Dramat na rynku dożylnych immunoglobulin
Na polskim rynku drastycznie brakuje immunoglobulin. Dostęp do preparatów mają tylko te nieliczne szpitale, które wykazały się zapobiegliwością i kupiły je w przetargach. Resort zdrowia ostatecznie unieważnia przetarg na frakcjonowanie 100 tys. litrów polskiego osocza za granicą.
Podskórna trudna do stosowania
Centrala Farmaceutyczna Cefarm, podobnie jak inne hurtownie, dostarcza immunoglobuliny tylko tym szpitalom, z którymi ma podpisane umowy, ponieważ wygrała przetargi na dostawę tych preparatów. W skali kraju takich szpitali jest kilka. "Codziennie mamy po kilkanaście telefonów w sprawie immunoglobulin z innych szpitali z całej Polski. Telefonujący zostawiają kontakt do siebie, żeby oddzwonić, gdy będzie jakaś nowa dostawa. Problem polega na tym, że sytuacja prędko się nie poprawi, bo immunoglobulin nie mają nawet nasi dostawcy" - powiedział Pulsowi Medycyny Piotr Porembski, kierownik działu zamówień publicznych Cefarmu.
Na polskim rynku jest w tej chwili dostępna jedynie immunoglobulina do stosowania podskórnego firmy Baxter. Do tej sytuacji mogły się dostosować tylko nieliczne szpitale w Polsce, np. Klinika Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych CSK AM w Warszawie. Jej kierownik, prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant ds. hematologii, opracował i wdrożył metodę infuzji podskórnej. Pamięta, jak ostrożnie musiał to robić i rozumie obecne obawy lekarzy, którzy nie mają doświadczenia w stosowaniu immunoglobulin podskórnych. Mają one jeszcze jeden mankament. "Gram tej immunoglobuliny kosztuje o 40 zł drożej niż wycena punktowa Narodowego Funduszu Zdrowia. Jeżeli mamy podać choremu, który waży 80 kg, 40 gramów immunoglobuliny do stosowania podskórnego, to musimy dołożyć do jego leczenia 1600 zł w stosunku do refundacji NFZ" - mówi prof. W. Jędrzejczak.
Ograniczenie wskazań
Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, w listopadzie br. doszło w resorcie zdrowia do zwołanego w trybie pilnym spotkania z konsultantami krajowymi z kilku dziedzin medycyny, w których stosuje się immunoglobuliny. Podczas narady zostały opracowane zalecenia ograniczające wskazania do jej stosowania tylko do tych najważniejszych, a Ministerstwo Zdrowia zobowiązało się do podjęcia kroków, by zabezpieczyć lek w ilościach wynikających z tak zawężonych wskazań.
Podczas spotkania wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas zapewnił, że jest to sytuacja doraźna. Nic jednak nie wskazuje na to, by dostępność immunoglobulin w przyszłym roku miała się poprawić, jeśli nie zmienią się ogólnoświatowe tendencje.
Konsekwencje unieważnionego przetargu
Polska przespała swoją szansę, bo mogła mieć stałe, regularne dostawy immunoglobulin wytwarzanych ze 100 tys. litrów własnego świeżo mrożonego osocza, które miało być wysyłane do frakcjonowania za granicę. Takie były założenia przetargu, który został ogłoszony jeszcze w czasach byłego ministra zdrowia Marka Balickiego, w lipcu 2005 roku. Po wielu miesiącach negocjacji i sporów sądowych, w styczniu 2006 r. resort zdrowia ogłosił, iż najkorzystniejszą ofertę złożyła firma Baxter. Umowa na frakcjonowanie osocza w laboratorium Baxtera nie została jednak podpisana.
7 grudnia wiceminister Jarosław Pinkas poinformował Puls Medycyny, że decyzją kierownictwa resortu przetarg zostanie unieważniony. "Immunoglobulina jest w tej chwili jedną z najcenniejszych substancji na rynku światowym. Nie jesteśmy w stanie zaakceptować takiego przetargu, w którym mamy bardzo małą wydajność: ponad 2 g/l, a można było uzyskać 4,4 g/l. Chcemy z polskiego osocza uzyskać maksymalnie dużą ilość immunoglobuliny. Są firmy, które nam to zapewniają. Według naszej oceny, gdyby przetarg został sfinalizowany, Polska straciłaby na tym 100 mln zł, a to dla nas kwota ogromna" - w taki sposób uzasadnił decyzję resortu Jarosław Pinkas. Jego zdaniem, musi być ogłoszony nowy przetarg. Nieoficjalnie mówi się, że partnerem do współpracy mogłaby być firma Octapharma.
Doraźnie, czyli jak?
To oznacza, że moment, kiedy trafią do Polski wyprodukowane z naszego osocza produkty krwiopochodne, oddala się coraz bardziej. W jaki sposób resort doraźnie zamierza poprawić sytuację na rynku immunoglobulin? J. Pinkas twierdzi, że z czasów, kiedy obowiązywała umowa na frakcjonowanie osocza w Szwajcarii fizycznie u frakcjonatora pozostało nieprzerobione kilkaset kilogramów pasty, czyli półproduktu, z którego produkuje się immunoglobuliny. Z tej ilości surowca można uzyskać kilkadziesiąt kilogramów leku. Resort zdrowia traktuje pastę pozostającą w przetwórni w Bernie (obecnym jej właścicielem jest firma ZLB Behring) jako własność Polski i liczy, że "wymieni" ją na immunoglobulinę. Nieoficjalnie wiadomo, że realizację tych planów mogą jednak uniemożliwić niekorzystne zapisy dotyczące własności pasty, na które zgodził się Instytut Hematologii i Transfuzjologii, negocjując przed kilkoma laty warunki umowy ze szwajcarskim frakcjonatorem.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska