Sposób na ominięcie kolejek?
Zamiast zgodzić się na leczenie za granicą, Narodowy Fundusz Zdrowia może wskazać placówkę w kraju, która powinna przeprowadzić leczenie lub badanie diagnostyczne - taki zapis przewiduje projekt nowego rozporządzenia ministra zdrowia. Czy to oznacza usankcjonowane sposobu na omijanie kolejek pacjentów oczekujących na świadczenie z publicznych środków?
Omijanie kolejki?
"Wniosków o leczenie za granicą nie jest dużo. W roku 2007 prezes NFZ wydał 13 takich zgód. Dotyczyły one zabiegów okulistycznych, ortopedycznych i chemioterapii. Wszystkie zostały wydane ze względu na to, że świadczenia te wprawdzie są zakontraktowane przez NFZ w kraju, ale nie mogły być wykonane w dopuszczalnym czasie" - wyjaśnia Wanda Piróg-Jakubiak, dyrektor Departamentu Spraw Świadczeniodawców w centrali NFZ.
W 10 przypadkach decyzje w sprawie finansowania leczenia zagranicznego były odmowne, bo, zdaniem NFZ, wszystkie wnioski dotyczyły świadczeń, które można było wykonać w kraju. "W takiej sytuacji albo oddział, albo centrala NFZ wskazuje, gdzie czeka się krócej i świadczenie może być załatwione w terminie mieszczącym się w dopuszczalnym okresie dla danego pacjenta. Tak więc zapis w zmienionym rozporządzeniu to właściwie nic nowego, tylko usankcjonowanie obecnej praktyki" - wyjaśnia Wanda Piróg-Jakubiak.
Urzędniczka funduszu odpiera zarzut, że proponowany zapis w rozporządzeniu może stać się sposobem na ominięcie kolejek oczekujących na leczenie w kraju. "Przede wszystkim wskazanie przez nas innego ośrodka nie oznacza, że pacjent jest tam przyjmowany poza kolejnością. Jest normalnie zapisywany w kolejce, tyle że jest ona krótsza. Może być jednak zapisany w kolejce przypadków pilnych do przyjęcia, a nie tych stabilnych, z dłuższym czasem oczekiwania" - mówi dyr. Piróg-Jakubiak. Przypomina też, że wniosek o leczenie zagraniczne może wypełnić tylko lekarz danej specjalności w stopniu doktora habilitowanego lub profesora, a więc ludzie odpowiedzialni. "Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy: pacjent musi się zgodzić na takie rozwiązanie. Dla niektórych osób może to być rzeczywiście problematyczne, bo oznacza dojazd do innego miasta, kontakt z innym lekarzem, ale leczenie za granicą to też transport, który jest jeszcze droższy, na dodatek obce środowisko, obcy język" - uważa dyr. Piróg-Jakubiak.
Odpowiada lekarz
Obaw, że proponowany zapis może stać się sposobem na omijanie kolejek, nie ma też prof. Jerzy Szaflik, krajowy konsultant ds. okulistyki. "Oczywiście nie można wykluczyć takich zachowań. Jednak jakaś odpowiedzialność spada na lekarza, który wnioskuje" - uważa prof. Szaflik i dodaje: "Prawda jest taka, że zdarzają się sytuacje, kiedy zabieg może być wykonany w kraju, a chory lub jego rodzina mimo to zabiegają o leczenie za granicą. Dlatego uważam, że jakieś uporządkowanie tych spraw powinno nastąpić. Może być tak, że pacjent czekający zbyt długo na zaopatrzenie chirurgiczne w jednym ośrodku, zamiast jechać za granicę, może być zoperowany w innym krajowym ośrodku, ale na to potrzebna jest zgoda tego ośrodka i przede wszystkim pacjenta. Koszty leczenia za granicą są jednak wyższe i jeśli szukamy racjonalnych oszczędności, to takie rozwiązanie uważam za dopuszczalne".
Nieco inne spojrzenie mają jednak pacjenci. Adam Sandauer, przewodniczący Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere uważa, że jeśli dążymy do zasady, iż pieniądze powinny iść za pacjentem, to nie ma powodu, żeby nie mogły iść za nim także za granicę.
"Wskazywanie choremu przez NFZ konkretnego ośrodka w Polsce, w którym ma być zoperowany, jest oczywiście zgodne z prawem, ale niezgodne z tendencjami jednoczącej się Europy, a co najważniejsze ze zdrowym rozsądkiem. Ta metoda może stać się jednym ze sposobów ratowania tych polskich placówek, których ludzie unikają, bo tam właśnie nie trzeba czekać i są wolne miejsca" - mówi Adam Sandauer. Jego zdaniem, proponowane przez NFZ rozwiązanie to metoda promowania ośrodków, w których ludzie nie chcą się leczyć. "Nie ma dziś rejonizacji i możemy leczyć się tam, gdzie chcemy. Ludzie wybierają te ośrodki, które uważają za dobre, a tam jest zazwyczaj długa kolejka oczekujących" - podkreśla Adam Sandauer.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Szarkowska