Jak jest naprawdę - komentarze studentów AM

studenci polskich akademii medycznych
opublikowano: 10-05-2006, 00:00
Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Trzeba być zapaleńcem

Jestem studentką 6 roku PAM w Szczecinie i jestem dumna, że mogłam skończyć tę uczelnię. Wybór był prosty: miasto rodzinne, mieszkanie w domu, ponieważ studia nie należą do najłatwiejszych, a po co szukać szczęścia daleko, jak może być tak blisko.
Dzień egzaminu wspominam wspaniale, chociaż nie było to moje pierwsze podejście. Za drugim razem zdaje się z większym dystansem i spokojem. Najważniejsze nie denerwować się i dzień przed zafundować sobie odrobinę relaksu. W moim przypadku był to wyjazd z przyjaciółmi nad morze na 2 dni. Jak widać, efekt doskonały, albowiem zbliżam się do finiszu. W międzyczasie skończyłam jeszcze jedną uczelnię, czyli jak się czegoś chce, to wszystko da się zrobić. Studia były udane i nie zamieniłabym ich na żadne inne. Potrzeba wielu wyrzeczeń, są wzloty i upadki, ale tak jak wszędzie. Polecam studiowanie medycyny wszystkim zapaleńcom takim jak ja - osobom z powołaniem.
agadoc

Ciesz się wakacjami

W ubiegłym roku dostałam się na Wydział Lekarski AM w Warszawie. Pochodzę z Warszawy, tu mam znajomych, przyjaciół i nie wyobrażam sobie życia w innym mieście. Poza tym tu mam dom, za który nie muszę płacić i sama dbać o to, aby w lodówce było coś oprócz musztardy. Cieszy mnie też fakt, że jest tu mnóstwo szpitali, w których można robić praktyki, są specjaliści, których w mniejszych miejscowościach nie ma, a od których można się wiele nauczyć.
Wiadomo, że na medycynie jest dużo nauki. Jednak nie spodziewałam się, że już na pierwsze zajęcia trzeba będzie opanować 150 stron słynnego Bochenka, a pierwsze kolokwium z osteologii, na które wydawało się niemożliwością opanować taką ilość materiału - będzie tym najprostszym i tym, gdzie jest najmniej do zapamiętania. Jednak teraz, po 7 miesiącach nauki nie rozumiem również ludzi, którzy mówią, że medycyna to 6 lat wyjętych z życia. Jak ktoś chce, można znaleźć czas na imprezy, kino, teatr i przyjaciół.
Kandydatom radziłabym rozwiązywać testy typu nowa matura i to dużo, bo tylko one przygotują do sposobu udzielania odpowiedzi pod klucz. I cieszyć się najdłuższymi wakacjami w życiu.
Magda

Tatuś nie pomoże

Jestem na 3 roku AM we Wrocławiu. Mieszkam 5 km od Wrocławia, więc studia tu to dla mnie najlepsze wyjście. Wielu moich znajomych także kierowało się tym kryterium (chyba że zdawali do miast, w których był niższy próg, a na 2 roku przenieśli się do Wrocka). Osoby, które mają dalej (znajomi np. z Radomia, Grudziądza, Ełku) podkreślają, że Wrocław to piękne miasto, w którym kwitnie życie studencko-imprezowe. Poza tym jest bardzo przyjazne, po miesiącu każdy czuje, jakby się tu urodził. To, czy zdasz egzamin na AM we Wrocku, zależy tylko od tego, ile umiesz, a nie, jakie masz znajomości. Znam wielu synów asystentów, adiunktów czy nawet profesorów tutejszej AM, którzy się nie dostali i są na studiach płatnych! Na tej podstawie śmiem twierdzić, że nie było oszukiwania przy rekrutacji. Tak samo jest w trakcie studiów: umiesz = zdajesz, nie umiesz = polewasz albo masz fuksa na teście i tutaj również mamusia, tatuś czy ciocia kierownik katedry nic nie pomoże.
Gosia Ilnicka

