanowią największą grupę zakażonych boreliozą ze względu na częsty kontakt z kleszczem podczas pracy.

– Im więcej ukłuć, tym większa możliwość zakażenia – sprecyzowała doktor.

Dr n. med. Grażyna Semczuk przyznała, że faktycznie na przestrzeni lat świadomość społeczna na temat boreliozy się zwiększyła. – Jednak zadziwia mnie, jak ja to mówię, wieść gminna czyli przekazywanie sobie - z całym przekonaniem o swojej wiedzy - nieprawidłowych informacji na temat boreliozy – zwróciła uwagę.

Podała, że ludzie przychodzący do specjalisty chorób zakaźnych nieraz są zszokowani tym, co usłyszą od lekarza, bo mają „już swoje niereformowalne przekonania o chorobie”.

– Bywa zadziwiające, że pacjent w XXI wieku zamiast pójść do lekarza i uzyskać właściwą informację, słucha tego, co mają do powiedzenia sąsiedzi i znajomi – zauważyła lubelska konsultant ds. chorób zakaźnych.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Szczepionka przeciwko boreliozie w 2025 r.? Prof. Szuster-Ciesielska: to byłby przełom

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.