Gdańskie AKC bez nowego dyrektora

Mirosław Stańczyk
opublikowano: 28-05-2008, 00:00

Akademickie Centrum Kliniczne przy Akademii Medycznej w Gdańsku od miesięcy czeka na nowego dyrektora z prawdziwego zdarzenia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Jeszcze 16 maja wydawało się, że szefem centrum zostanie dr Jacek Domejko, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Świdnicy, który podczas przesłuchań kandydatów zrobił bardzo dobre wrażenie na komisji konkursowej. Jednak do Gdańska wolałby przenieść się w perspektywie kilku miesięcy. "Wyznaczony przeze mnie termin nie był sztywny, a jedynie optymalny z mojego punktu widzenia" - zaznaczył w rozmowie z Pulsem Medycyny Jacek Domejko, który jednak rozumie, że sytuacja gdańskiego centrum wymusza natychmiastowe decyzje. W związku z tym on odpada z konkursu, a poszukiwania kandydata będą kontynuowane.
Komisja rektorska AM zbierze się 27 maja, aby przedstawić warunki pracy kolejnej osobie. Na szczęście, firma headhunterska, z usług której korzystały władze akademii w poszukiwaniu kandydata na szefa centrum, przedstawiła aż ośmiu kandydatów. Trzech wstępnie zaakceptowano, ale teraz w kręgu zainteresowania uczelni pozostało tylko dwóch.
"Sytuacja jest przygnębiająca, nie mamy dyrektora (obowiązki te pełni Ewa Książek-Batory - przyp. red.), a przecież trzeba negocjować kontrakty z Pomorskim Oddziałem Wojewódzkim NFZ" - informuje Puls Medycyny Mirosław Madej, przewodniczący zakładowej organizacji NSZZ "Solidarność", który reprezentuje stronę społeczną podczas przesłuchań kandydatów na dyrektora.
"Proszę napisać, że pomimo zawirowań, związanych z problemami w obsadzeniu stanowiska dyrektora centrum, spokojnie pracujemy nadal" - przekonuje prof. Roman Nowicki, rzecznik prasowy gdańskiej akademii. Spokój jest tylko pozorny. Akademickie Centrum Kliniczne obciąża dług rzędu 230 mln zł. Placówka w I kwartale 2008 roku nie wykonała kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia na ok. 6 mln zł.
Stanowisko Ministerstwa Zdrowia jest jasne, gdańskie centrum może liczyć na wsparcie resortu, jednak pieniędzy nie będzie bez wdrożonego programu restrukturyzacji, a to oznacza radykalne cięcia w zatrudnieniu. Jak mantra powtarzana jest w różnych odmianach złowieszcza liczba "1700" - tyle osób powinno pożegnać się z dotychczasowym zakładem pracy. "Nie może tak być, że na jedno szpitalne łóżko przypadają prawie trzy osoby personelu, do zaakceptowania jest proporcja jeden do jednego" - uważa wiceminister zdrowia Adam Fronczak.
"Zredukowanie liczby etatów o połowę, przy zachowaniu stanowisk pracy przez lekarzy i pielęgniarki, oznaczać będzie, że szpital pozbawiony zostanie innych pracowników, a więc nie tylko całej administracji, ale także techników medycznych, a bez nich szpital przestanie funkcjonować. Nie wszystkie funkcje są w stanie wypełniać firmy zewnętrzne" - komentuje sytuację Mirosław Madej.
Trudno uwierzyć, że działające na terenie akademickiego centrum związki zawodowe zgodzą się na planowane zwolnienia, chociaż zgodnie z przyjętymi zobowiązaniami, do końca maja nie powinny podejmować żadnych radykalnych akcji. Szkopuł w tym, że maj się właśnie kończy.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Mirosław Stańczyk

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.