Śpij na zapas

Na AM w Poznaniu zdawałem w 2003 r. Jest najbliżej rodzinnego Leszna, a fakt, że tutejsza akademia była uznawana za najlepszą w Polsce był pewnego rodzaju wyzwaniem. Nigdy nie żałowałem tego wyboru, choć dochodziły mnie słuchy, że w innych miastach jest łatwiej, że tam student traktowany jest bardziej ludzko.
Myślę, że każdy student medycyny czasem zastanawia się, dlaczego się na to zdecydował: stres, niedospanie, ogrom stawianych wymagań, życie towarzyskie i kulturalne zepchnięte na margines. Na dodatek na początku studiów kontakt z oddziałem i chorymi jest znikomy, można nie zauważać celu tego wszystkiego. Kiedy mam okresy zwątpienia, najlepszym lekiem jest założenie fartucha, słuchawek i pójście na oddział. Praca z pacjentami daje naprawdę mnóstwo satysfakcji, warto męczyć się na studiach, by móc pomagać tym ludziom.
Tegorocznym kandydatom na AM w Poznaniu życzę dobrego wykorzystania wakacji, bo to jedyne takie w ich życiu. Proponuję też wyspać się zawczasu, a na samych studiach nie robić sobie zaległości. Przy natłoku zajęć bardzo ciężko jednocześnie zajmować się aktualnymi i zaległymi rzeczami. Radzę też regularnie się wysypiać zawsze wtedy, kiedy można, bo przewlekłe zmęczenie i tak wszystkich dopadnie, ale im później, tym lepiej.
Bartosz Żuchowski

Warszawa OK

Moja przygoda z AM w Warszawie (obecnie 5 rok na Wydziale Lekarskim) rozpoczęła się od studiów na farmacji, gdzie dostałem się po wygraniu indeksu w jednym z telewizyjnych konkursów. Znając opinie Polaków na temat Warszawy i warszawiaków jako ludzi zadufanych, mających resztę Polski za gorszą, przyrzekłem sobie, że jeżeli to odczuję, to wrócę na studia do Łodzi. Byłem zaskoczony, kiedy zauważyłem, że na uczelni ponad 75 proc. studentów jest spoza Warszawy. Oni tak jak ja byli zagubieni, szukali zrozumienia, bratniej duszy, w pewien sposób zaczynali nowe życie. Teraz, po 6 latach w stolicy, wiem, że spotkałem fantastycznych ludzi, życzliwych, pomocnych, koleżeńskich. Bez różnicy, czy wspominam moich nauczycieli z farmacji, czy medycyny - za każdym razem spotykałem otwartych, wyrozumiałych, choć często zasadniczych ludzi. Od pierwszego roku, od pierwszych ćwiczeń i wykładów traktowali nas jak młodych dorosłych, stawiali na równi ze sobą. Nigdy nie odniosłem wrażenia, że jestem poniżany czy gorzej traktowany, a poza tym każdy student mojej Alma Mater może liczy na pomoc uczelni, która jest jedną z najnowocześniejszych i bardziej prostudenckich medycznych szkół wyższych w Polsce.
Robert Fastyn

Ważna motywacja

Jestem studentką 3 roku AM w Białymstoku. Odkąd pamiętam, chciałam zostać lekarzem, a tutejsza akademia jest najbliżej mojego miejsca zamieszkania i ma renomę. Studia są bardzo interesujące, ciężkie, ale z każdym rokiem odkrywam coraz większy sens nieprzespanych nocy. Na medycynie też się śpi! Jest bardzo dużo materiału do opanowania i bardzo mało czasu. Mimo wszystko, jeśli ma się motywację, bez większych problemów daje się radę.
Ania Ulianiuk

