Daleko idąca niesprawiedliwość społeczna

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
opublikowano: 14-02-2012, 00:00

Umowy z NFZ apteki podpisały w ogromnym chaosie organizacyjno-prawnym pomiędzy świętami a Nowym Rokiem, wręcz „pod przymusem”, ponieważ nie miały w ogóle możliwości ich negocjacji. Cóż to bowiem za umowa cywilnoprawna dobrowolnie zawarta w oparciu o rzekomą zasadę swobody umów, którą musimy podpisać z przystawionym pistoletem do skroni, bo apteka, która nie podpisze umowy refundacyjnej, nie istnieje na rynku. Po prostu nie ma prawa bytu z ekonomicznego punktu widzenia.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Zmuszono nas do podpisania umowy, na mocy której jeśli to my spóźnimy się z wystawieniem wniosku refundacyjnego do NFZ, bez względu na przyczyny, podlegamy za to karze umownej. Tymczasem NFZ, który uniemożliwia obecnie złożenie takiego wniosku, bo nie działają platformy internetowe, nie ponosi z tego tytułu żadnej kary i nawet nie zwróci odsetek od przetrzymanych pieniędzy.

Kolejnym przykładem daleko idącej niesprawiedliwości społecznej są kary umowne za realizację wadliwie wystawionych recept, oderwane od jakiejkolwiek szkody i niezależne od obowiązku zwrotu nienależnej w ocenie NFZ refundacji. Otóż, bez względu na to, czy zrealizujemy receptę z nienależną refundacją na kwotę 2 zł czy 20 tys. zł, podlegamy karze jako apteka do 2 proc. z ostatnich 12 refundacji. Jeżeli więc apteka ma np. refundacji 100 tys. zł za jeden okres rozliczeniowy, czyli 1,2 mln zł za 12 refundacji, to 2 proc. kary od tej wartości wyniesie 24 tys. zł! Podkreślam, że oprócz tej kary nakładanej jednostronnie przez NFZ apteka musi jeszcze naprawić szkodę w postaci zwrotu refundacji wraz z odsetkami. Owszem, zgadzaliśmy się, żeby apteka ponosiła karę za to, że wystąpi o nienależną refundację i proponowaliśmy, aby była to dotkliwa kara, nawet wielokrotność wyrządzonej szkody, czyli wartości zrealizowanych wadliwych recept (nienależnej refundacji). Jeśli więc popełniłem błąd na kwotę 2 zł, to mogę poddać się karze np. w wysokości pięciokrotności tej kwoty, czyli 10 zł wraz z odsetkami, ale kara nie może być naliczana od wartości prawidłowo zrealizowanych recept. Co więcej, obecna umowa stanowi, że w przypadku ponownej kontroli i stwierdzenia uchybienia niewłaściwie zrealizowanej recepty, kara wynosi do 2 proc., ale już z 24 refundacji (w naszym przykładzie za przysłowiowe 2 zł kara może wynieść do 48 tys. zł). To jest po prostu barbarzyństwo i z założenia instrument do drenażu pieniędzy z aptek, bo inaczej tego określić się już nie da. Zapowiadana w nowelizacji „abolicja” dla aptekarzy jest oczywistą fikcją, gdyż nie dotyczy w ogóle ww. kar umownych, a jedynie praktycznie braku obowiązku zwrotu nienależnej refundacji w przypadku realizacji recept dla osób nieubezpieczonych w okresie przejściowym na początku roku.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Leszek Jargan, wiceprezes Izby Gospodarczej "Apteka Polska"

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.