Dr hab. Jarosław Pinkas: Wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni za własne zdrowie
„Bez skutecznej edukacji zdrowotnej, profilaktyki chorób czy promocji zdrowia ciężko będzie sprostać wyzwaniom cywilizacyjnym” - uważa dr hab. n. med. Jarosław Pinkas w rozmowie z „Pulsem Medycyny”.
Czy 2019 rok zaznaczył się szczególnie w pana pracy zawodowej?

Był to czas wytężonej, ale przy tym bardzo satysfakcjonującej pracy. To był niezwykle ważny rok dla zdrowia publicznego. Udało mi się odwiedzić prawie wszystkie wojewódzkie stacje sanitarno-epidemiologiczne, rozmawiałem z pracującymi tam ludźmi. Dzięki temu mogłem poznać ich bieżące potrzeby oraz wyzwania, z jakimi mierzą się na co dzień w swojej niełatwej, a bardzo odpowiedzialnej pracy.
Państwowa Inspekcja Sanitarna to 16 wojewódzkich, 318 powiatowych i 10 granicznych stacji sanitarno-epidemiologicznych oraz Główny Inspektorat Sanitarny (GIS). To jednak przede wszystkim ludzie - blisko 16 tysięcy świetnie wykształconych i doświadczonych pracowników, którzy codziennie stoją na straży bezpieczeństwa zdrowotnego milionów Polek i Polaków i w większości z pasją wykonują swoją często niedocenianą pracę. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że mogłem zwrócić uwagę również na finansowy aspekt ich pracy.
W 2019 r. udało mi się też rozbudować potencjał Szkoły Zdrowia Publicznego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Ponadto z zadowoleniem odnotowuję, że zdrowie publiczne zaczyna zajmować należne mu miejsce w świadomości obywateli. Medycyna naprawcza jest ważna, ale wszyscy doskonale wiemy, że zdecydowanie lepiej jest zapobiegać niż leczyć.
Jak było w pana przypadku - kiedy uświadomił pan sobie, że chce być lekarzem?
Odkąd sięgam pamięcią, zawsze chciałem być lekarzem albo lekarzem weterynarii. Alternatywnie rozważałem zostanie leśnikiem, ale to też zawód związany z leczeniem. O leśnikach mówi się przecież, że są lekarzami drzew.
Karierę zawodową rozpoczynał pan jako chirurg. Obecnie najbardziej absorbuje pana zupełnie inna dziedzina medycyny - zdrowie publiczne. Skąd ta zmiana?
Chirurgia to fascynująca gałąź medycyny. Ratowanie życia to niesamowite uczucie, niemniej chirurg podczas jednej interwencji ratuje jedno życie. Pod tym kątem zdrowie publiczne jest dużo bardziej pociągające. W tej dziedzinie mądrze prowadzone legislacja i edukacja potrafią ratować setki, tysiące, a czasem miliony istnień ludzkich. Zdrowie publiczne ma pomagać ludziom w dokonywaniu mądrych, opartych na wiedzy wyborów zdrowotnych. Jestem głęboko przekonany, że GIS spełnia właśnie taką rolę - rolę przewodnika po meandrach informacyjnego szumu w zakresie zdrowia, stanowiąc źródło sprawdzonej, rzetelnej wiedzy.
Jak ocenia pan światowy postęp w obszarze zdrowia publicznego na przestrzeni ostatnich lat i jak widzi jego przyszłość?
Niezmiernie cieszy mnie fakt, że zaczynamy dostrzegać znaczenie zdrowia publicznego, a właściwie w ogóle zaczynamy dostrzegać zdrowie publiczne jako wartość w systemie ochrony zdrowia. Ponad 80 proc. chorób zależy od naszych złych wyborów zdrowotnych, takich jak brak ruchu, zła dieta, używki - alkohol czy tytoń. To są choroby, które nie muszą się nam przydarzyć, a jednocześnie niezwykle obciążają cały system opieki zdrowotnej, również pod kątem finansowym. Te środki można by przeznaczyć na nowoczesne procedury czy leki.
Chcę jednak podkreślić, że zauważam zmiany. Coraz mniej Polaków sięga po tytoń. W ciągu 10 lat odsetek palaczy zmniejszył się z 31 proc. do 21 proc. To przykład na to, jak skutecznie działa właściwie prowadzona edukacja, ale również mądrze stanowione i wprowadzane prawo. Dziś nikt nie wyobraża sobie już siedzenia w zadymionych pubach czy restauracjach. Palenie przestaje być po prostu modne. Oczywiście, stoją przed nami nowe wyzwania: e-papierosy, rosnące spożycie alkoholu i cukru, a także związane z tym zjawisko nadwagi, otyłości oraz cukrzycy typu 2. Doświadczenia związane z profilaktyką palenia tytoniu w Polsce dają jednak podstawy, by z nadzieją i optymizmem patrzeć w przyszłość. Żywię przekonanie, że podobnym sukcesem będzie wprowadzenie opłaty zdrowotnej za słodkie napoje.