Nieważne, gdzie studiujesz

Jestem studentem 2 roku Wydziału Lekarskiego UM w Łodzi. Wybierając uczelnię, brałem pod uwagę właściwie tylko dwa kryteria: prawdopodobieństwo dostania się na wymarzone studia i odległość od rodzinnego miasta Kalisza. Przy wyborze między Poznaniem, Wrocławiem i Łodzią zadecydował fakt, iż w latach poprzednich w Łodzi był najniższy próg punktowy. Jak się później okazało, decyzja była świetna, bo do żadnego z dwóch pozostałych miast bym się nie dostał. Z samego egzaminu pamiętam jedynie duży dyskomfort, bo miałem bardzo mało miejsca na rozłożenie wszystkich kartek (kalkulator trzymałem na kolanach), a siedząc na samym brzegu, musiałem za każdym razem wstawać, gdy ktoś z naszego 10-osobowego rzędu chciał wyjść.
Mam wielu przyjaciół studiujących medycynę w innych miastach i przy porównaniach Łódź wypada naprawdę dobrze. Nauki jest bardzo dużo, ale sama atmosfera na uczelni jest dobra. Student nie czuje się lekceważony, jest wiele kół naukowych, w ramach których można chodzić na ciekawe dyżury lekarskie. A w miasteczku akademickim są miejsca, gdzie można miło spędzić czas i oderwać się od nauki i stresu.
Kandydatom radzę, żeby przy wyborze nie kierowali się wyglądem miasta czy opinią rówieśników. Wielu osobom zależy na tym, by uczyć się na najbardziej obleganych AM. Wydaje mi się jednak, że jeśli chodzi o medycynę, to nieważne jest to, po jakiej jest się uczelni, ale to, żeby się tam dostać i ukończyć te katorżnicze studia. Mam kolegów, którzy popełnili ten błąd i mając więcej punktów na egzaminie wstępnym ode mnie, na studia medyczne się nie dostali.
mnlis

Jestem szczęśliwa

Gdy zanosiłam papiery do sekretariatu w rektoracie warszawskiej AM wiedziałam, że to najlepsza decyzja, jaką podejmuję w życiu. Tu mam rodzinę i najważniejszą dla mnie osobę w życiu. Na egzaminach zdziwił mnie dużo mniejszy stres niż przypuszczałam. Oczywiście moje śniadanie stanowił tylko kefir, ale miałam wspaniały humor. Przecież to nie jest tak, że jeden test czy jakieś 4 godziny decydują o całym moim przyszłym życiu! To trochę za mało!
Teraz jestem na 2 roku, mam wspaniałą grupę przyjaciół, poznaję powoli uroki i smutki mojego przyszłego zawodu i jestem jedną z najszczęśliwszych lekarek in spe.
Alicja Olesiejuk

Jest tak, jak myślałem

Jestem studentem 2 roku CM im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy UMK w Toruniu. Największym plusem jest dla mnie to, że mieszkam z rodzicami, dzięki czemu mam codziennie ciepłe i dobre domowe obiadki. Zaoszczędzone pieniądze mogę przeznaczyć np. na zakup bardzo drogich książek czy niezbędnych przyborów, np. stetoskopu. Ale pozostanie w rodzinnym mieście nie było decydującym argumentem w wyborze uczelni. Ważniejsze było dla mnie to, że skoro uczelnia jest młoda, to wszyscy będą się starali, żeby poziom kształcenia był na odpowiednim poziomie - i tak jest! No i bardzo ważny powód - moja dziewczyna mieszka w Bydgoszczy!
Swojego wyboru nie żałuję. Poznałem tutaj super ludzi, mam bardzo fajną grupę. Jak na razie jest tak, jak myślałem, że będzie. No i nie mogę się doczekać 4 roku, kiedy zaczną się zajęcia w blokach (czyli np. przez 4 tyg. tylko chirurgia).
Bartosz Kozłowski

Dobry wybór

Cieszę się, że wybralem Akademię Medyczną w Warszawie. Po egzaminach musiałem zdecydować między MISMaP-em a farmacją. Wybór był trudny, bo sposób studiowania na UW bardzo różni się od tego na AM. Jednak chęć poświęcenia swojej przyszłej pracy człowiekowi zwyciężyła i pozwoliła zrezygnować m.in. z indywidualnego toku nauczania, który miałbym na UW. Pierwsze lata są bardzo ciężkie. Zdobywa się na nich podstawy, nie zawsze bardzo ciekawe, ale stanowiące bazę do dalszych studiów.
Egzaminy na studia były przeprowadzane w bardzo miłej atmosferze. Pilnowaniem zajmowali się młodzi doktoranci, którzy stworzyli możliwie bezstresową atmosferę.
Tegorocznym maturzystom życzę przede wszystkim wytrwałości w nauce, która na pewno zaowocuje świetnymi wynikami, a w razie porażki odkreśleniem niepowodzenia i wzięciem się porządnie do pracy w przyszłym roku.
Piotr

"Krótkie wspomnienie"

To nie był zwykły dzien. Minęło pięć lat a ja wciąż pamiętam tłamszące uczucie strachu wymieszanego z dużą dawką rodzącej się nadziei.
Byłam jedną z wielu młodych osób liczących na otrzymanie wielkiej szansy od losu. Nagrody za rok wytrwałej pracy i rekompensatę za szereg wyrzeczeń.
Jadąc wąskimi łódzkimi uliczkami, rozmyślałam, ile ominęło mnie radosnych spotkań ze znajomymi, ile być może jeszcze mnie ominie. W głowie, jak bumerang powracało pytanie, czy warto?
Od dzieciństwa słyszałam, że studia na akademii medycznej są trudne i że nie każdy jest w stanie udźwignąć ich ciężar. Zabawne wydawały mi się wówczas słowa mojego brata - studenta Politechniki Łódzkiej, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Czy istotnie człowiek jest w stanie przywyknąć do uczenia się w dzień i w nocy?
Zaprzątnięta rozmyślaniem o tym, czego powinnam się spodziewać wstępując w szeregi studentów akademii medycznej przeoczyłam moment, w którym pan taksówkarz poinformował mnie, że znajdujemy się u celu naszej podróży. Błądząc wzrokiem w poszukiwaniu wskazówki, w którym kierunku powinnam się udać, natrafiłam na widniejący na murze starego, secesyjnego budynku złoty napis "Collegium Anatomicum". Kontynuując swoje poszukiwania, skierowałam się w stronę tłumu elegancko ubranych, młodych ludzi i towarzyszącej im grupie zdenerwowanych opiekunów. W progu ciężkich drewnianych drzwi przywitał mnie gwar rozmów, wymienianych naprędce informacji, licznych pytań i odpowiedzi. Wkrótce po moim przybyciu, biało-czarna fala młodzieży, powoli skierowała się w stronę auli.
Udając przed samą sobą brak zdenerwowania, starałam się za wszelką cenę uniknąć zniszczenia, dzierżonego w rękach i niemiłosiernie wówczas gniecionego, dowodu osobistego.
Wkrótce po okazaniu mojego zmaltretowanego dokumentu, stałam się jednym z wielu obecnych na sali egzaminacyjnej twórców, coraz szybciej i bardziej wyraziście budującej się atmosfery skupienia.
Zanim się spostrzegłam w mojej prawej ręce trzymałam żółty ołówek, przede mną zaś leżała niepozorna książeczka testowa, od której zależało moje być albo nie być na tej uczelni.
Półtorej godziny egzaminacyjnego stresu wydało mi się szalenie krótkie, na tyle znikome, iż wychodząc z ogromnej auli miałam wrażenie, że wszystko dopiero się zaczyna, a nie kończy.
Niewiele się pomyliłam, kiedy po niespełna tygodniu na białej kartce, wiszącej w gablocie rektoratu ówczesnej akademii medycznej przeczytałam swoje nazwisko.
To był początek wspaniałej przygody, podczas której poznałam wiele niezwykłych osób. Nauczyłam się cieszyć z sukcesów i godzić z niepowodzeniami.
Wielokrotnie targana wątpliwościami, zastanawiałam się czy mój wybór studiów był trafny i czy gdyby dane mi było powtórzyć go, trwałabym nieugięcie przy swojej początkowej decyzji. Być może obrany cel, coraz częściej ze względu na uwarunkowania polityczne oraz liczne głosy mówiące, że polski system ochrony zdrowia jest niewydolny, wydaje się chybiony.
Jestem jednak przekonana, że droga, po której kroczę już od pięciu lat była i jest obrana mądrze oraz z pełną świadomością tego, dokąd prowadzi.
Moja uczelnia - Uniwersytet Medyczny w Łodzi - uświadomiła mi, że ciężka praca zawsze idzie w parze z satysfakcją i że "spadające gwiazdy trafiają w ręce tych, którzy spoglądają w niebo". Z tą mądrością zamierzam wkroczyć w czyhające za rogiem dorosłe życie.
Barbara Pawlak

Systematyczność na farmacji

Jestem studentką 2 roku farmacji na AM w Warszawie. Zdawałam na tę uczelnię z banalnej przyczyny - stolica jest moim rodzinnym miastem. Nie interesowałam się nawet akademiami w innych miejscowościach. Nie żałuję swojej decyzji, uczelnia spełnia moje oczekiwania w dużej mierze. Z pewnością jest kilka problemów, które mogłyby być lepiej rozwiązane, ale przecież nic nie jest idealne, poza tym moja opinia jest z pewnością subiektywna.
W czasie egzaminów jedyną rzeczą, która mnie zaskoczyła był ogrom kandydatów, szczęśliwie większość okazała się nie być dobrze przygotowana. Wydaje mi się, że było sporo chętnych, którzy mieli opanowany materiał tylko z jednego przedmiotu.
Tegorocznym kandydatom na moją AM - na farmację - radziłabym, aby dobrze przemyśleli swoją decyzję o wyborze kierunku, ponieważ studia nie są łatwe. Po pierwszym roku część studentów rezygnuje, dlatego jeśli kandydat nie potrafi systematycznie uczyć się i dobrze organizować sobie pracy, odradzałabym mu zdawanie na farmację.
Anna Lisiewska

Łza się w oku kręci

Jestem studentką 5 roku Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach. Uczelnię wybrałam z powodu bardzo pozytywnych opinii lekarzy pracujących w moim mieście i jej absolwentów. Kończyłam dobre liceum, więc czułam się na siłach, aby zdawać egzamin na studia medyczne.
Oczywiście były obawy czy się dostanę, tym bardziej że krążą mity o tym, że aby dostać się na te studia trzeba mieć "plecy" i dać łapówkę. Jednak w moim przypadku to się nie potwierdziło i za pierwszym podejściem zostałam przyjęta.W wakacje była wielka euforia - do pierwszych dni roku akademickiego, wtedy zaczęło się na dobre.
Pierwsze dwa lata to tylko nauka i nauka. Szczerze, to nie spodziewałam się, że będzie aż tak ciężko. Jak się później okazało, to dwa pierwsze lata na tej uczelni są naprawdę trudne do przejścia. Odpada około 40-50% tych, którzy zaczynali. Było bardzo dużo stresu, łez, załamań przeplatanych krótkotrwałą radością po zaliczanych szpilkach z anatomii czy kolokwiach z biochemii, histologii czy innych. Egzaminy oczywiście ciężkie, ale mnie sią udawało i do tej pory udaje mi się zdawać. W tej chwili bardzo polubiłam tę uczelnię i aż się łza w oku kręci na myśl, że został tylko jeden rok. Teraz nie zamieniłabym tej uczelni na żadną inną, choć na początku różnie to było. Dużym atutem Katowic są wysokospecjalistyczne szpitale, niejednokrotnie najlepsze ośrodki w kraju i uznawane za granicą. Bardzo się cieszę, że mogę tu się uczyć od najlepszych! Ta uczelnia i to miasto ma specyficzną atmosferę!
Trzymam kciuki za tegorocznych kandytatów, życzę im powodzenia na studiach!
J.K.

Szansa na rozwój

Dlaczego właśnie ta a nie inna AM? Jestem z Poznania i chciałem studiowac na AM, wiec wybór był prosty. Swojej decyzji nie żałuję, studia są wymagające, ale satysfakcjonujące. AM w Poznaniu daje także duże możliwości rozwoju naukowego oraz działalności studenckiej. W obecnym roku akademickim (jestem na 3 roku studiów) pełnię funkcję Prezydenta Oddziału Poznań Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Medycyny IFMSA-Poland, organizacji studenckiej działającej przy AM w Poznaniu, jestem także członkiem STN AM w Poznaniu.
Marcin Mikoś

Strategia egzaminacyjna

Oto moje wspomienienia z egzaminu wstępnegona białostocką akademię. Egzamin wstępny zaliczyłem z wynikiem w pierwszej 10., jednak mój przypadek jest dosyć nietypowy. Skończylem I LO w Białymstoku, wówczas najlepsze liceum w województwie, w klasie o profilu matematyczno-informatycznym. Pisałem maturę z biologii, do testów uczyłem się 2 tygodnie, co nie jest ilością czasu polacaną przyszłym studentom AMB. Fizyka była zawsze moim ulubionym przedmiotem, brałem udział w olimpiadach i byłem członkiem kółka fizycznego.
Chemię strzeliłem, uzyskując 14 punktów na 40 (przy 4 możliwościach miałem
statystycznie szanse na 10 punktów) i przy wymaksowaniu biologii i fizyki
otworzyło mi to wrota uczelni.
pyroaniah

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: studenci polskich akademii medycznych

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.