Europa zmierza w kierunku medycyny bez granic
Co rozszerzenie Unii Europejskiej zmieni w pracy lekarzy po obu stronach Odry, jakie wiążą się z tym szanse i zagrożenia, jak mądrze korzystać ze wspólnych doświadczeń - zastanawiali się polscy i niemieccy lekarze podczas sympozjum "Zrozumieć przeszłość - kształtować przyszłość", które odbyło się w saksońskiej Miśni.
"Niemcy obawiają się, że lekarze z Polski odbiorą im pacjentów. My z kolei nie wiemy, czy Niemcy nie wykupią naszych miejsc pracy, czyli szpitali i przychodni w Polsce. Takie spotkania jak to sympozjum mają rozwiać wzajemne uprzedzenia, przybliżyć nam problemy naszych sąsiadów. W końcu już niedługo będziemy działać w ramach jednej wspólnoty" - mówi dr Andrzej Wojnar, prezes Dolnośląskiej Izby Lekarskiej, która wraz z Saksońską Izbą Lekarską zorganizowała w Miśni polsko-niemieckie sympozjum. "Po latach współpracy z dolnośląskimi lekarzami jesteśmy z nimi bardzo zaprzyjaźnieni. Chcemy, by nasza współpraca była jeszcze ściślejsza i pozbawiona wzajemnych uprzedzeń. Dlatego właśnie się spotykamy" - potwierdza prof. Jan Schulze, przewodniczący Saksońskiej Izby Lekarskiej.
Zaleją i odbiorą pracę?
Niemieccy lekarze już teraz zadają sobie pytanie, co to będzie po rozszerzeniu Unii Europejskiej o 10 państw. Czy zaleje ich fala lekarzy z Polski, Czech czy Węgier, którzy odbiorą im pracę? "Takie same obawy były, gdy rozszerzono Wspólnotę o Hiszpanię czy Portugalię, bo w tych państwach lekarze również zarabiali dużo mniej niż u nas. Do exodusu jednak nie doszło. Więc teraz też go nie będzie" - uspokajał dr Otmar Kloiber z Niemieckiej Federalnej Izby Lekarskiej. "Ja bym nie był taki spokojny. Zarobki polskich i niemieckich lekarzy dzieli prawdziwa przepaść - ripostował dr Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. - Z jednej strony cieszę się, że nasi lekarze będą mieli szansę pracować za godziwe pieniądze tam, gdzie chcą. Z drugiej zaś obawiam się drenażu kadry".
K. Radziwiłł podkreśla, że studia lekarskie są najdroższe ze wszystkich. Jednak polskie władze na razie nie dostrzegają niebezpieczeństwa migracji lekarzy. Jego zdaniem, już teraz według norm europejskich w niektórych specjalnościach jest w Polsce za mało lekarzy. "U nas twierdzi się jednak, że lekarzy jest za dużo. O tym decydują normy stworzone w oparciu o możliwości finansowania naszej służby zdrowia, nie zaś rzeczywiste dobro pacjenta" - twierdzi K. Radziwiłł.
"Polscy lekarze mogą uzupełnić niedobory kadry medycznej, które są u nas aż nadto widoczne. Zmniejszyła się bardzo atrakcyjność zawodu. Zdecydowanie mniej ludzi wybiera studia medyczne. Kiedyś było kilku kandydatów na jedno miejsce, teraz jest zaledwie półtora. Młodzi lekarze uciekają do zachodnich landów, Skandynawii czy południowej Europy, gdzie mają lepsze warunki pracy" - potwierdza prof. Jan Schulze, przewodniczący Saksońskiej Izby Lekarskiej.
Wzajemne uznawanie dyplomów i szkolenia
Jak przypomniano w trakcie sympozjum, system uznawania dyplomów i dokumentów umożliwiających pracę lekarza w Unii Europejskiej został opisany w dyrektywie Wspólnoty 93/16/EWG, która nadal obowiązuje. Lekarze byli pierwszą grupą, dla której przyjęto, w przeciwieństwie do innych zawodów akademickich, automatyczną procedurę uznawania uprawnień zawodowych. System ten nazwano sektorowym.
"Oznacza on, że polski lekarz po 1 maja 2004 roku może wystąpić chociażby do Saksońskiej Izby Lekarskiej, na której terenie chciałby pracować, o uznanie jego kwalifikacji zawodowych. Ma ona na to trzy miesiące. Jeśli tego nie zrobi, można domagać się odszkodowania. To samo będzie działać w drugą stronę" - wyjaśniał Otmar Kloiber.
Nowe decyzje Unii
Dla automatycznego uznawania lekarskich kwalifikacji zawodowych polskich lekarzy w UE mogą jednak pojawić się dwie przeszkody. "Po pierwsze w traktacie akcesyjnym zawarte są 7-letnie okresy przejściowe na swobodny przepływ siły roboczej. Niedobór lekarzy w Niemczech, ale też innych krajach UE jest tak duży, że w większości przypadków nie będą one obowiązywać. Drugą przeszkodą są nowe propozycje Komisji Europejskiej, które odbierają naszemu zawodowi przywilej automatycznego uznawania kwalifikacji. O wszystkim mieliby decydować urzędnicy. Zmniejszyłaby się więc rola towarzystw lekarskich. Dodatkowym minusem nowego systemu jest to, że po przejściu biurokratycznej machiny, lekarz mógłby pracować w danym kraju bez powiadamiania, czyli kontroli tamtejszej izby lekarskiej" - twierdzi dr Kloiber. Zarówno polscy, jak i niemieccy lekarze byli zdecydowanie przeciwni tego typu propozycjom.
Kwestią, która wzbudziła dużo dyskusji, było porównanie systemu kształcenia podyplomowego lekarzy polskich i niemieckich. Okazało się, że systemy są bardzo różne, a specjalizacje zupełnie się nie pokrywają ze sobą. "W Niemczech myśli się obecnie o obowiązku doskonalenia zawodowego lekarzy, których kwalifikacje będą sprawdzane w cyklu pięcioletnim. Wzbudza to nasz głęboki sprzeciw" - mówił prof. Martin Link z Saksońskiej Izby Lekarskiej. Podobne stanowisko w sprawie recertyfikacji zajęli polscy lekarze.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Marcin Murmyło, Miśnia