Grypa opanowana

Jolanta Grzelak-Hodor, Urszula Ludwiczak, Monika Wysocka
opublikowano: 17-12-2009, 00:00

Lekarze rodzinni zauważają, że im większe jest medialne zamieszanie wokół grypy wywołanej wirusem A/H1N1, tym więcej mają pracy, bo pacjenci zgłaszają się nawet ze zwykłym katarem. Sonda Pulsu Medycyny pokazuje jednak, że mamy grypę pod kontrolą.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Lekarze nie pierwszy raz stanęli przed takim wyzwaniem, jak wzrost zachorowań na grypę. W tym sezonie sytuację skomplikowało pojawienie się nowego wirusa A/H1N1.

Wojciech Perekitko jest kierownikiem NZOZ Primum w Kożuchowie koło Nowej Soli, małym miasteczku, gdzie nie ma poradni specjalistycznej, a do szpitala trzeba jechać kilkanaście kilometrów. Prowadzi praktykę dla 3 tys. pacjentów. Przyznaje, że w związku ze „świńską" grypą na początku panował chaos informacyjny. „Z Ministerstwa Zdrowia nadchodziły same niejasne informacje na temat tego, jak diagnozować, w jaki sposób postępować z chorym, czy w ogóle ten wirus jest w Polsce, czy go nie ma, a jeśli jest, to jakie niesie ze sobą zagrożenia. Byliśmy zdezorientowani - mówi Wojciech Perekitko. - Ostatecznie sami szybko oceniliśmy sytuację i po prostu zachowujemy się jak zwykle".

Zdaniem Wojciecha Perekitko, lekarze kontrolują sytuację. Nawet w jego miejscowości, gdzie mieszkał młody ksiądz, który tuż po zdiagnozowaniu u niego wirusa A/H1N1 zmarł w szpitalu w Gorzowie, nie było paniki wśród mieszkańców.

Spokój i zdrowy rozsądek

Katarzyna Stein-Sedlak, współwłaściciel i kierownik NZOZ Tyniec w Tyńcu koło Krakowa, uważa, że teraz najważniejszy jest spokój i zdrowy rozsądek. „Nie można wprowadzać paniki w społeczeństwie, bo natychmiast skutkuje to kolejką pacjentów ze zwykłym katarem. A instrukcje postępowania są jasne i proste" - mówi Katarzyna Stein-Sedlak. Lekarka ma pod opieką ponad 3 tys. pacjentów. Jak dotąd z ciężkimi objawami grypy i podejrzeniem wirusa pandemicznego skierowała do szpitali tylko cztery osoby. „Nie zrobiłam tego wyłącznie z powodu złego stanu pacjentów, ale też na podstawie wywiadu. Były to między innymi kobieta, która wróciła z podróży do Kanady, i pacjentka z silnymi objawami grypy, astmą i do tego w ciąży" - mówi Katarzyna Stein-Sedlak.

Zgodnie z instrukcjami przekazanymi przez służby sanitarne, lekarka poleciła podejrzanym o infekcję wirusem A/H1N1 dojazd do szpitala prywatnym środkiem transportu. „Podkreśliłam, by poczekali w aucie aż osoba, która ich odwiezie, poinformuje oddział zakaźny o takim przypadku. Dzięki temu moi pacjenci nie pojawili się w ogóle w szpitalnej poczekalni, lecz zostali od razu zabrani do izolatki. Postępowanie krakowskich szpitali było bez zarzutu" - podkreśla. Szybko została powiadomiona o wyniku badań wirusologicznych i działaniach szpitala - czy pacjent pozostał na oddziale, czy mógł wrócić do domu. Tylko u jednej osoby potwierdzono obecność wirusa typu A.

Leki nie dla każdego

Z sondy Pulsu Medycyny wynika, że niewielu lekarzy miało dotąd potrzebę przepisywania specjalistycznych leków przeciwgrypowych. Najtrudniejsze przypadki trafiają do szpitali, „zwykłe" leczy się tradycyjnie. Jacek Krajewski z prywatnej Praktyki Lekarza Rodzinnego „Udanin" na Dolnym Śląsku na kilkuset pacjentów, których przebadał w ostatnim czasie, przypadków grypy zdiagnozował niewiele. „Tamiflu przepisałem dwa razy: młodej dziewczynie z nadczynnością tarczycy, która pojechała od razu do szpitala, zanim wykupiła receptę, a drugi pacjent został w domu i po wzięciu leku poczuł się lepiej" - mówi Jacek Krajewski.

W Myślenicach panika mogła być większa niż w innych regionach, bowiem oficjalnie potwierdzono tu przypadki zakażenia wirusem A/H1N1. Efekt - pacjenci przychodzą do lekarzy nawet z najbanalniejszym przeziębieniem. „Jednak grypy też jest więcej. Wiemy, jak działać, wytyczne służb sanitarnych są jasne. W każdym razie, kierując kogoś do szpitala, biorę pod uwagę zarówno ciężki przebieg infekcji, powikłania, jak i schorzenia współistniejące" - podkreśla Monika Strug, lekarz i kierownik NZOZ Praktyka Lekarza Rodzinnego w Myślenicach.

Podstawowa opieka zdrowotna w Myślenicach i okolicznych wioskach jest w komfortowej sytuacji - dysponuje własną karetką. Dlatego nie ma kłopotów z transportem chorych. „Jedyny problem, jaki może się pojawić, to niepotrzebne, moim zdaniem, życzenie szpitala, by chory przeszedł najpierw przez SOR, co wydłuża czas i naraża innych. Ja od razu kieruję na oddział zakaźny" - mówi lekarz rodzinny.

(...)

Cały artykuł na ten temat znajduje się w Pulsie Medycyny nr 20 (203) z 16 grudnia 2009 r.

Aktualna oferta prenumeraty Pulsu Medycyny


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Jolanta Grzelak-Hodor, Urszula Ludwiczak, Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.