Kardiolodzy widzą serce w trójwymiarze
Kardiolodzy ze Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie podczas zabiegów ablacji korzystają z nowoczesnego systemu komputerowego, który umożliwia wykonanie przestrzennej mapy serca. Dzięki temu lekarze mogą skutecznie leczyć nawet najcięższe postacie arytmii.
Stworzony przez Amerykanów system Ensite Velocity miał swoją światową premierę na początku tego roku. Korzystanie z najnowocześniejszego tego typu rozwiązania w Polsce stało się możliwe dzięki współpracy rzeszowskich specjalistów z dr. n. med. Sebastianem Stecem z Warszawy, który pomógł sprowadzić je do szpitala.
„To bezcenna pomoc podczas ablacji. W trakcie zabiegu na ekranie komputera widzimy trójwymiarową mapę serca pacjenta. Umożliwia nam to szybsze, bezpieczniejsze i dokładniejsze znalezienie miejsca, w którym powstaje arytmia. „Zaglądamy” w miejsca, które normalnie są poza zasięgiem naszego wzroku” – tłumaczy dr Stec.
Pod kontrolą obrazu RTG do serca pacjenta, przez żyłę w pachwinie, wprowadza się elastyczne prowadnice. Przez nie, poprzez naczynia obwodowe, wprowadza się elektrody diagnostyczne i elektrodę ablacyjną. Po zlokalizowaniu obszaru odpowiedzialnego za powstawanie arytmii, w miejscu, które jest źródłem problemów, umieszcza się końcówkę elektrody ablacyjnej. Źródło częstoskurczu usuwa się w szpitalu w Rzeszowie dwoma metodami: techniką RF oraz krioablacją. W przypadku tej pierwszej, elektrodę ablacyjną rozgrzewa się do temperatury ok. 60oC.
„Dzięki ablacji z arytmii udaje się wyleczyć od 80 do nawet 95 proc. chorych. Do tej pory wykonaliśmy już 120 takich zabiegów” – mówi Janusz Romanek, kardiolog ze Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. „W trzech przypadkach pomogliśmy chorym z wszczepionym kardiowerterem-defibrylatorem serca, u których występowały tzw. burze elektryczne” – dodaje dr Sebastian Stec.
W planach są kolejne zabiegi, tym razem mające pomóc chorym z migotaniem przedsionków. „To dla nas spore wyzwanie, bo zabiegi tego typu wykonywane są na oddziałach o najwyższym stopniu referencyjności. Zamierzamy jednak je podjąć, gdyż wśród pacjentów z arytmią największą grupę stanowią właśnie osoby cierpiące z powodu migotania przedsionków” – wyjaśnia dr Romanek.
Zakres, w jakim rzeszowskim specjalistom uda się zrealizować te ambitne plany, będzie zależał przede wszystkim od wysokości kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Kurzyńska