Dr Doczekalski: kredyty na studia medyczne nie są receptą na brak lekarzy
Mam wrażenie, że to jest jedynie takie doraźne działanie „na już”, bez uwzględnienia szerszego kontekstu, realiów kształcenia przed- i podyplomowego. Na zasadzie - teraz kredyt, a później jakoś to będzie - mówi Pulsowi Medycyny dr Paweł Doczekalski, zastępca sekretarza Naczelnej Rady Lekarskiej i przewodniczący Komisji Młodych Lekarzy przy NRL.

W środę (13 lipca) w siedzibie Ministerstwa Zdrowia odbyła się konferencja prasowa poświęcona kredytowaniu nauki na studiach medycznych. Wniosek o kredyt na studia lekarskie będzie można złożyć od 18 lipca do końca września. Maksymalna kwota kredytu wyniesie 20 tysięcy złotych na semestr. O umorzenie kredytu będzie się można ubiegać po 10 latach przepracowanych w publicznej ochronie zdrowia w Polsce w specjalizacji deficytowej.
Kredyt nie służy studentom, to sposób na dziury kadrowe
– Kredyt jest opcją, przy rozważaniu której należy się głęboko zastanowić nad wszystkimi ryzykami, konsekwencjami związanymi z różnymi scenariuszami. Jest to ogromna odpowiedzialność, zwłaszcza w kontekście planowania w przyszłości pracy w zmagającym się, z tak wieloma problemami, systemie ochrony zdrowia. Jako absolwent studiów medycznych, lekarz, osoba która przeszła już pewną ścieżkę, nie jestem entuzjastą kredytów na studia medyczne w kształcie, o którym powiedział podczas wczorajszej konferencji prasowej minister Niedzielski. Rozumiem, że to rozwiązanie powstałe z myślą głównie o studentach kierunków płatnych i niestacjonarnych, ale nadal mowa tu o zaciąganiu w bardzo młodym wieku kredytu na bardzo wysoką kwotę - zwraca uwagę dr Paweł Doczekalski.
Co więcej - jak dodaje przedstawiciel NIL - resort bardzo zawęził grupę, która mogłaby potencjalnie skorzystać z takich kredytów do osób decydujących się wyłącznie na specjalizacje deficytowe [z ich umorzenia - red.] – a są one takie nie bez powodu, o czym MZ doskonale wie.
– Lekarze po prostu ze względu m.in. na warunki pracy i uwarunkowania prawne nie chcą się na nie decydować. Oznaczać to może, że MZ chce wyznaczać lekarzom ścieżkę kariery, by załatać dziury kadrowe. Ponadto warunkiem umorzenia kredytu jest przepracowanie minimum 10 lat w publicznym systemie ochrony zdrowia, gdzie warunki leczenia, jak też wynagrodzenia zdecydowanie nie są zachęcające. Kredyty na studia medyczne nie są więc receptą na brak lekarzy - uważa.
Uczelnie prywatne kształcą na różnym poziomie
Zdaniem dra Doczekalskiego studenci powinni bardzo poważnie zastanowić się, zanim zdecydują się na taki kredyt, zagłębić w szczegóły, rozważyć wszelkie możliwe warianty i sytuacje życiowe.
– Pamiętajmy, że płace w systemie publicznym są spłaszczone. Zarobki rezydenta nie są wysokie, a zobowiązanie - po upływie 12 lat karencji - z czegoś trzeba będzie spłacić. Na pewno skomplikuje to dalszą zawodową drogę - ocenia dr Doczekalski.
Jak zauważa, trzeba sobie również jasno powiedzieć, że nie wszystkie uczelnie oferujące studia na kierunku lekarskim odpłatnie lub w trybie stacjonarnym, dochowują odpowiednio wysokich standardów jakości kształcenia.
– Część z nich nie posiada nawet pozytywnej opinii Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Ponadto otwartym pytaniem pozostaje, czy tak dużą liczbę przyszłych absolwentów uda się następnie przyjąć w szpitalach na staż, czy nie zabraknie dla nich miejsc. Na Mazowszu to przecież coraz wyraźniejszy problem. Pomysł ten nie jest elementem systemowej strategii ani sposobem na rozwiązanie problemów kadrowych w systemie ochrony zdrowia. Mam wrażenie, że to jest jedynie takie doraźne działanie „na już”, bez uwzględnienia szerszego kontekstu, realiów kształcenia przed- i podyplomowego. Na zasadzie - teraz kredyt, a później jakoś to będzie - wskazuje przedstawiciel NRL.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Kredyty dla studentów medycyny: prezydent IFMSA-Poland zawieszona za ich chwalenie?
Źródło: Puls Medycyny