Jakoś(ć) to będzie [FELIETON]

opublikowano: 10-07-2023, 16:30
aktualizacja: 10-07-2023, 17:00

Podczas gdy dostrzegalne porywy ciepłego lata ledwie zaczęły nas rozpieszczać, to barometry emocji społecznych rozgrzały się już niemal do białości. I co gorsza, co tydzień podają zgoła inną polityczną prognozę. Ale dla milionów schorowanych rodaków każdy poranek nie zaczyna się przecież od serwisów radiowych i telewizyjnych, które wzajemnie okładają się oskarżeniami o kłamstwo, manipulację czy wręcz narodową zdradę.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Marek Stankiewicz
Marek Stankiewicz
Fot. Archiwum

Niepełnosprawny obywatel RP wówczas ledwo dźwiga z łóżka swoje ciało do pionu, aby móc się z grubsza umyć i pokornie poczekać na pomoc opiekunów. Nieważne, co mu zabrał los — ręce, nogi czy może obie nerki naraz, albo płuca i serce. Medycyna, owszem, przedłużyła ludziom życie, lecz nie dała gwarancji jego jakości.

Ale podobno nie takie świat dramaty zna. 33-letnia Dorota w dwudziestym tygodniu ciąży trafiła do szpitala z powodu odejścia wód płodowych. Trzy dni później zmarła. Niespełna dwa lata temu, w podobnych okolicznościach, zmarła pani Izabela z Pszczyny. Jej śmierć wywołała ogólnopolskie protesty przeciwko restrykcyjnej ustawie aborcyjnej. I podobno miała to być ostatnia ofiara.

Fala społecznego oburzenia zalała po brzegi gabinety lekarskie ginekologów i położników w całym kraju. Klauzula sumienia zawisła nad nimi niczym miecz Damoklesa. Strefy wolne od aborcji zadrżały w posadach pod łopotem masowych marszów sprzeciwu. Ale to chyba nic dziwnego, bo kiedy młoda, zdrowa kobieta i przyszła matka przekracza z dzieckiem w swym łonie próg położniczego szpitala, który nieustannie chwali się w mediach nowymi technologiami przywracania życia i zdrowia, ona i jej rodzina mają nawet prawo oczekiwać cudu. Bo iluzja siedzi głęboko w naszych umysłach.

Cóż takiego się stało, że położnicy chowają się gdzieś po kątach przed podejmowaniem trudnych decyzji. Gdzie podziała się odwaga i solidarność medyków, które zawsze były przykładem poświęcenia i niezłomności? Komu wreszcie udało się tak rozszarpać więzy społeczne, że z zaufania i wzajemnego szacunku lekarza do chorych zostały tylko zgliszcza i ocean łez. Czy to jest naprawdę rzeczywistość urojona?

Do medycznej posługi trzeba dojrzeć. Każda śmierć zapada głęboko w podświadomość medyka, czy aby uczynił wszystko co możliwe i dostępne, aby uratować bliźniego. Bo w szpitalu chory człowiek to po prostu bliźni, a nie tylko pacjent czy, co gorsza, świadczeniobiorca.

Na naszych oczach z tego chaosu kontrolowanego przez czarodziejów politycznego marketingu wykluwa się nowa specjalność, której na imię medycyna asekuracyjna. Uzasadniony krzywdą społeczny gniew i presja, ale również histeria religijnych fundamentalistów osaczająca lekarzy wpływają negatywnie na efekty leczenia, skłaniają medyków do wybierania pracy w ambulatoriach zamiast w szpitalach, gdzie ryzyko nieumyślnego błędu medycznego jest większe.

Chciwy konował i zarozumiały matołek zamiast wykształconego lekarza zagościli już na stałe w leksykonie dyżurnych sieciowych hejterów. Zaś oszołom to z pewnością nie Europejczyk, ale ślepo podporządkowany idei, wietrzący podstęp i zdradę — i wierzący w nie bezgranicznie. Tak nasi rodacy dzień po dniu gaworzą sobie i o sobie w Internecie.

Systemy szybkiej ścieżki rekompensaty dla poszkodowanego pacjenta, zamiast wzajemnego pastwienia się w ciągnących się latami, przewlekłych procesach sądowych, są przez polityków wyśmiewane i traktowane jako próba zagwarantowania bezkarności niedouczonym medykom, okopanym w korporacyjnych bastionach. A przecież realny system no-fault, rodem ze Szwecji, to nic innego, niż stałe podnoszenie jakości udzielanych świadczeń zdrowotnych, zwiększenie liczby danych, dzięki którym możliwe staje się wyciąganie wniosków na przyszłość i poprawa bezpieczeństwa pacjentów.

Jakości w ochronie zdrowia nie da się zadekretować ani opatrzyć jakimiś eufemistycznymi zaklęciami legislacyjnymi. Jakość jest przeciwieństwem przaśności i dziadostwa. Jeszcze niedawno maseczki, bezpieczny odstęp, dezynfekcja rąk to dla milionów była tortura nie do zniesienia. Lekceważenie obostrzeń coraz częściej zalicza się do dobrego tonu.

Profesjonalizm w medycynie nie polega na tym, kto „wie lepiej”. Człowiek cierpiący często nie przebiera w grubiaństwie i agresji, a nawet impertynencji. Ale medykowi nigdy nie wolno odpowiadać pięknym na nadobne i obsesyjnie posądzać każdego o roszczeniowość. Wyrozumiałość i cierpliwość, takt i delikatność są najlepszymi drogowskazami do udanej kariery.

Jestem pewien, że większość nieszczęść 
w naszej ochronie zdrowia wynika z tego, co ktoś komuś powiedział albo nie powiedział. Źle, za późno i nie tym tonem. Ani pacjent, ani lekarz nie mogą nawet przez chwilę poczuć się zerem, wtrąconym w machinę biurokracji, która jest celem samym w sobie. Budowanie więzi z pacjentem w trakcie terapii leży w interesie lekarza. Co więcej, jest dla niego etycznym imperatywem. Koniecznymi atrybutami prawdziwego dialogu są kompetencja i wzajemne zaufanie, a nie pycha, mylnie kojarzona z dumą zawodową.

Poglądy lekarzy na temat aborcji nie identyfikują się z jedną partią polityczną. W rzeczywistości wyniki ankietowania lekarzy według sympatii politycznych są podobne do wyników całej populacji. Jednak medycy, podobnie jak wiele innych zawodów zaufania publicznego, są mocno przywiązani do autonomii zawodowej, a jeszcze bardziej do zapewnienia pacjentom możliwie najlepszej opieki.

Ale to właśnie społeczne zaufanie wymaga od lekarzy staranności wyższej niż przeciętna z uwagi na obiekt ich zabiegów, którym jest człowiek, i skutki, które często bywają nieodwracalne. Chodzi tu o większą zapobiegliwość, rzetelność i dokładność w wykonywaniu zawodu. Nowoczesny wzorzec lekarskiego profesjonalizmu jest budowany według takiego poziomu fachowości, poniżej którego postępowanie danego lekarza należy ocenić negatywnie.

Dlaczego nasz kraj tak nisko upadł 
w obyczajach i stał się bezbronny wobec głupoty i arogancji, która go oblazła 
i robi z nim teraz, co chce? A my podobno nic na to poradzić nie możemy. Wciąż pogłębiane przez starą politykę podziały trudno będzie zasypać, ale czas najwyższy zacząć to robić.

[email protected]

Źródło: Puls Medycyny

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.