Rzeczywiście, w dziedzinie zdrowia publicznego dużo już udało się zrobić, ale prawdopodobnie niezbędne są dalsze zmiany. Jakie są obecnie najpilniejsze potrzeby systemowe?
Zdrowie publiczne powinno na pewno zyskać stabilne źródło finansowania. Oczywiście, mamy Narodowy Program Zdrowia Publicznego, ale upływająca w tym roku edycja programu może stanowić doskonałą okazję, by przyjrzeć się niektórym jego zapisom. Musimy sobie powiedzieć wprost i wyraźnie: bez skutecznej edukacji zdrowotnej, profilaktyki chorób czy promocji zdrowia ciężko będzie sprostać wyzwaniom cywilizacyjnym. Zdrowie publiczne musi być postawione na pierwszym miejscu, a przeznaczane na nie środki powinny być traktowane nie jako koszt w budżecie, ale jako inwestycja, która się zwróci w postaci dłużej żyjącego w zdrowiu społeczeństwa.
Wiele zostało już w tym kierunku zrobione. Idziemy w dobrą stronę. W GIS postawiliśmy na edukację. Chcemy nie tyle karać, ile przekonywać. Poprzez mądrze, nowocześnie i skutecznie prowadzoną komunikację informujemy, że wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni za własne zdrowie. Wchodzimy w dialog i dyskusję, czasami spotykając się z hejtem w sieci, ale częściej z wyrazami sympatii.
Pana życie zawodowe wypełnione jest po brzegi. Jest pan głównym inspektorem sanitarnym, konsultantem krajowym w dziedzinie zdrowia publicznego, dyrektorem Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP, a to tylko niektóre pana aktywności. Skąd czerpie pan na wszystko energię?
Jest takie powiedzenie, że siły przychodzą, kiedy jest na nie zapotrzebowanie. To niezwykle ciekawy, wręcz ekscytujący okres w moim życiu. Widzę możliwości rozwoju, jakie stoją przed zdrowiem publicznym w Polsce. Jesteśmy u progu wielkich zmian, jeśli chodzi o świadomość obywateli w zakresie własnego zdrowia, dbania o nie na co dzień. To napędza mnie do działania. Energię czerpię również od swoich współpracowników z GIS i CMKP, a ich entuzjazm, kreatywność i zaangażowanie dodają mi sił w codziennych zmaganiach.
Znajduje pan czas na odpoczynek?
Nie wiem, co to odpoczynek. Widać „szewc bez butów chodzi”, bo często mówię o tym, jak ważny jest relaks dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Staram się jednak znajdować czas na spacer i wspólny posiłek z rodziną. Uważam, że stół to najważniejszy mebel w całym domu. Jednoczy, pozwala cieszyć się nie tylko pysznymi, zdrowymi potrawami, ale także rozmową czy po prostu byciem razem.
Co najbardziej ceni pan w ludziach, a czego nie lubi?
Cenię kreatywność, lojalność i rzetelność. Nie lubię natomiast braku umiejętności pracy w zespole oraz - jak to określa młodzież - lansu. Zdrowie publiczne, jak żadna inna dziedzina medycyny, jest pracą zbiorową. Przekonałem się już, że team zmotywowanych, zaangażowanych ludzi jest w stanie zdziałać dużo więcej.
Kto pana inspiruje, jest pana autorytetem?
Autorytetem był dla mnie prof. Zbigniew Religa, z którym miałem okazję współpracować. Jego portret wisi w moim gabinecie. Z życzliwością podchodził do ludzi i był nieustępliwy wobec wyzwań. Sądzę, że to dobre cechy.
Gdyby miał pan krótko scharakteryzować się, to…
…powiedziałbym: lubiący ludzi i zwierzęta, otwarty, ciekawy świata.
Jakie ma pan plany na rok 2020?
Chciałbym, aby ten rok był przede wszystkim czasem satysfakcji dla wszystkich moich współpracowników. Aby mieli poczucie docenienia, że to, co robią, naprawdę ma sens, że wspólnie zmieniamy świat na lepsze. Bo zdrowie publiczne ma właśnie taką moc - zmiany życia na lepsze. Głęboko w to wierzę.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Rozmawiała Katarzyna Matusewicz