Dyrektorzy szpitali ratują budżety dochodami z dzierżawy powierzchni
Oddane w ajencję szatnia czy parking przy szpitalu to już niemalże norma, choć trudna do zaakceptowania dla pacjentów i odwiedzających. Dzięki temu ZOZ nie zatrudnia obsługi, nie martwi się o utrzymanie czystości wokół obiektu, nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne kradzieże.
W wielu szpitalach można dziś zrobić zakupy (nie tylko medyczne), skorzystać z usług banku czy fryzjera, a nawet rozpocząć kurs nauki jazdy samochodem lub pograć w tenisa. Przychód z dzierżawy zbędnych pomieszczeń i powierzchni staje się istotną pozycją w budżecie ZOZ-ów. Złośliwi mówią, że jak tak dalej pójdzie, publiczne szpitale same zaczną prowadzić niemedyczną działalność gospodarczą.
Dzierżawa niewykorzystywanej do działalności medycznej powierzchni to jedyny ratunek dla szpitali-gigantów, budowanych przed laty ,na wyrost", a dziś najbardziej kosztownych w utrzymaniu.
Zbędne metry kwadratowe
Dochody z wynajmu niwelują straty wynikające z wysokich opłat za media i utrzymanie czystości. Im większa powierzchnia, tym większe możliwości. W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie (powierzchnia całkowita 54 tys. mkw.) do dyspozycji pacjentów i odwiedzających są: bufet, kawiarnia, kiosk, księgarnia, sklepik ,ABC chorego", apteka, kwiaciarnia, wagi oraz automaty do sprzedaży kawy i zimnych napojów. Na tym nie koniec. Część terenu wokół szpitala dzierżawi firma prowadząca kursy nauki jazdy. W hali mieszczącej się w jednym ze zbędnych budynków gospodarczych inny najemca otworzył korty tenisowe. W podziemiach szpitala produkowane są zaś ciastka i wyroby garmażeryjne, skąd rozwożone są do sklepów w mieście.
,Robi się to, by utrzymać szpital przy życiu. Ogromna powierzchnia bardzo podnosi koszty naszej działalności. Dwie bezużyteczne kondygnacje podziemne, 800 metrów korytarzy pod ziemią, to wszystko trzeba ogrzać i posprzątać. Kuchnia o powierzchni 5 tys. mkw., która miała wyżywić wszystkie częstochowskie szpitale, jest wykorzystywana tylko przez nas, zaledwie w 1/4. Żeby nie trzymać tego bezużytecznie, wynajęliśmy ją firmie cukierniczej. Są osobne wejścia. Ani pacjenci, ani personel nie mają z cukiernią żadnego kontaktu" - zapewnia Magdalena Sikora, rzecznik prasowy WSS w Częstochowie.
Na wszystkich dzierżawach szpital zarabia średnio ok. 110 tys. zł miesięcznie. Stanowi to ok. 3 proc. ogólnego budżetu placówki.
M. Sikora zapewnia, że szpital prowadzi tę działalność komercyjną za zgodą organu założycielskiego - marszałka województwa śląskiego.
Ustawa o zakładach opieki zdrowotnej stanowi, że wydzierżawienie majątku SPZOZ-u może być dokonane na zasadach określonych przez organ, który go utworzył. W tym wypadku jest to uchwała sejmiku samorządu województwa śląskiego, zgodnie z którą urząd marszałkowski opiniuje każdą ofertę dzierżawy i wydaje zgodę. Tego typu działalność ma służyć zabezpieczeniu potrzeb pacjentów.
Marek Piekarski, dyrektor Wydziału Zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim Województwa ląskiego twierdzi, że od Pulsu Medycyny dowiedział się, że w WSS w Częstochowie prowadzona jest działalność komercyjna i to nie tylko handlowo-usługowa, lecz wręcz produkcyjna. M. Piekarski przyznaje jednak, że gospodarzem terenu jest dyrektor szpitala, a nadrzędny jest efekt ekonomiczny. ,Skoro kontrakt z kasą chorych nie pokrywa potrzeb zakładu, udzielamy takich zgód, by dyrektorzy mogli wynajmować powierzchnię z obopólną korzyścią" - przyznaje dyrektor Marek Piekarski.
Nie ma jasnych zasad gry, czego szpitalom nie wolno robić w ich pozamedycznej działalności. Uchwały organów założycielskich ustalają zazwyczaj ogólne zasady wynajmu, np. wysokość kwoty dzierżawy, poniżej której szpital może dokonać podnajmu bez przeprowadzania procedury przetargowej. Znowelizowana ustawa o zakładach opieki zdrowotnej wyklucza tylko obecność firm pogrzebowych na terenie szpitala.
Komu wynająć?
,Jako szpital publiczny wychodzimy z założenia, że pomieszczenia mogą być wynajmowane tylko na cele pożyteczne dla pacjentów. W szpitalu jest tylko kiosk, bufet, sklep ze sprzętem ortopedycznym, agencja PKO i od niedawna zakład fryzjerski. Z tej działalności, a także wynajmowania szatni i przyszpitalnego parkingu uzyskujemy poniżej 1 proc. wszystkich przychodów" - zapewnia Barbara Lis-Udrycka, rzecznik prasowy Szpitala Bielańskiego w Warszawie.
Inną politykę dzierżaw prowadzi warszawski Szpital Bródnowski. ,Maksymalizujemy dzierżawy, ile się da. Mamy już w szpitalu galerię sklepików, anteny na dachu, bankomat, kiosk ,Ruchu", wydzierżawiliśmy szatnię i parking. Taką działalność szpitala uważam za naganną, ale jestem zmuszony to robić. Stratę przynosi nam podstawowa działalność, czyli świadczenie usług, a my próbujemy tę stratę niwelować dochodami z dzierżaw"- przyznaje Stanisław Piekarek, dyrektor ds. ekonomicznych Szpitala Bródnowskiego w Warszawie. Jego zakład zarabia w ten sposób ok. 2 mln zł rocznie (cały budżet to ok. 60 mln zł).
,Szpital Bródnowski posiada jeden z lepszych zakładów rehabilitacyjnych, ale limit całoroczny wyczerpaliśmy już w lipcu. Mimo że nie narzekamy na brak popytu, musimy ,odganiać" pacjentów, bo kasa chorych ogranicza nam możliwości świadczenia usług. Za chwilę dojdzie do paradoksu, że zamiast leczyć chorych też zajmiemy się produkcją ciastek" - mówi dyr. S. Piekarek.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska