Kac dyrektorów

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
opublikowano: 08-07-2009, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Dyrektor jednego z warszawskich szpitali ogłosił, że w sezonie urlopowym zwiększa lekarzom stawki za dyżury. Podwyżka o 15 złotych za godzinę ma zapobiec masowym urlopom w lipcu i sierpniu, i związanym z tym kłopotom z obsadą dyżurów. Od koleżanek i kolegów z różnych regionów Polski słyszę o podobnych zachowaniach dyrektorów. Gdzieniegdzie nie ma letnich podwyżek, ale przymyka się oko na wychodzenie lekarzy kontraktowych do domu po dyżurze, płacąc im nieokrojoną dniówkę. Zastanawia ten przypływ dobroci, podkreślam niektórych, szpitalnych menedżerów. Zwłaszcza w kryzysie, kiedy to wynagrodzenia tnie się gdzie popadnie. Czyżby jakieś kolejne wydanie syndromu ludzkiego paniska?

Nic z tych rzeczy. Moim zdaniem dyrektorów męczy kac. Kac moralny. Lekarz zatrudniony w ramach umowy o pracę idąc na urlop otrzymuje nie tylko pełną pensję etatową, ale i tak zwaną średnią dyżurową. Jest to rekompensata za zmniejszenie zarobków z tytułu braku dyżurów. Kiedyś dochodził jeszcze dodatek z funduszu socjalnego na tak zwane wczasy pod gruszą. Ale umowa o pracę powoli staje się w szpitalach reliktem. Dominują kontrakty.

Większość umów cywilnoprawnych jest skonstruowana na zasadzie "pracujesz - zarabiasz, nie pracujesz - nie zarabiasz". Biorąc wolne, lekarz kontraktowy dostaje po kieszeni. Ponieważ w przyrodzie nic nie ginie, sezon urlopowy to czysty zysk dla szefa lecznicy. Latem nie zamyka się przecież oddziałów, NFZ płaci, a wydatki na płace spadają. Każdego dnia w lipcu i sierpniu, czyli w szczycie letniego sezonu urlopowego, od jednej czwartej do jednej trzeciej lekarskiej załogi ma wolne. Niewypłacone na wynagrodzenia pieniądze ma do dyspozycji dyrektor. I to jest właśnie źródło letnich podwyżek.

Dodatkowa motywacja finansowa latem to dobry ruch ze strony dyrekcji. Nie tylko ze względu na obsadę dyżurów. Należy wziąć pod uwagę, że w letnim sezonie urlopowym okrojone zespoły lekarskie są zmuszone do pracy na zdwojonych obrotach. Umowa z funduszem musi być wykonana, a rąk do pracy jest zdecydowanie mniej. Szkoda, że tak niewielu szefów szpitali dostrzega ten problem. A może też sami lekarze robią zbyt mało, by ich dyrektorzy mieli moralnego kaca?

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Sławomir Badurek

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.