Jeden dzień z... Arkadiuszem Wroną

notowała Ewa Kurzyńska
opublikowano: 15-12-2010, 00:00

Arkadiusz Wrona jest farmaceutą, kierownikiem apteki „Arnika” w Rzeszowie, absolwentem Akademii Medycznej w Lublinie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
6.30 Dzwoni budzik. Wtóruje mu Bartek, mój roczny synek. O ile budzik jestem w stanie zignorować, to płacz dziecka skutecznie mobilizuje do wstawania.

7.00 Jem śniadanie z żoną i synami. Planujemy dzień.

7.40 Wychodzę z domu razem z 8-letnim Michałem, którego odwożę do szkoły. Mamy czas na męską rozmowę o samochodach. Motoryzacja to pasja zarówno moja, jak i starszego syna.

8.15 Jestem już w aptece. Otwieramy o godz. 9, ale zanim zjawią się pierwsi klienci, jest jeszcze sporo do zrobienia.

8.30 Włączam komputery, uzupełniam dokumentację.

9.00 Przychodzą pierwsi pacjenci. Jesteśmy apteką galeryjną, dlatego sprzedajemy więcej leków OTC niż receptowych. Od kiedy towarzyszy nam zimowa aura, pacjenci kupują najczęściej leki przeciwgrypowe i łagodzące objawy przeziębienia, krople do nosa, witaminy.

10.00 O rozmowę prosi stażysta. Chciałby pomóc w przygotowaniu leku recepturowego. Nie wykonujemy tego typu farmaceutyków zbyt często, więc młody człowiek korzysta z okazji, by zdobyć nowe umiejętności.

11.00 Pacjentka prosi o pomoc w zmierzeniu ciśnienia. Aparat jest dostępny dla klientów bezpłatnie. Obserwuję, że cieszy się powodzeniem. Niektóre osoby przychodzą częściej, mierzą u nas ciśnienie regularnie.

11.30 Jeden z pacjentów przyniósł receptę na lek, którego akurat nie mamy. Chodzi o antybiotyk. Kontaktuję się z hurtownią. O tej porze jesteśmy w stanie sprowadzić preparat w ciągu kilku godzin. Będzie do odebrania po południu.

12.00 Przychodzą pracownicy na drugą zmianę. Zamykamy o godz. 21, pracujemy też w soboty i niedziele, dlatego obowiązuje nas równoważny czas pracy.

12.30 W aptece jest kilku pracowników. Mogę spokojnie przejść do biura na zapleczu i zająć się dokumentacją. Sprawdzam raporty kasowe. Przy okazji robię sobie przerwę na drugie śniadanie.

14.00 Jeden z pracowników ma kłopot z realizacją recepty. Jest wypisana tak niewyraźnie, że nie sposób jej odczytać. Według pacjenta, powinien to być lek na nadciśnienie. Dzwonimy do przychodni, w której był pacjent. Lekarz, który wystawił receptę, jeszcze przyjmuje chorych. Precyzuje przez telefon zalecenia, a pacjent dostaje lek. Tego typu sytuacje zdarzają się regularnie. Czasem brakuje jakiejś cyferki w numerze PESEL, innym razem problemem jest właśnie niewyraźne pismo.

16.00 Koniec pracy. Jadę do domu. W drzwiach mijam się z żoną, która jest lekarzem i ma akurat drugą zmianę.

16.30 Domowa zawierucha. Karmię młodszego syna, ze starszym bawię się klockami. Gdy widzi to młodszy, również domaga się uwagi. Turlamy razem piłeczkę, potem Bartek łaskami obdarza żółtą kaczuszkę na kółkach.

19.00 Wraca żona. Całą rodziną siadamy do kolacji. To czas, kiedy opowiadamy sobie o przeżyciach całego dnia, żartujemy. Bardzo sobie cenię tę godzinę, kiedy nasza czwórka jest razem.

20.00 Zaczynamy szykować dzieci do snu. Kąpię młodszego syna, starszemu czytam bajkę na dobrano.

21.00 W dziecinnym pokoju robi się cicho. Jadę do hurtowni farmaceutycznej, gdzie odpowiadam za wydawanie leków narkotycznych. Fakturowanie kończy się o godz. 22 i muszę przy tym być

22.30 Z powrotem w domu. Zanim zasnę, znajduję chwilę na przejrzenie ulubionej gazety motoryzacyjnej.

1.00 Płacze Bartuś, który boleśnie ząbkuje. Przytulony, szybko zasypia.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: notowała Ewa Kurzyńska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.