Kadry, prestiż i finanse
Działy kadr prywatnych centrów medycznych coraz śmielej penetrują szpitale kliniczne i renomowane publiczne instytuty w poszukiwaniu pracowników. Przykład lek. Bożeny Grabowskiej, kardiolog z Instytutu Kardiologii w Warszawie, która przeszła do Centrum Medycznego LIM tylko potwierdza, że oferta prywatnych placówek jest coraz bardziej atrakcyjna.
Rano w instytucie, po południu w firmie
"W Centrum mam własną działalność gospodarczą. Jest to w tej chwili moje jedyne miejsce pracy i nie szukam innych, choć z CM LIM nie jestem związana umową na wyłączność. Centrum zaspokaja moje oczekiwania finansowe" - podkreśla B. Grabowska.
Jarosław Pinkas, zastępca dyrektora Instytutu Kardiologii ma świadomość, że jego placówka nie jest w stanie zapewnić lekarzom atrakcyjnych zarobków. "Wiemy, że popołudniami, w czasie wolnym nasi lekarze pracują w wielu różnych firmach, świadczą tam usługi komercyjne. I nie bardzo wiadomo, jak to zmienić. Jesteśmy szpitalem publicznym, który nie wybiera sobie pacjentów, a który ma za skomplikowane procedury płacone tak samo, jak za inne. Nie mamy takich możliwości finansowych, jak prywatna firma" - mówi Jarosław Pinkas. Jego zdaniem, instytut ma świetnie wykształconą kadrę i jest miejscem prowadzenia naboru przez firmy medyczne. "My kształcimy lekarzy, a oni im więcej płacą, więc od nas odchodzą. Nie jest to jednak proces, który ze względu na masowość, musiałby nas martwić. Mam pewność, że instytut to miejsce prestiżowe, które daje ogromną możliwość zdobycia czegoś więcej niż tylko pieniędzy, bo statusu naukowego, ogromnej wiedzy kardiologicznej i kardiochirurgicznej. Takich możliwości pracy naukowej nie zapewni lekarzowi żadna prywatna firma. Pod tym względem nasza sytuacja jest lepsza niż zwykłych szpitali, które nie prowadzą działalności naukowej, bo z pracy w nich lekarze rezygnują częściej" - uważa J. Pinkas.
Czas na rozwój zawodowy
Jednak z tą opinią nie zgadza się Bożena Grabowska. Twierdzi, że dopiero w nowym miejscu pracy będzie miała wystarczającą ilość czasu na otwarcie przewodu doktorskiego. "To był dodatkowy powód odejścia z instytutu: mieć więcej czasu na zrobienie doktoratu, który mogę przecież pisać pod auspicjami kliniki, pracując w prywatnym centrum medycznym. Instytut zapewniał lepszy dostęp do diagnostyki, lepsze zaplecze. Ale praca w nim nie pozostawiała mi odpowiedniej ilości wolnego czasu na zajęcie się rozwojem naukowym" - uważa B. Grabowska.
Czy nowy pracodawca zapewni jej warunki do rozwoju naukowego, nie udało nam się ustalić. Nikt z zarządu Centrum Medycznego LIM nie chciał - mimo naszych wielokrotnych prób skontaktowania się - porozmawiać z Pulsem Medycyny o polityce personalnej tej firmy.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska